• facebook
  • rss
  • Trzeba mieć chody na górze

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    Zimą w zakrystii zamarzało wino, podczas deszczów z sufitu lało się na ołtarz. W zrujnowanej plebanii nie było bieżącej wody i prądu. Tak jeszcze 5 lat temu wyglądała parafia, leżąca w połowie drogi między Morągiem a Pasłękiem.

    Nie będę owijał w bawełnę. Kiedy trafiłem do parafii Matki Bożej Szkaplerznej w Kalniku w 2011 roku, sytuacja wszystkich budynków parafialnych oraz cmentarza była po prostu katastrofalna – wspomina obecny proboszcz ks. Piotr Miśkowicz. Źle było zarówno z głównym kościołem w Kalniku, filialną świątynią w Kwitajnach, a także z kaplicą w Królewie.

    – Kościół był zimny i zawilgocony, dach dziurawy jak ser szwajcarski. Nawet przy najmniejszych opadach lało się po ścianach. Czasem kapało mi nawet pod nogi w czasie sprawowania Mszy św. – mówi ks. Piotr. – Niestety, to prawda – wspomina nieodległą przeszłość Iwona Derewońko, parafianka. – Wilgoć była na wszystkich ścianach. Do dziś mam zdjęcie córki z I Komunii Świętej z wielką mokrą plamą w tle – dodaje. Wilgoć to jednak nie tylko plamy i zacieki na ścianach, to również nieprzyjemny zapach. – Do kościoła wchodziło się jak do starej piwnicy. Człowiek dwa razy się zastanowił, czy na niedzielną Mszę św. ubrać najlepszy strój – opowiada Anna Erber, sołtys Królewa. – Po godzinnym pobycie w kościele ubranie nadawało się do prania – dodaje. Nie inaczej było na filiach. – Piękny zabytkowy kościół w Kwitajnach również był w ruinie. Kaplica w Królewie to był jeden wielki plac budowy, a cmentarz zapomniany i porzucony chyba przez wszystkich – wspomina proboszcz. – To nie jest jednak tak, że nie chcieliśmy nic z tym zrobić – wspomina Danuta Paduszek z Kwitajn. – Jesteśmy małą parafią, to co uzbieraliśmy, starczało zazwyczaj na doraźne remonty. Potrzebny był ktoś z pomysłem, jak to wszystko ogarnąć. Tym kimś okazał się ks. Piotr – dodaje.

    Co ja tutaj robię?

    Ksiądz zdawał sobie sprawę, że niewielkiej parafii nie stać na tak kosztowne inwestycje. – Pomyślałem więc o dofinansowaniu zewnętrznym. Powiedziałem sobie, że przecież gminy, miasta, powiaty czy Unia Europejska dają pieniądze na różne projekty, więc dlaczego by nie spróbować – mówi. I tak zaczął sam dokształcać się w pisaniu urzędowych wniosków. – Na początku myślałem, że to będzie łatwizna. My mamy przecież obiekty zabytkowe, a więc strumień pieniędzy popłynie sam – opowiada proboszcz. Rzeczywistość szybko zweryfikowała nadzieje kapłana. – Pisał tych wniosków tyle, że trudno je zliczyć. Wiele było odrzucanych, ale nie poddawał się. Wszyscy podziwialiśmy jego upór – opowiada pani Anna. Ksiądz Piotr wspomina, że nie wiedział, dlaczego wówczas Pan Bóg postawił go w takim miejscu, gdyż nigdy nie był zapalonym budowniczym. – Nie pomyślałem wtedy, że teraz to dopiero popracuję. Zwyczajnie nie miałem innego wyjścia – opowiada. W pierwszej kolejności potrzebny był dla kapłana dom. – Wpadłem na pomysł, że zaadaptuję na niego opuszczoną organistówkę – ta również, jak mówi proboszcz, była w identycznym stanie jak pozostałe budynki. – Czego nie dotknęliśmy, rozpadało się – wspomina. Trzy miesiące trwał remont organistówki, zanim proboszcz mógł się do niej wprowadzić. – Wreszcie mogłem zamieszkać w swojej parafii – przyznaje ks. Piotr. Wtedy przyszedł czas na zajęcie się parafialnymi świątyniami. – Skoro wnioski niewiele dawały, zacząłem chodzić i osobiście przedstawiać naszą sytuację – opowiada proboszcz. I to podziałało. – Okazało się, że urzędnicy są w dużej mierze wspaniałymi ludźmi, którzy zrozumieli, co chcemy tutaj zrobić – dodaje. Księdzu Piotrowi udało się zainteresować pomysłem wiceministra kultury Piotra Żuchowskiego. Swoją pomoc zaoferowali prezydenci sąsiednich miast Morąga i Pasłęka, ale także m.in. starosta elbląski. – Lokalni włodarze interesowali się naszymi projektami renowacji zabytków, zwłaszcza świątyni w Kwitajnach. Byli obecni przy zakończeniu kolejnych etapów prac i cały czas nas wspierali – mówi proboszcz. Jego zdaniem samorządowcy zrozumieli, że ratując zabytkowe budowle, robią coś dobrego nie tylko dla tej małej wioski, ale dla całej ojczyzny i dla wielu następnych pokoleń. – Ja przez ten czas również pokochałem zabytki – mówi ksiądz. – Na pewno gdzieś na wsi znaleźli się ludzie, którzy zastanawiali się, po co to wszystko, i wyrażali swoje niezadowolenie – mówi pani Danuta. – Ale kiedy zobaczyli, jak zmienia się nasza świątynia, nieco ucichli – dodaje. – Całkowicie usta zamknęło im przyznanie kościołowi w Kwitajnach nagrody Zabytek Zadbany 2016. Dziś już nikt nie zapyta: „A po co to proboszcz robi?” – uśmiecha się.

    Buduje dla Mateczki

    W latach 2012 i 2013 proboszcz prowadził w sumie pięć budów. – Dwa kościoły, kaplica w Królewie, plebania i cmentarz – wspomina. Jak mówi, nie mógł wyróżnić żadnego z tych obiektów kosztem innych. – Nasza kaplica została wyremontowana praktycznie od podstaw – opowiada sołtys Królewa. – Bardzo szybko nabrała prawdziwego blasku. Tak samo było z plebanią. – Kiedyś ruina, dziś wizytówka Kalinka – mówi A. Erber. – Wokół zawsze posprzątane, a co przejeżdżam obok, ksiądz kosi trawę – śmieje się. – Chciałabym, żeby każda wioska przy swoim wjeździe miała tak prezentującą się zabudowę – dodaje. Tuż obok plebanii ksiądz wybudował boisko dla dzieci, na którym można grać w piłkę nożną i siatkówkę. – Nasz miejscowy orlik – uśmiecha się kapłan. – A dzieci na nim zawsze jest więcej niż na boisku szkolnym – zauważa pani Anna. Parafianie podziwiają nie tylko zakres prac, których podejmuje się ksiądz proboszcz, ale także tempo, w jakim obiekty podnoszą się z upadku. – Żeby w tak krótkim czasie tyle zrobić, trzeba mieć chody na samej górze – mówi pani Iwona. – A mnie tam wcale nie dziwi, że to tak idzie. Ksiądz stale przecież powtarza, że budujemy to wszystko dla naszej Mateczki, to nic dziwnego, że Ona go wspomaga – dodaje pani Danuta. Parafianie zaznaczają, że obok fizycznej odbudowy ich wspólnota rozwija się także cały czas religijnie. – Tutaj także ks. Piotrowi nie brakuje pomysłów. Czy to odpust, czy mniejsza uroczystość, zawsze o to zadba – mówi pani Anna. W ostatnich pięciu latach parafia przeżywała m.in. nawiedzenie obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, misje święte, wraz z rocznym do nich przygotowaniem. Parafianie uczestniczyli również w pielgrzymkach m.in. do Gietrzwałdu, na Litwę, do Hiszpanii, Portugalii czy Francji. W tym roku odwiedzili miejsca maryjne w Meksyku, w przyszłym wybierają się do Ziemi Świętej. Siedzimy przy kawie. Ksiądz Piotr denerwuje się, że internet w jego laptopie działa za wolno. – Jak można żyć bez internetu? – pyta retorycznie. Po chwili jednak uśmiecha się na wspomnienie, że jeszcze 5 lat temu w tym budynku nie było przecież prądu. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół