• facebook
  • rss
  • Skoro zaprosił, to idziemy

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 34/2016

    dodane 18.08.2016 00:00

    Dwóch kapłanów wyruszyło 17 sierpnia z Przełęczy św. Bernarda, na granicy szwajcarsko-włoskiej, w kierunku Rzymu. Na tym wzniesieniu dzieliło ich od grobu św. Piotra 1014 km. Księża Grzegorz Puchalski i Andrzej Preuss zamierzają dotrzeć do Wiecznego Miasta 20 września.

    Ksiądz Andrzej jest moim kolegą kursowym, ale przede wszystkim dobrym przyjacielem, no i sprawdzonym kompanem na szlaku – mówi ks. Grzegorz. Jednocześnie podkreśla, że jeśli ruszać w tak trudną trasę, to tylko z kimś zaufanym. – Przeszliśmy razem cztery Camino do Santiago de Compostela, więc pielgrzymowanie w takim duecie jest prostsze – dodaje. Jak wyjaśnia ks. Grzegorz, pielgrzymka ma być uczczeniem Roku Miłosierdzia oraz osobistych rocznic. – Świętujemy w ten sposób nasze srebrne jubileusze kapłaństwa oraz 50 lat życia – zaznacza. – To po prostu genialnie, że te wszystkie rocznice tak się w naszym przypadku zbiegają

     – Przede wszystkim jednak idziemy, bo przecież papież Franciszek zapraszał nas w tym roku do Rzymu z okazji Roku Miłosierdzia, więc nie mogliśmy na to zaproszenie nie zareagować – śmieje się kapłan. Przypomina jednocześnie, że Ojciec Święty zachęca wszystkich, aby docierali na różne sposoby do Rzymu. Ponadto droga, którą wybrali kapłani, jest jedyną wymienioną z nazwy w dokumentach papieskich dotyczących przeżywania Roku Jubileuszowego. Chodzi o Via Francigena. Pierwszy jej etap to zejście z ponad 2500 m n.p.m. do miejscowości Aosta, leżącej ok. 2000 m niżej. – Jest to więc niezwyczajny wysiłek i, jak na początek, spore utrudnienie – podkreśla kapłan. Niełatwo będzie także i później. – Wszystko, czego potrzebujemy, musimy mieć przy sobie w plecaku – mówi ks. Puchalski. Bagaż z kolei nie może być przeładowany. Standard z Camino to nie więcej niż 11 kg. – Także i na tej pielgrzymce zamierzamy się go trzymać – dodaje. Pielgrzymowanie do Rzymu jest odmienne od tego do grobu św. Jakuba, ale także i Via Francigena jest szlakiem znanym z przewodników. – Pierwszy jej opis pochodzi już nawet z 990 roku. Jest on autorstwa ówczesnego arcybiskupa Canterbury Sigerica, więc jest to trasa dobrze znana – tłumaczy ks. Grzegorz. Jak zaznacza, infrastruktura nie jest jednak aż tak rozwinięta, jak na Camino, gdyż jest to szlak zdecydowanie rzadziej uczęszczany niż hiszpańskie drogi w kierunku Santiago di Compostela. Jak mówi ks. Grzegorz, choć przeszedł już 26 pielgrzymek pieszych na Jasną Górę i czterokrotnie pielgrzymował do Santiago, to do każdej kolejnej takiej wyprawy podchodzi z respektem. – Mam dużo pokory wobec pielgrzymowania. To nigdy nie jest tak, że im więcej chodzę, tym jestem bardziej pewny siebie czy tego, że sobie poradzę – podkreśla. Kapłan mówi, że nie da się także nigdy przewidzieć wszystkiego, co się może wydarzyć na trasie. – Nie ma dwóch takich samych pielgrzymek – zapewnia. – Czy to od strony duchowej, fizycznej, zdrowotnej, czy ludzi, których spotykamy – to wszystko zawsze czegoś nas uczy. A na pewno uczy pokory. – Raz zdarzyło się np. tak, że zabrakło miejsc w albergue, więc spaliśmy tylko pod wiatą w pobliżu kościoła – wspomina. – Obudził nas chłód o 5.00 rano. Więc wstaliśmy bez najmniejszego problemu i ruszyliśmy w dalszą drogę. – Innego razu, według przewodnika, w miejscu, do którego zmierzaliśmy, miał być bar, ale okazało się, że akurat we wtorki jest zamknięty – opowiada ks. Puchalski. – Tego wieczoru więc jedynym posiłkiem była Komunia św. i to musiało nam wystarczyć (i wystarczyło) do następnego dnia. Czy takie przygody wydarzą się na trasie Via Francigena? – Na pewno – uśmiecha się ks. Grzegorz.

    Postaramy się o nich informować na łamach „Gościa Elbląskiego” oraz na: elblag.gosc.pl.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół