• facebook
  • rss
  • Z górki i pod górkę

    Łukasz Sianożęcki

    dodane 20.08.2016 12:20

    Dwóch 50-latków na trudnej drodze do grobu św. Piotra. Za nimi początek podróży. Nie obyło się bez przygód.

    - Dzięki uprzejmości bliskich nam osób i ich przyjaciół dotarliśmy szczęśliwie na Wielką Przełęcz św. Bernarda, skąd przy słonecznej pogodzie i 15 stopniach Celsjusza rozpoczęliśmy naszą Via Francigena - opowiada ks. Grzegorz Puchalski. Ten elbląski kapłan wraz z ks. Andrzejem Preussem z archidiecezji warmińskiej, zamierzają dotrzeć w ciągu 34 dni do grobu św. Piotra Apostoła i św. Jana Pawła II w Rzymie.

    - Przy radosnym pogwizdywaniu szwajcarskiego świstaka zaczęliśmy schodzenie z wysokości 2473 m. n.p.m., co na początek - jak przewidywaliśmy - było trudne i wymagało dużej ostrożności - wyjaśnia. Jednocześnie zaznacza, że piękno alpejskiego krajobrazu rekompensowało duży wysiłek. - Duży jak dla pięćdziesięciolatków - śmieje się.

    Po 16 km. pielgrzymi zeszli do miejscowości Echevennoz. - Tam znaleźliśmy wypoczynek w starej plebanii zamienionej na hostel - jak mówi po dotarciu na nocleg następuje tradycyjny rytuał: kąpiel, pranie, wypoczynek. - Mszę św. odprawiliśmy już wcześniej rano, więc zaraz potem była kolacja i nocny spoczynek - dodaje. - W tzw. międzyczasie trochę lektury ściągniętej na czytniki ebooków. Świetny wynalazek - wtrąca ks. Grzegorz.

    Dobra kawa na początek dnia to podstawa. Na zdj. ks. Andrzej Preuss.   Dobra kawa na początek dnia to podstawa. Na zdj. ks. Andrzej Preuss. ks. Grzegorz Puchalski Następnego dnia wypoczęci i po dobrej kawie ruszyli w dalsza drogę, pokonując kolejne odcinki malowniczej drogi. - Nic dziwnego, ze Jan Paweł II spędzał w Dolinie Aosty swój urlop, bo rzeczywiście tereny są piękne i zadbane - zauważa kapłan. Jest to dla obu pielgrzymów niebywała okazja, aby z bliska podziwiać uroki Alp.

    Drugiego dnia pątnicy docierają do Aosty - malowniczo położonego i architektonicznie pięknego miasta z czasów rzymskich (przedchrześcijańskich), które jest stolicą regionu i diecezji. Z tego miasta pochodzi tez św. Anzelm biskup Canterbury, ewangelizator Anglii i znany teolog z przełomu X i XI w.

    - Próbowaliśmy znaleźć nocleg w którejś z miejscowych parafii, ale bezskutecznie - jak mówi ks. Grzegorz była to dla nich cenna lekcja. - Dużo bowiem mówimy o miłosierdziu ( my księża), ale kiedy przychodzi człowiek w potrzebie i to nawet wiarygodny (jak my;-), to wolimy go odesłać gdzie indziej, żeby nie sobie głowy nim nie zawracać - zwraca uwagę. Zdaniem kapłana nie jest więc niczym dziwnym, że papież Franciszek często nas upomina, wskazując, że dużo u nas słów, ale czynów jak na lekarstwo.

    - Ostatecznie nocowaliśmy w hostelu. Jesteśmy tez zdziwieni brakiem Wi-Fi. W Portugalii i Hiszpanii niemal każdy wiejski bar zachęcał klientów i pielgrzymów darmowym dostępem do internetu, a tu należy to rzadkości. Kłopot - porównuje drogę do Rzymu z Camino do Santiago.

    Dzień trzeci to droga z Aosty do Chatillon (34 km). - Jesteśmy nadal w Alpach, wiec jest ciągle z górki i pod górkę - uśmiecha się.  Obecne kapłani wędrują zboczem gór po lewej stronie Doliny Aosty. Widoki nieustająco śliczne, pogoda słoneczna i gorąca. - Docierają już do nas intencje, pisane przez czytelników Gościa i nie tylko, więc mamy o co się modlić i ofiarowywać swoje zmagania - mówi ks. Grzegorz.

    W Chatillon po raz kolejny pielgrzymom nie udaje się dostać noclegu w konwencie kapucynów. Okazuje się, że ktoś zarezerwował miejsca telefonicznie dzień wcześniej. - To praktyka na hiszpańskich Camino niedopuszczalna - zwraca uwagę ks. Puchalski. - Jest tak: doszedłeś i są miejsca w alberdze to masz nocleg, nie ma miejsc, to idziesz dalej i szukasz - podkreśla. - W Italii, jak widać, można przyjść wcześnie i nie znaleźć wolnych miejsc z powodu rezerwacji. Szkoda - dodaje.

    Jak mówi jest to nauka, pokazująca, że należy zmienić system działania. - Inaczej szybko staniemy się "ubogimi Jahwe", nocując po hostelach - śmieje się. Włochy są droższe od Hiszpanii zarówno jeśli chodzi o noclegi jak i jedzenie. - Na Camino wiadomo, że pielgrzyma trzeba potraktować ulgowo z rożnych - religijnych i ekonomicznych względów; tutaj - w północnej, bogatej Italii pielgrzym należy do rzadkości i jest traktowany jak każdy turysta - podsumowuje ks. Grzegorz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół