• facebook
  • rss
  • Na obozie rodziców nie ma

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 30/2016

    dodane 21.07.2016 00:00

    Nigdy nie jest za wcześnie, by doświadczyć harcerskiej przygody. Najlepiej z dala od domu.

    Pomysł zorganizowania obozu dla dzieci niezrzeszonych, nienależących do harcerstwa powstał w grudniu – mówi hm. Mariusz Gągalski ze Stowarzyszenia VAMOS, organizator obozu. – Informacja rozeszła się pocztą pantoflową, chętni zaczęli się szybko zgłaszać. Dzieci wraz z instruktorami harcerstwa wybrały się do Czarnej Górnej k. Ustrzyk Dolnych w Bieszczadach.

    Obóz trwał od 24 czerwca do 12 lipca. Początkowo planowano, że w wyprawie weźmie udział 40 osób. Zapotrzebowanie było o wiele większe. W Bieszczady wyjechało w końcu 50 dzieci. Większość instruktorów to nauczyciele. Przygotowując wyjazd, ustalono, że zaproszą na niego od siedmiolatków po gimnazjalistów. W praktyce było nieco inaczej. – Najmłodszy uczestnik miał pięć lat. Dał radę – opowiada hm. Mariusz Gągalski. Na obozie była – jako opiekun – jego mama. Inni opiekunowie także zabrali swoje dzieci w Bieszczady. – Zastrzegliśmy jednak jedną zasadę – rodziców na obozie nie ma. Dzieci wiedziały, że tata i mama wyjadą, gdy tylko obóz się zacznie. Wrócą dopiero 12 lipca na dworcu. Byliśmy konsekwentni i udało się to zrobić. Dzieciaki nie płakały, nie szukały ciągle mamy i taty – przyznaje hm. Mariusz Gągalski. Program pobytu był bardzo bogaty i uwzględniał każdy rodzaj pogody. Były więc górskie spacery i bieganie po lesie. Podczas dnia komandosa dzieci mogły m.in. pomalować twarz, nauczyć się strzelać z łuku oraz uczestniczyć w zajęciach chemicznych, podczas których budowały wulkany i domowymi środkami przygotowywały kolorową lawę. Obozowicze puszczali ogromne bańki mydlane oraz zbudowali dwuipółmetrowe papierowe balony. – To był fantastyczny widok, jak je puszczano – wspomina hm. Mariusz Gągalski. Harcerze przygotowali dzieciom także zbiórkę harcerską oraz spotkanie z przebywającymi w pobliżu skautami z polskiego hufca z Irlandii. Dzieci same zbudowały swoje bieszczadzkie obozowisko. Powstała w nim także kaplica. – W czasie obozu dbaliśmy również o rozwój duchowy dzieci. Codziennie w tej kaplicy się modliliśmy – opowiada kl. pwd. Piotr Kanarek. O 7.00 rano, jeszcze przed oficjalną pobudką, starsi odmawiali jutrznię, była też medytacja. O 21.00 spotykano się na Apelu Jasnogórskim i podsumowaniu dnia. – Klerycy co roku biorą udział w obozach harcerskich jako opiekunowie. Staramy się rozwijać ich ducha i prowadzić je do Pana Boga – mówi kl. pwd. Piotr. Uczestnicy obozu w Bieszczadach wrócili już do domów. – Dzieciaki wróciły zadowolone i pytały, kiedy będzie następny obóz – mówi hm. Mariusz Gągalski. Ma nadzieję, że choć niektórzy z uczestników złożą kiedyś przyrzeczenie harcerskie i założą mundur.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół