• facebook
  • rss
  • Zbrodnia bez kary

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 01/2016

    dodane 31.12.2015 00:00

    Grudzień ’70. Nigdy nie zapomnimy tego dnia. Milicyjna nyska zatrzymała się obok nas. Błagałyśmy z matką o pomoc. Z wnętrza dobiegł tylko przeraźliwy rechot zomowców. Bijący od nich odór alkoholu powalał. Drzwi zatrzasnęły się, auto odjechało – wspomina siostra Mariana Sawicza.

    Kiedy mówi się o wydarzeniach z grudnia 1970 roku, myśli się przede wszystkim o Gdyni i Gdańsku. Tymczasem jest wiele innych miast, w których wydarzenia przybierały równie dramatyczny przebieg, a o których nie wspomina się tak często. Wśród tych miejscowości jest Elbląg.

    – Grudzień elbląski jest marginalizowany w literaturze, a protesty były tutaj tak samo gorące, jak w innych większych miastach – mówi Zbigniew Branach, dziennikarz, autor książki „Janek Wiśniewski. Chłopak z Elbląga”. Według zebranych przez niego danych, bunt w naszym mieście był proporcjonalnie dużo silniejszy niż w zdecydowanie ludniejszej metropolii Trójmiasta. – Skalę tę obrazuje paleta przedsięwzięć podjętych przez ówczesne władze, żeby te protesty stłumić – zauważa Branach. Jak wymienia, przeciwko demonstrantom skierowano nie tylko milicję i ZOMO, ale także wojsko. – Czołgi i transportery opancerzone na ulicach mojego miasta to coś, czego nie da się zapomnieć – wspomina dziennikarz. Takie uczucie towarzyszyło wówczas jednak mieszkańcom wielu miast Wybrzeża. – W pacyfikacji tego regionu wzięło w sumie udział 27 tys. żołnierzy – wskazywał Piotr Szubarczyk, historyk IPN. – To były w sumie trzy dywizje, a do tego 9 tys. milicjantów i ormowców, czyli jeszcze jedna dodatkowa dywizja – dodaje. Ponadto, jak zauważają historycy, do osobnej dywizji należy zaliczyć także konfidentów ówczesnej władzy. – Kiedy pisałem na temat Grudnia ’70, dotarłem do siedmiu tomów donosów tajnych współpracowników z samego tylko Elbląga, z tego krótkiego czasu – wyjaśnia Branach.

    To byli chłopcy z Elbląga

    Elbląg wart jest wymienienia również w kontekście ofiar. Najbardziej znane nazwiska z tamtych dni są związane z naszym miastem. Jak choćby Janek Wiśniewski, czyli właściwie Zbyszek Godlewski, który został zastrzelony 17 grudnia 1970 roku w pobliżu gdyńskiej stoczni. Pochodził z Elbląga. I to właśnie o nim opowiada „Ballada o Janku Wiśniewskim”, która stała się najsłynniejszym lirycznym opisem tamtych dni. – Zbyszek Godlewski przybył do Trójmiasta mamiony ówczesną propagandą – opowiada historyk Piotr Brzeziński. – Chciał w tym mieście znaleźć pracę, ustatkować się. Przyjechał jednak do tego miasta po śmierć. To jego ciało robotnicy zanieśli na drzwiach na czele pochodu ulicą Czerwonych Kosynierów (dziś ul. Morska), tunelem pod peronami dworca Gdynia Główna, ul. Dworcową, ul. 10 Lutego i ul. Świętojańską pod siedzibę Miejskiej Rady Narodowej przy ul. Czołgistów (dziś al. Marszałka Józefa Piłsudskiego). Autor ballady, nie znając prawdziwego nazwiska poległego, nazwał go Janek Wiśniewski. – Takich Janków Wiśniewskich było jednak znacznie więcej – opowiadał Piotr Szubarczyk podczas premiery książki „Pogrzebani nocą”, która opisuje sylwetki 27 osób zabitych w różnych miastach naszego kraju w czasie tzw. wydarzeń grudniowych. – Większość ofiar Grudnia ’70 nie była aktywnymi uczestnikami demonstracji – wyjaśniał Brzeziński. W przeważającej liczbie ci ludzie cieszyli się, że mogą wrócić do pracy. – Weszli jednak w zastawioną przez komunistów pułapkę – dodawał.

    Dramaty rodzin

    W tej liczbie znajduje się jeszcze dwóch elblążan, których rodziny przeżywały taki sam dramat jak bliscy Zbyszka Godlewskiego. Są to Marian Sawicz i Waldemar Rebinin. Sawicz zginął 18 grudnia, kiedy wychodził z baru mlecznego przy ul. 1 Maja. Został zabity strzałem w głowę przez funkcjonariusza MO, który jechał milicyjną nysą. Mężczyzna nie brał udziału w manifestacjach. – Tego dnia po skończonej pracy mój brat odwiedzał swoją przyszłą żonę w zakładzie u krawcowej. Mierzyła suknię ślubną... – z trudem wspomina tamte dni Hanna Haufa, siostra Mariana Sawicza. Dopiero potem zaszedł do baru, przed którym ugodziła go śmiertelna kula. – W akcie zgonu napisali, że zginął o 16.45. O tej samej godzinie za tydzień miał brać ślub – pani Hanna urywa opowieść. Po chwili dodaje, że nie to jest jednak najstraszniejszym wspomnieniem. – Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy sąsiad powiedział nam, że chyba zabito Mariana – opowiada. Wraz z ciężko chorą matką obeszły wówczas wszystkie szpitale i posterunki w mieście, próbując dowiedzieć się prawdy. Wszędzie zaprzeczano, jakoby w Elblągu były jakieś ofiary śmiertelne. – Późnym wieczorem wracałyśmy więc do domu. Matka była wycieńczona. W pewnym momencie zatrzymała się i powiedziała, że nie pójdzie dalej – 18-letnia wówczas Hanna zaczęła rozglądać się za pomocą. – Zobaczyłam światła nadjeżdżającego samochodu. Wybiegłam na środek ulicy i z całej siły machałam rękami. Zatrzymała się milicyjna nyska. – Zaczęłam tłumaczyć, że potrzebujemy pomocy, że moja mama nie ma sił wrócić do domu. Z wnętrza dobiegł tylko przeraźliwy rechot zomowców. Bijący od nich odór alkoholu powalał. Drzwi zatrzasnęły się, auto odjechało – wspomina siostra Mariana Sawicza. W nocy przyszedł do ich domu milicjant i kazał przyszykować rzeczy, w których rodzina chce pochować Mariana. – Mama wpadła w rozpacz, ja szukałam jakiejś koszuli, a ten milicjant stale nas poganiał – wspomnienia z tej chwili są do dziś wyraźne. – Od tego dnia moja mama nie wstała już z łóżka aż do 1 marca następnego roku, nieustannie krzycząc i płacząc. Wtedy trafiła do szpitala psychiatrycznego – wspomina pani Hanna. Inny z elblążan, o którym mówimy w kontekście tych dni, to Waldemar Rebinin. Został on śmiertelnie postrzelony w głowę przez funkcjonariusza MO 15 grudnia 1970. Rebinin był kierowcą oznakowanego samochodu sanitarnego wiozącego zaopatrzenie medyczne do przychodni kolejowej przy Dworcu Głównym w Gdańsku. Mimo to oprawca w mundurze nie zawahał się do niego strzelić.

    Bohaterów pamiętamy

    Dziś zarówno Zbyszek Godlewski, Marian Sawicz, jak i Waldemar Rebinin doczekali się miejsc upamiętnienia w Elblągu. Rodziny ofiar tamtego czasu ubolewają jednak, że wciąż nie udało się ukarać sprawców tej masakry. Jak mówią, w pełni zgadzają się ze słowami prezydenta Andrzeja Dudy, który podkreślił podczas obchodów 45. rocznicy Grudnia ’70, że III RP powinna się wstydzić, iż nie zdołała ukarać odpowiedzialnych za tamte dramaty. – W ubiegłym roku hucznie obchodzono 25-lecie wolności, ale co to była za wolność i sprawiedliwość, skoro nie osądzono zbrodniarzy PRL-u. Pozwolono im się bogacić i sprawować ważne funkcje – podkreślił w czasie elbląskich uroczystości Marek Pruszak, przewodniczący Rady Miasta Elbląga. – Czy z pamięcią o Grudniu 1970 roku jest lepiej? – pyta Zbigniew Branach. Jak zauważa, pomimo wielu publikacji część naszych rodaków wciąż sądzi, że Janek Wiśniewski był postacią historyczną. Ale dzięki działaniu wielu instytucji, jak choćby IPN-u, wiele na tym polu się poprawia. W tym roku, w 45. rocznicę masakry na Wybrzeżu, w Elblągu odbyło się kilka uroczystości. W Szkole Podstawowej nr 21 w Elblągu zaprezentowano wystawę przygotowaną przez Oddziałowe Biuro Edukacji Publicznej IPN w Gdańsku, Bibliotekę Elbląską im. C. Norwida oraz Archiwum Państwowe w Gdańsku przybliżającą tamte wydarzenia. W katedrze św. Mikołaja odprawiona została Msza św. w intencji ofiar pod przewodnictwem biskupa elbląskiego Jacka Jezierskiego. Uczestnicy Eucharystii w pochodzie przeszli pod pomnik ofiar Grudnia ’70, gdzie odbyły się oficjalne uroczystości. Wśród maszerujących byli także przedstawiciele środowisk kibicowskich. Fani Olimpii Elbląg na trasie przemarszu wznosili okrzyki: „Cześć i chwała bohaterom!”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” czy też „Bohaterów pamiętamy, komunistom żyć nie damy”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół