• facebook
  • rss
  • Po pierwsze – rodzina

    Łukasz Sianożęcki, Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 44/2015

    dodane 29.10.2015 00:00

    Diecezja. Nigdy nie chwalą się tym, co robią. Są skromni, pokorni i nie szukają poklasku. Chodzi im jedynie o dobro dzieci.

    Te cechy łączą wszystkich tegorocznych laureatów Nagrody Biskupa Elbląskiego „Tuus”. Wyróżnienie to zostało przyznane już po raz dziewiąty. Nagrody ks. biskup Jacek Jezierski wręczył podczas uroczystej gali z okazji XV Dni Papieskich w Elblągu. – Charakter działalności prowadzonej przez laureatów tegorocznej nagrody nawiązuje bezpośrednio do nauczania patrona rodzin – św. Jana Pawła II – mówi ks. dr Andrzej Kilanowski, członek kapituły nagrody „Tuus”. Ks. Kilanowski podkreśla, że wszyscy laureaci tegorocznej nagrody wykazali się wyjątkową troską o tę najważniejszą komórkę społeczną, jaką jest rodzina. – Pragnęliśmy ich nagrodzić za tę ich trudną i nieustanną pracę na rzecz rodziny – dodaje ks. Kilanowski. Tegorocznymi laureatami są: Elbląski Dom Dziecka, państwo Jarosław i Elżbieta Ciepłuchowie prowadzący rodzinę zastępczą (nagroda główna) oraz Stowarzyszenie Rodzin Katolickich z Kwidzyna.

    Dzieci to nasza przyszłość

    – To dla nas wyjątkowe wyróżnienie – mówi Barbara Nalińska, dyrektor Elbląskiego Domu Dziecka, komentując przyznanie placówce nominacji. Jak przyznaje, radość z tego wyróżnienia towarzyszy pracownikom, kadrze wychowawczej oraz samym dzieciom. Choć dom dziecka jest zawsze pewną formą instytucjonalnej opieki nad dziećmi, pracownicy elbląskiego ośrodka starają się stworzyć swoim podopiecznym choćby namiastkę rodziny. A jest to wyjątkowo duża rodzina, bo elbląska placówka liczy 60 podopiecznych i drugie tyle pracowników. – Zgodnie z oczekiwaniami dzieci organizujemy wszystkie uroczystości: uczestniczymy w chrztach i Komuniach Świętych naszych wychowanków, obchodzimy urodziny podopiecznych, święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy – opowiada pani dyrektor. Jak przyznaje, w personel domu przestrzega jednej generalnej zasady – na pierwszym miejscu zawsze jest dziecko. Opiekunowie nie mogą jednak dać im miłości prawdziwych rodziców. – Możemy ich za to obdarzyć szacunkiem, poczuciem bezpieczeństwa, wrażliwością, zrozumieniem, a przede wszystkim poświęcić im nasz czas. To jest w tym wszystkim najważniejsze – wyjaśnia szefowa placówki. W tym aspekcie nie do przecenienia jest rola wychowawców. Oni zawsze zasługują na szczególne wyróżnienie. – Bez względu na to, czy jest to pani zajmująca się praniem odzieży dla dzieci, pani sprzątająca, konserwator czy kierownicy i dyrektorzy – wszyscy wykonujemy pracę wychowawczą – zaznacza Barbara Nalińska. Aby stworzyć dom dziecka z tak rodzinną atmosferę, należało zebrać ludzi, którzy kochają dzieci i będą ich dobro zawsze stawiali na pierwszym miejscu. – Nie może pracować w takim miejscu ktoś, kto nie chce służyć drugiej osobie, w tym przypadku dziecku. Te dzieci są naszą przyszłością – tłumaczy dyrektor elbląskiej palcówki.

    Im więcej, tym lepiej

    Nagrodę „Tuus” otrzymali też Elżbieta i Jarosław Ciepłuchowie. Są rodziną zastępczą, w ich domu jest zazwyczaj około dziesięciorga dzieci. Przez 10 ostatnich lat mieli prawie 50 podopiecznych. – Nie liczymy tych, którzy byli u nas np. tydzień czy jeszcze krócej – uśmiecha się pan Jarosław. Kiedy zaczynali dziesięć lat temu, myśleli, że będą w stanie stworzyć rodzinę zastępczą co najwyżej dla jednego dziecka. Wówczas mieli już troje swoich. – Dzieci zawsze potrzebują miejsca, a nasze mieszkanie nie pozwalało na więcej – wspomina pan Jarosław. Po wielu szkoleniach zdobyli certyfikat zawodowej, niespokrewnionej rodziny zastępczej. – Jednocześnie przybywało nam też dzieci biologicznych, a im więcej nas było, tym spójniej to wyglądało – opowiadają państwo Ciepłuchowie. Pod ich opiekę trafiają dzieci z bardzo różnych, zazwyczaj trudnych środowisk. – Staramy się stworzyć im namiastkę domu, którego wcześniej być może wcale nie mieli – mówi pani Elżbieta. – Wszystkim tym, co mają nasze własne dzieci, dzielimy się z dziećmi, które do nas trafiają – dodaje pan Jarosław. Państwo Ciepłuchowie przyznają, że nie mogliby być rodziną zastępczą, gdyby nie zgodziły się na to ich własne dzieci. – Ogromnie nam we wszystkim pomagają – wyjaśniają. Najtrudniejsze w ich pracy są zawsze rozstania, kiedy dzieci, które zagrzały już u nich miejsce, idą do adopcji. – Ogromnie się do nich przywiązujemy, więc przy wyjeździe są łzy – nie ukrywa wzruszenia pani Elżbieta. Jednak jeśli tylko jest zgoda nowej rodziny, zawsze starają się utrzymywać kontakt ze swoimi wychowankami. – Ostatnio byliśmy na Komunii Świętej u jednego z podopiecznych – wspominają. Nagroda biskupa była dla nich zaskoczeniem. – Nie czujemy, abyśmy zasługiwali na takie ogromne wyróżnienie. Niemniej jest to bardzo miłe – dodaje pani Elżbieta. Po chwili uśmiecha się także mąż. – To prawda, cieszymy się niezmiernie, ale my to robimy wyłącznie dla dzieci – przyznaje pan Jarosław.

    Razem przeciwko demoralizacji

    – Sama nominacja do niej świadczy, że ktoś nas dostrzega. Widzi, że praca, którą wykonujemy, jest potrzebna i wykonywana dobrze – mówi Wojciech Kowalczyk, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Elbląskiej pw. św. Józefa. Stowarzyszenie powstało w Kwidzynie w 1994 roku, który przez św. Jana Pawła II oraz Organizację Narodów Zjednoczonych został określony jako Rok Rodziny. – Grono osób stwierdziło, że trzeba coś wartościowego zrobić dla rodziny i młodego pokolenia – przypomina W. Kowalczyk. W Polsce był to czas, kiedy ważyły się losy wielu ustaw, a rodziny katolickie – z braku swojej reprezentacji politycznej – nie mogły zabrać głosu w publicznej dyskusji o tematach tak ważnych dla przyszłości narodu jak np. legalizacja aborcji czy edukacja seksualna dzieci i młodzieży. Ale w pierwszej połowie lat 90. XX w. powstało wiele katolickich organizacji. Gdy się połączyły, stworzyły Polską Federację Stowarzyszeń Rodzin Katolickich. Wtedy milcząca większość społeczeństwa naszego kraju poznała swoją siłę. Zgodnym głosem powiedziała: nie – dla aborcji, pornografii i demoralizacji młodzieży. Statutowym celem Stowarzyszenia jest pomoc rodzinom w trudnych sytuacjach. Jak zwracają uwagę członkowie Stowarzyszenia, w każdej rodzinie takie sytuacje się zdarzają. Nieporozumienia, zadawnione kłótnie, alkohol, narkotyki, trudności wychowawcze – nie każda rodzina jest w stanie pomóc sobie sama. Stowarzyszenie w Kwidzynie prowadzi m.in. Katolicką Językowo-Sportową Szkołę Podstawową oraz świetlice, w których opiekę znajduje około 100 dzieci. Działają one dzięki pomocy Urzędu Miejskiego i Powiatowego Urzędu Pracy w Kwidzynie oraz licznemu gronu sponsorów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół