• facebook
  • rss
  • Każdego ciągnie do Mamy

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 28/2015

    dodane 09.07.2015 00:00

    Diecezja. Przez Pieszą pielgrzymkę Pan Bóg zsyła wiele łask, ale nie rozwiązuje wszystkiego – mówią pątnicy do sanktuarium Matki Bożej w Lipach koło Lubawy.

    Grupa prawie 80 pielgrzymów ze wszystkich pięciu parafii Iławy wyruszyła na uroczystości odpustowe w sanktuarium Matki Bożej z Lip koło Lubawy. Na odpust ten przybywa kilka tysięcy pielgrzymów z różnych części Polski. Przyjeżdżają autokarami, samochodami, rowerami lub przychodzą pieszo.

    Spod tzw. czerwonego kościółka prowadzonego przez ojców oblatów wyrusza na trasę grupa ok. 40 osób. Drugie tyle dołącza do niej już na ulicach Iławy lub tuż za granicami miasta. Tak było w przypadku pana Jana z parafii św. Brata Alberta, który czeka na grupę. – Po raz pierwszy na pieszą pielgrzymkę do Lip poszedłem 12 lat temu. Potem miałem dość długą przerwę i jakieś trzy lata temu do ponownego pójścia zmobilizowała mnie siostra – mówi. – A w tym roku ja zmobilizowałem zięcia, więc idziemy w trójkę prosić o zdrowie i łaski dla reszty naszej rodziny – dodaje. – Zawsze w czasie tej pielgrzymki obejmuję modlitwą moich bliskich. Pan Bóg daje mi wiele, więc ja też chciałabym ofiarować coś innym – mówi pani Ania, która w pielgrzymce idzie po raz dziesiąty. Jak przyznaje, wielu pielgrzymów niesie do sanktuarium prośby swoich krewnych i znajomych. – Wiele osób prosi nas o modlitwę, o pomoc w rozwiązaniu problemów zdrowotnych, alkoholowych czy rodzinnych. Dla mnie jest to prawdziwa łaska, że ktoś przyjdzie i powie mi w zaufaniu: „Słuchaj, mój mąż źle traktuje rodzinę i jest coraz ciężej, proszę, pomódl się za nas” – dodaje. – Ja uważam, że wiara czyni cuda, dlatego w sercu trzymam te wszystkie intencje powierzone mi przez bliskich – mówi. Czasami osoby, które proszą ją o modlitwę, sprawiają wrażenie nieradzących sobie z problemami, które ich spotkały. – A wystarczy tylko zanurzyć się w Bożej miłości, aby od razu zacząć w niej pływać. I to nie żabką czy pieskiem. Ja pływam w niej kraulem – uśmiecha się Ania.

    Znaleźć choć jeden dzień

    – Kiedyś chodziłam z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Dziś ze względów rodzinnych i służbowych niestety nie jestem w stanie wygospodarować dwóch tygodni – ubolewa Wioletta z parafii pw. Przemienienia Pańskiego. – Dlatego też co roku staram się znaleźć ten jeden dzień, aby pójść o własnych siłach do Matki Bożej Lipskiej. I otrzymuję wiele łask z powrotem w postaci np. uzdrowień – daje świadectwo. – Oczywiście to nie jest tak, jakby ktoś mógł sobie myśleć: „Pójdę raz na pielgrzymkę i Pan Bóg mi od razu wszystko da” – zaznacza. – To wszystko musi iść obok siebie: pielgrzymki, Eucharystia, ale przede wszystkim świadczenie swoim życiem o Bogu. Usłyszałam kiedyś i powtarzam to sobie, że nasze, czyli katolików, życie może być jedyną Biblią, jaką przeczyta ktoś, kto nigdy by po Pismo Święte nie sięgnął. Dlatego swoją postawą musimy stale dawać świadectwo Chrystusowi – dodaje. Także inni pielgrzymi podkreślają, że nie wyobrażają sobie spędzić 1 lipca inaczej jak w drodze do sanktuarium w Lipach. – Chodziły do niego moja prababcia, babcia, mama i tata, więc jak ja miałabym nie pójść – mówi pani Barbara z parafii Chrystusa Króla Wszechświata. – W pracy nie chcieli mi dać na dzisiaj dnia wolnego, więc poprosiłam o jeden dzień urlopu na żądanie – opowiada pani Teresa, dodając, że są ważniejsze rzeczy niż praca.

    Pielgrzymują „od zawsze”

    Wśród iławskich pielgrzymów jest wielu prawdziwych weteranów. Bez trudu znajdziemy osoby, które idą po raz 8. czy 10. Pani Anna idzie np. już 14. raz. – Chodzę do Lip praktycznie co roku, już od 15 lat. Raz tylko byłam zmuszona zrobić sobie przerwę, bo byłam tuż po zabiegu kręgosłupa – mówi. – Ale od tego czasu już nie odpuszczam i jestem za każdym razem – dodaje. – Niemal tradycją jest, że tuż przed wejściem do sanktuarium spotyka nas ulewa. Ciekawe, czy tak samo będzie i w tym roku? – zastanawia się i spogląda na bezchmurne niebo. – Jesteśmy związane z Matką Bożą Lipską od dziecka – dodaje Teresa z parafii św. Andrzeja Boboli. – To zostało w nas tak głęboko, że co roku wraz z rodzinami jesteśmy tam na odpuście. Wcześniej jeździliśmy autobusem czy samochodem. A od kilku lat podjęłam postanowienie pieszego pielgrzymowania i dzięki Bogu, jestem w stanie w nim wytrwać – dodaje.

    Ofiarowani obejmują modlitwą

    Ze względu na to, iż organizatorem pielgrzymki są ojcowie oblaci, wśród pątników są również osadzeni w zakładzie karnym w Iławie. Ich udział jest jednym z elementów resocjalizacji. Więźniowie, praktycznie jak co roku, w czasie obecnej pielgrzymki przejęli obowiązki opiekunów grupy. Kierowali ruchem na drodze, dbając o bezpieczeństwo, czuwali nad oprawą muzyczną i nagłośnieniem, pomagali również tym, których przerosły trudy drogi. Opiekunem duchowym iławskiej pielgrzymki jest ksiądz diakon Mateusz Pawłowski OMI. – Jestem drugi raz na pielgrzymce do Lip. Idę przede wszystkim z intencją dziękczynną. Chcę podziękować Matce Bożej za moje powołanie do szczególnego zgromadzenia, którego Ona jest patronką – mówi. – Oblat to znaczy „ofiarowany”. To znaczy ja i moi współbracia jesteśmy ofiarowani Najświętszej Panience. Dla mnie nie ma lepszego miejsca do podziękowań Matce Bożej niż Lipy za to, że Jej syn wybrał mnie, abym głosił Ewangelię wszystkim, którzy tego potrzebują – wyjaśnia. Jak twierdzi, wyjaśnienie motywów pielgrzymowania jest proste. – Każdego przecież ciągnie do mamy. Wszyscy z tego powodu jesteśmy radośni. I mam nadzieję, że właśnie w takiej atmosferze radości i modlitwy dotrzemy do naszego celu – podsumowuje. •

    Świątynia w miejscu lipy

    Kościół pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Lipach koło Lubawy słynie z figurki Madonny z Dzieciątkiem, czyli Matki Boskiej Lipskiej. Sanktuarium to jest jednym z najważniejszych miejsc odpustowych na Warmii i Mazurach. Objawienie się Matki Bożej w Lipach wiąże się z osobą biskupa Chrystiana, który działał na terenie dzisiejszej Lubawy na początku XIII wieku. Według podań, nad pobliskim strumieniem zwanym Sandelą, powyżej jednej z lip ukazała się wielka jasność, gdzie później odnaleziono figurkę. Biskup Chrystian postanowił w tym miejscu postawić kapliczkę. Obecny kościół wybudowany na przełomie XVI i XVII w. stoi w tym samym miejscu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół