• facebook
  • rss
  • Wspaniały czas małych cudów

    Łukasz Sianożęcki współpraca Przemysław Zwański

    |

    Gość Elbląski 33/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    Spotkanie z Franciszkiem oko w oko, „Ojcze nasz” we wszystkich językach świata oraz jedzenie spadające z nieba – to tylko niektóre rzeczy, jakie zapamiętali uczestnicy Światowych Dni Młodzieży.

    Czy da się w skrócie opisać Światowe Dni Młodzieży już na spokojnie, po ich zakończeniu? Ich uczestnicy mają z tym spore kłopoty, bo emocje, które panowały w Krakowie, są w nich wciąż żywe.

    – Piękny czas wielu wydarzeń trudnych do opisania słowami – streszcza wydarzenia Zuzanna z Iławy. Dziewczyna wyjechała do Krakowa wraz z grupą prowadzoną przez misjonarzy oblatów. Podobnie czują inni. – Kiedy wysiadłam z autobusu i dostałam plecak pielgrzyma oraz identyfikator, natychmiast poczułam tę wspaniałą i trudną do porównania z czymkolwiek innym atmosferę – wspomina Gosia Junker. A była to atmosfera radości, zabawy i poczucia wspólnoty wiary. W zgodnej opinii pielgrzymów próby kreowania strachu przez niektóre media spełzły na niczym. – Tak naprawdę nie obawiałam się niczego, żadnych zamachów itd. Wiedziałam, że Pan Bóg będzie czuwał nad nami i nic się nie stanie – opowiada Gosia. Przed wyjazdem przyświecała jej jedna idea. – Kiedy tylko usłyszałam o ŚDM, pojawiła się myśl: mam szansę zobaczyć papieża, więc jadę – wspomina.

    Manna czy cudowne rozmnożenie?

    – Wszędzie czuć obecność Boga, który opiekuje się wszystkimi i każdym z osobna – zgadza się Zuzanna. Jak mówi, wraz z innymi pielgrzymami odczuwała stałą opiekę z góry. – Jego troska objawia się w rzeczach małych, jak np. wspaniała pogoda, oraz w dużych, takich jak znalezienie jedzenia pozostawionego w Brzegach przez inną grupę, gdy nasze zapasy po całej nocy były na wykończeniu – dodaje. Tę scenę zapamiętał także o. Patryk Osadnik OMI, opiekun grupy. – To było jak manna z nieba – śmieje się. – Okazało się, że nie uda nam się wydostać z Pól Miłosierdzia tak szybko, jak planowaliśmy. Nie byliśmy na to do końca przygotowani. Ktoś miał jakieś ciastka, kto inny wafle ryżowe, ale „cóż to jest dla tak wielu”? – opowiada. – Wtedy dostrzegliśmy, że nieopodal nas stoją worki z mnóstwem jedzenia, które zostało zupełnie nietknięte przez inną grupę – mówi kapłan. – Zupełnie jakby na nas czekały. Tego dnia jedliśmy więc pyszne kabanoski, świeży chleb, owoce i soki zamiast – jak na początku myśleliśmy –wczorajszych kanapek dzielonych na sześć. I to do sytości – dodaje. Młodzi są w stanie wyliczyć wiele różnorodnych rzeczy, które wciąż są żywe w ich pamięci. – Od mądrych konferencji, wspaniałych Mszy Świętych, przez spotkania w Centrum Powołaniowym z prawie 200 różnymi zgromadzeniami dzielącymi się swoimi charyzmatami, koncerty, wielu życzliwych ludzi, rozbawioną młodzież i wydarzenia, które mogę nazwać małymi cudami, po wsłuchiwanie się w słowa papieża Franciszka, gdy staliśmy na ławce w parku czy uczestniczyliśmy w centralnych wydarzeniach ŚDM – opowiada Zuzanna. Iławskiej młodzieży tak się spodobała atmosfera panująca pod Wawelem, że postanowili przedłużyć sobie ŚDM. – Zostaliśmy w Krakowie dwa dni dłużej i przeżyliśmy jeszcze cudowne rekolekcje u sióstr nazaretanek – opowiada o. Patryk.

    Czas spotkań

    ŚDM to także okazja do wielu wyjątkowych spotkań. – Na każdym kroku spotykaliśmy ludzi innych narodowości. W dużej liczbie byli to Włosi, Hiszpanie oraz, co zaskakujące, Francuzi – wylicza o. Patryk. – Był to wspaniały czas integracji z młodzieżą z całego świata. To dzięki działaniu Boga w drugim człowieku mogliśmy się wszyscy razem spotkać – mówi Zuzanna. Tej różnorodności dziewczyna doświadczyła mocno jeszcze w trakcie Oblackich ŚDM, czyli Dni w Diecezji przygotowanych przez zgromadzenie. – W tamtym czasie najbardziej poruszyła moje serce modlitwa „Ojcze nasz…” odmawiana w trakcie Mszy św. przez każdego w jego własnym języku. Uświadomiła mi ona jedność całego Kościoła mimo wszystkich różnic kulturowych, geograficznych i językowych – podkreśla Zuzanna. Jednak najbardziej niesamowite spotkanie przeżyła Gosia. Na początku nic nie zapowiadało tego, że będzie ono przyjemne. Dziewczyna cierpiała z powodu bólu brzucha. Po nieprzespanej nocy trafiła do szpitala w Myślenicach, a potem została przewieziona na oddział Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu. – Przyczyną mojego bólu było, jak się później okazało, zapalenie wyrostka robaczkowego. Kiedy dowiedziałam się, że zostanie on usunięty, zaczęłam płakać. Na szczęście był przy mnie opiekun mojej grupy, ks. Karol – wspomina. Kapłan czuwał przy chorej. – Gdyby nie on, nie poradziłabym sobie sama z tym wszystkim – mówi Gosia. Później, jak opowiada, ksiądz Karol, wspomniał, że być może uda jej się zobaczyć Ojca Świętego. – Ze względu na ogromny ból brzucha nie dotarło to wtedy do mnie, myślałam, że ksiądz żartuje – dodaje. Ostatecznie okazało się, że duchowny miał dobre przeczucie. W piątek około godziny 17 Ojciec Święty odwiedzał kaplicę znajdującą się przy holu szpitalnym, wzdłuż którego ustawili się pacjenci i pracownicy. Gosi zaproponowano, żeby usiadła na wózek i razem z nimi chociaż z daleka zobaczyła Ojca Świętego. – Mimo wszystko nadal nie wydawało mi się to realne. Po chwili pojawił się papież z kardynałem Dziwiszem. Kiedy był w odległości 15 m, łzy same zaczęły mi płynąć – opowiada dziewczyna. Franciszek wszedł do kaplicy, natomiast biskup Dziwisz podszedł do stojących z boku i powiedział, aby zawołali papieża, to może do nich podejdzie. – Kiedy Ojciec Święty wyszedł z kaplicy, zaczęliśmy machać, klaskać i krzyczeć: „Papa Francesco!”. Po chwili papież zaczął iść w moją stronę… Byłam w szoku, nie wiedziałam, co się dzieje. Ten moment to chwila, którą zapamiętam na całe życie – zaznacza. Kiedy Ojciec Święty się zbliżał, dziewczyna zeszła z wózka, uklęknęła i ucałowała mu rękę. – Papież pobłogosławił mnie i pomógł mi wejść na wózek, czułam się bardzo bezpiecznie, jakby w jego objęciu. Nigdy tego nie zapomnę – powtarza. ŚDM to dla uczestników tego wydarzenia nie tylko zabawa i poznawanie innych. To także uważne słuchanie słów Ojca Świętego. – To, co zostanie wszystkim w pamięci, to na pewno te trzy słowa: „braterstwo”, „kanapa” i „ślad” – opowiada o. Patryk. – Braterstwo jako nastawienie do drugiego człowieka, którego go nie dyskredytuje, nie odrzuca, to jest po prostu wcielanie w życie Jezusowego wezwania: „miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Papież postawił nam poprzeczkę bardzo wysoko. Papież mówił też o tym, by nie być kanapowym; to wezwanie do działania – relacjonuje. – No i z tym wiąże się to pozostawienie śladu, czyli zrobienie czegoś dobrego w życiu – przyznaje.. – Wszystko to przyczyniło się do mojego ponownego nawrócenia na drogę chrześcijanina, który z pełną świadomością swoich słów może powiedzieć „Jezu, ufam Tobie” – mówi Zuzanna i dodaje, że cała życzliwość ludzi naokoło i ogólnie panująca radość ze spotkań z Bogiem pomogła z uśmiechem i pogodą ducha wrócić do codziennego życia. – Zachowania, które dostrzegłam wokół siebie, a w szczególności świadectwo życia dane mi przez ojca opiekującego się naszą grupą, zwróciły moją uwagę na potrzebę zmiany mojego podejścia do bliźnich – podkreśla Zuzanna. – Do każdego człowieka trzeba podchodzić z miłością. Nie bójmy się tego. Szerzmy cywilizację miłości i nieśmy imię Jezusa na cały świat. On nas kocha, On czuwa nad nami, On jest naszym Panem – apeluje tegoroczna uczestniczka ŚDM. Tego samego zdania jest Gosia, która, nie przeżyłaby spotkania z następcą świętego Piotra gdyby nie nagła choroba. – Jestem bardzo wdzięczna Bogu za to doświadczenie. Widzę teraz, że każde cierpienie ma jakiś sens. My nie zawsze go odkrywamy, ale Pan Bóg wie doskonale, po co ono jest – mówi. – Dlatego warto pamiętać, że On dla nas chce tylko dobrze i mimo że jest czasem trudno, On nigdy nas nie zostawi – zauważa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół