• facebook
  • rss
  • Zdemaskować mit

    Agata Bruchwld

    |

    Gość Elbląski 06/2016

    dodane 04.02.2016 00:00

    Pora na nowo napisać historię miasta i rozprawić się z nieprawdziwymi legendami.

    Aleksandr Sołżenicyn i kapitan Gienadij Lwowicz Diaczenko to dwa nazwiska, które pojawiają się w opowieściach o dziejach Elbląga. Tomasz Gliniecki poświęcił wiele czasu, by sprawdzić, czy są to historie autentyczne. Informację o tym, że Aleksandr Sołżenicyn 9 lutego 1945 roku został aresztowany w Elblągu, podała Wikipedia.

    Zmarły w 2008 roku Aleksandr Sołżenicyn był znanym rosyjskim pisarzem i dysydentem. W 1970 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Ale ćwierć wieku wcześniej w 1945 roku był żołnierzem Armii Czerwonej. Tomasz Gliniecki, autor książek o historii Elbląga, postanowił sprawdzić, czy rzeczywiście Sołżenicyn była zimą 1945 roku w Elblągu. Z dokumentów, do których dotarł Gliniecki wynika, że w 1945 roku Sołżenicyn wkroczył ze swoją jednostką do „legowiska zwierza”, czyli Prus Wschodnich. – Udowadniam jednak, że Aleksandr Sołżenicyn w Elblągu nie był – mówi o wynikach swoich badań Gliniecki. Skąd więc wzięła się historia, którą powiela Wikipedia? Według źródeł, do których dotarł Gliniecki, Sołżenicyn zapisał, że był „w pobliżu Elbląga”. To pobliże oznaczało ok. 50 km w linii prostej, a drogą ok. 65 km od miasta. Bohaterem kolejnej wojennej legendy jest kapitan Gienadij Lwowicz Diaczenko, dowódca 3. Batalionu Pancernego 31. Brygady Pancernej Armii Czerwonej. To on jako pierwszy miał wkroczyć ze swoimi żołnierzami do Elbląga. Tomasz Gliniecki skłania się ku twierdzeniu, że sowiecki kapitan ani przez chwilę nie był w Elblągu. W mieście byli zaś jego ludzie z trzech czołgów – plutonu zwiadu. Zdaniem autora książek o historii Elbląga tę legendę stworzyli sowieccy korespondenci wojenni. W lutym i marcu 1945 roku w sowieckiej prasie ukazały się dwa duże reportaże, jak Armia Czerwona zdobywała Elbląg i okolice. – Te informacje zbudowały wojenną historię tego regionu. Nikt jej potem nie weryfikował, nikt poza te dane nie wychodził – zaznacza badacz. W Polsce najwięcej o rajdzie kapitana Diaczenki w Polsce napisał Marek Tarczyński. – Miałem przyjemność rozmawiać i korespondować z nim na tematy naukowe związane ze zdobyciem Elbląga i okolic. Powiedział mi: „Przy pisaniu wielkiego naukowego artykułu nie miałem dostępu do żadnych źródeł. Musiałem korzystać z opracowań, które dostarczyli nam towarzysze sowieccy”. Tak się wtedy pisało historię, w którą my teraz wierzymy – mówi Gliniecki, pokazując mechanizm powstawania opracowań historycznych w PRL. Aby poznać wojenną historię Elbląga, Tomasz Gliniecki przejrzał ok. 100 tys. dokumentów – Wybrałem z nich nazwiska 20 tys. żołnierzy, którzy walczyli o Elbląg i jego okolice, prześledziłem ich losy – mówi o metodzie pracy Gliniecki. O historii wojny, którą przedstawiono nam w książkach z lat 70. i początku 80. XX wieku nie można powiedzieć, że jest zupełnie nieprawdziwa. – Jest stworzona w konwencji opowieści o armii zwycięskiej. Armii, która przynosi wolność i nie popełnia żadnych zbrodni – tłumaczy Gliniecki, autor książek m.in. „Elbląg czasów wojny”, „Elbląskie okruchy XX wieku”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół