• facebook
  • rss
  • Na rowerze też wierzę

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 34/2015

    dodane 20.08.2015 00:00

    – Upały doskwierały bardzo, ale daliśmy radę – cieszy się ks. Krzysztof Sękuła. – Bardziej mi żal pieszych pątników. My przynajmniej nie musieliśmy iść po rozgrzanym asfalcie – dodaje Donata.

    Tę rowerową pielgrzymkę można liczyć nie tyle w przejechanych kilometrach, co hektolitrach wylanego potu i wypitych płynów. Choć po pewnym czasie smaku wody niektórzy pątnicy mieli już dość. – Ale tak trzeba, więc piliśmy nawet po cztery litry wody dziennie – wspomina Donata Lubczyńska. To jej pierwsza pielgrzymka rowerowa na Jasną Górę. Upały nie zepsuły jej, na szczęście, tego doświadczenia. – Było bardzo gorąco, ale dla mnie nie miało to znaczenia. Gdy się jedzie rowerem, to wiaterek nieco chłodzi. A na postojach chowaliśmy się w cieniu.

    Te wspaniałe Godzinki

    W VI Rowerowej Pielgrzymce z Elbląga na Jasną Górę uczestniczyło ponad 150 osób. Na jednoślady wskoczyli 5 sierpnia. U celu byli sześć dni później. – Przed wyruszeniem w drogę tak naprawdę nie wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Znałam tylko opowieści innych pielgrzymów, jak jest na trasie – mówi Donata. – Ruszałam z pewnymi obawami, ale niepotrzebnie, bo okazało się, że wszystko jest świetnie zorganizowane. – Etapy do przejechania były akurat takie, by móc się „fajnie zmęczyć”. Odpoczynki też były odpowiednio długie, żeby zregenerować siły. Oczywiście siły na kolejny odcinek zbierano przy modlitwie. – Na pierwszym postoju śpiewaliśmy Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Pierwszy raz je słyszałam, wcześniej myślałam, że to coś bardziej dla „jakichś babć”. Bardzo szybko zmieniłam zdanie – śmieje się pątniczka. Uważa nawet, że dzięki Godzinkom czuła się od razu bliżej Maryi. Silna więź nawiązała się także między samymi pielgrzymami. Dzielili się ze sobą wszystkim, czy to kawałkiem kocyka, czy... oczywiście, produktem pierwszej potrzeby, czyli wodą. Jeden z posiłków na trasę dowiózł pątnikom wieloletni uczestnik pielgrzymek Janusz Górny. – W tym roku nie mogłem uczestniczyć w całej wyprawie. Ale udało mi się w jeden dzień pokonać 90 km i powitać grupę na Jasnej Górze – wspomina, twierdząc, że mimo wszystko była to najtrudniejsza pielgrzymka ze wszystkich sześciu, jakie dotąd się odbyły.

    Już tęsknimy

    – Doskonale znamy słowa: „Czas ucieka, wieczność czeka”. To, co piękne, trwa krótko. Wielu z nas już tęskni za kolejną pielgrzymką. Dlaczego tak krótko? Dlaczego już kończymy? – pytał na Jasnej Górze ks. Krzysztof Sękuła, kierownik pielgrzymki. – Dziwnie jest po powrocie do domu, pracy. Budzi się żal, że pielgrzymka już się skończyła – przyznaje Donata. 11 sierpnia pielgrzymi, którzy dotarli do Częstochowy na rowerach, uczestniczyli we Mszy św. w kaplicy Cudownego Obrazu wraz z tymi, którzy przyszli na piechotę. – Dziś dziękujemy Panu Bogu za kolejną rowerową pielgrzymkę z Elbląga. Dziękujemy Matce Najświętszej, która nas prowadziła przez te 7 dni – mówił z radością ks. Krzysztof, dziękując także bp. Jackowi Jezierskiemu za życzliwość dla tej formy pielgrzymowania i wsparcie modlitewne oraz samym pielgrzymom za ich trud i podjęte wyrzeczenia. – Dzisiaj u tronu Matki Bożej na Jasnej Górze składamy wszystkie intencje, z którymi jechaliśmy. Tutaj pragniemy napełnić nasze stągwie i w naszym życiu wypełniać to, o czym mówi Maryja: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie Syn” – zapewnił ks. Sękuła. Oprócz niego pątnikami opiekowali się także ks. Mariusz Klimkowski, ks. Tomasz Szramowski i ks. Mirosław Masztalerek.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół