Nowy Numer 8/2018 Archiwum

Zaszczepiajmy pasję do siatkówki

Gdybyśmy przychodzili z konieczności, to nie miałoby sensu.

– Pomysł na to, aby założyć klub sportowy przy parafii zrodził się w 2011 roku – mówi Marek Oziemkiewicz prezes klubu Salwator. Wcześniej pan Marek prowadził w tej sprawie rozmowy ze szkołami czy też innymi podmiotami, lecz okazały się one bezowocne.

– Dopiero krótka rozmowa z proboszczem ks. Mieczysławem Tylutkim okazała się przełomowa. Zgodził się on bowiem bez wahania i wyraził swoje poparcie – wspomina.

A, że parafia św. Brata Alberta jest prowadzona przez księży salwatorianów, tak narodził się klub "Salwator". Początkowo w jego ramach miały być prowadzone jedynie zajęcia siatkarskie dla dzieci, lecz z czasem wszystko się rozrosło. – Dziś w sumie mamy trzy sekcje. Obok siatkarskiej są również sekcja szachowa i nordic walkingu – wyjaśnia prezes

To właśnie jednak siatkówka, która jest konikiem pana Marka, jest znakiem rozpoznawczym Salwatora. – Generalnie reprezentują nas dzieci ze szkoły podstawowej, ale zamierzamy rozszerzyć naszą ofertę o gimnazjum i liceum – jak wyjaśnia wychowankowie dorastają wraz klubem. – Błędem byłoby więc kazać im po osiągnięciu pewnego wieku szukać koniecznie nowego miejsca do grania – dodaje.

- Bardzo mi się tu podoba, atmosfera w naszym klubie jest niepowtarzalna - mówi Piotrek, który w Salwatorze gra niemal od samego jego powstania. Dzieciom szczególnie podoba się to, że mogą często wyjeżdżać na turnieje i sprawdzić swoje umiejętności z rówieśnikami. - Lubię kiedy mogę pograć z lepszymi czy starszymi i pokazać co potrafię - dodaje. Uczestnictwo w klubie to również szansa poznania swoich idoli. - Co roku jeździmy na trening z Marcinem Możdżonkiem - mówi wyraźnie podekscytowany.

Na wyjątkową atmosferę zwracają uwagę także rodzice dzieci, które uczęszczają do klubu. - Wracają z treningów i ciągle im mało - mówi pan Waldemar Orłowski. Jego córka Ines jest jednym z najmłodszych uczestników turniejów, w których bierze udział Salwator. - Moje córki z kolei po powrocie do domu rozstawiają w pokoju suszarkę do bielizny, która ma służyć za siatkę i mamy dalszy ciąg treningu - śmieje się z kolei pani Jolanta Romanowska, która do klubu posłała dwie swoje pociechy.

To co  ponadto wyróżnia klub Salwator od innych to fakt, że tworzą go ludzie z pasją. – To nie jest nasza praca. Nikt z nas nie przychodzi na trening z konieczności. Gdyby nas przymuszano to dzieci zaraz, by to zauważyły. A w związku z tym, że my się tym pasjonujemy to i możemy je tą pasją zarażać – podsumowuje pan Marek. - To wszystko sprawia, że z przyjemnością posyłam tutaj mojego syna - mówi pani Iza.

Spore zainteresowanie klub budzi także wśród lektorów i ministrantów z parafii Brata Alberta i sąsiednich. – A to są często przecież także starsze chłopaki, są przy kościele i są aktywni. Na nich też chcielibyśmy się otworzyć – wyjaśnia. Jednym z nich jest Adam Chojnicki. Jak mówi traktuje klub jako czystą przyjemność. - Żeby móc grać dobrze w siatkówkę trzeba zaczynać od małego. Ja już jestem trochę za stary - śmieje się. Z dużą przyjemnością pełni jednak wolontariat przy klubie. - Pomagamy w organizacji turniejów, sędziujemy i dbamy o zaplecze - wymienia zadania ministrantów. - W ramach nagrody pan Marek organizuje również dla nas wyjazdy na turnieje np. do Nowakowa, czy też możliwość darmowego pogrania sobie w jednej z hal w naszym mieście - opowiada.

Parafialny wcale nie znaczy także gorszy. Jak mówili jego członkowie Salwator uczestniczy regularnie w wielu turniejach w regionie gdzie młodzi sportowcy rywalizują jak równy z równym z adeptami profesjonalnych szkółek czy klubów. – Staramy się być raz w miesiącu na jakimś turnieju w naszym województwie. Trenowanie dla samego trenowania mija się przecież z celem – jak mówi, nic nie daje tyle co bezpośrednia rywalizacja. – W czasie zawodów mogą się sprawdzić na tle swoich rówieśników i zobaczyć co daje im ten trening – wyjaśnia.

Klub przy parafii św. Brata Alberta nie tylko jeździ po województwie zbierając sportowe szlify. Sami także organizują turnieje. Już w maju odbędzie IV Salwator Cup, na który przyjadą drużyny z całego województwa. – Myślę, że wpisał się on już na stałe w mapę wydarzeń sportowych w naszym regionie – mówi prezes. Co roku do Elbląga przyjeżdża od 40 do 60 drużyn z Warmii i Mazur.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy