• facebook
  • rss
  • Wystarczy, że przymknę oczy...

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 34/2016

    dodane 18.08.2016 00:00

    Choć nie wyruszają fizycznie na trasę, każdego dnia towarzyszą pielgrzymom zmierzającym pieszo na Jasną Górę poprzez wspólną modlitwę, czuwanie i śpiew.

    Kiedy śpiewamy o godz. 21 Apel Jasnogórski, wyobrażam sobie, że stoję wraz z tą wielką grupą w kościele czy na jakimś boisku i czuję się, jakbym tam była – mówi Mirosława Lewczuk. – Wystarczy, że przymknę oczy i widzę ich wszystkich tak, jakby stali obok mnie – dodaje. Pani Mirosława spotykała się przez dwa tygodnie wraz z grupą pielgrzymów duchowych w kościele św. Brata Alberta w Elblągu, czyli przez cały czas, kiedy pątnicy z Elbląga przemierzali trasę na Jasną Górę. – Jest nas tu codziennie ok. 50–60 osób – wyjaśnia ks. Mieczysław Tylutki SDS, proboszcz parafii. – Rytm spotkań, jak to na pielgrzymce, jest stały – mówi.

    Pielgrzymi duchowi najpierw słuchają krótkiej katechezy, potem modlą się na różańcu, następnie odbywają się Komunia św., Apel Jasnogórski i krótkie opowiadanie na koniec. Halina Gnat „idzie” wraz z dwoma synami. – Jesteśmy w kościele codziennie na zmianę z mężem, aby modlić się za nasze dzieci, które wyruszyły w tę trudną drogę – mówi. Choć chłopcy są na EPP już po raz szósty, matczyna troska każe jej pielgrzymować duchowo z nimi za każdym razem. – Bardzo się bałam, zwłaszcza za pierwszym razem, kiedy mieli 15 i 13 lat, kiedy trzeba było zapewnić im opiekunów i nie wiedziałam, czy sobie poradzą – dodaje. Opowiada, że za każdym razem pokonują trasę bez żadnych problemów czy kontuzji. – Ale widzę, że to pielgrzymowanie duchowe daje dużo nam, rodzicom, i wzmacnia nas jako rodzinę, więc nie zamierzam z niego rezygnować – zaznacza. Ania Borejko pielgrzymuje razem z siostrą bliźniaczką. – Nie, bólu nóg siostry nie czuję, bąbli na nogach też nie mam – śmieje się. – Ale fakt faktem, że cały czas myślę, jak siostra sobie radzi, jak posługuje jako kwatermistrz i, kiedy tylko możemy, łączymy się przez telefon, a ona zdaje mi szczegółową relację z trasy – opowiada. Siostry zawsze pielgrzymowały razem. W tym roku Ani nie pozwoliła na to praca. – Byłam na EPP zaledwie dwa dni przez weekend, więc choć w ten sposób, przychodząc do kościoła co wieczór, mogę być w pewnym stopniu razem z nimi – tłumaczy. Duchowo pielgrzymują jednak nie tylko ci, którzy mają bliskich na EPP. W kościele wystawiony jest kosz z nazwiskami uczestników, z którego można wylosować tego, za kogo chce się modlić. – Ja modlę się za kleryka Pawła – mówi pani Mirosława. – Och, to musi się pani bardzo mocno modlić, bo wiem, że świetnie sobie radzi na trasie! – śmieje się Ania. – Staram się – zapewnia pani Mirosława. – Kiedy ma się tę jedną konkretną osobę, za którą się człowiek modli, to jeszcze bardziej mobilizuje to do pielgrzymowania duchowego – uważa pani Mirosława. Pielgrzymowanie duchowe to zupełnie inny rodzaj wysiłku. – Ale jednak wysiłku, bo trzeba codziennie przyjść do kościoła, podczas gdy można by robić coś innego, np. spotkać się ze znajomymi – mówi A. Borejko. – Dla mnie pielgrzymowanie duchowe to wielkie zobowiązanie, bo zdaję sobie sprawę, że modlę się za kogoś, kogo mogę wesprzeć w jego trudzie – podkreśla M. Lewczuk. – Oni ofiarują swój trud za nas, więc my możemy odwzajemnić się tym naszym drobnym wysiłkiem – dodaje Ania. – Co roku bardzo czekam na taką okazję – zapewnia pani Mirosława. – To pielgrzymowanie duchowe wciąga tak samo, jak zwyczajne przemierzanie kilometrów po asfalcie. Jak wyjaśnia, co roku dojeżdża 11 sierpnia do Częstochowy, aby przywitać pątników tuż pod murami klasztoru. – Czuję wielką radość, kiedy mogę ich tam spotkać i razem z nimi wejść ma wały – opowiada.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół