• facebook
  • rss
  • Zadać Bogu pytania i usłyszeć odpowiedź

    Łukasz Sianożęcki


    |

    Gość Elbląski 35/2016

    dodane 25.08.2016 00:00

    – W ciągu tych kilku dni doświadczyłem tak wiele razy prawdziwej miłości bliźniego, że gdybym sam tego nie przeżył, tobym 
nie uwierzył 
– wspomina Robert.

    Właśnie wrócili do domu z Jasnej Góry. Do tronu Matki Bożej Częstochowskiej dotarli rowerami. Uczestnicy VII Rowerowej Pielgrzymki z Elbląga do Częstochowy dzielą się wspomnieniami z trasy.
 – Na takiej pielgrzymce byłam po raz pierwszy – mówi Alicja. – Wcześniej wędrowałam pieszo dwa razy na Jasną Górę i raz do Ostrej Bramy – dodaje. Ponadto każdego roku przyjmuje pieszych pielgrzymów z grupy malborskiej na nocleg w Mikołajkach Pomorskich. – Zawsze chciałam iść z nimi, ale dwa tygodnie to dla mnie za długo – żałuje. Wraz z mężem prowadzą gospodarstwo, więc w okresie pielgrzymek mają najwięcej pracy. Tydzień przerwy to co innego. Alicja wyruszyła wraz z innymi rowerzystami ku Jasnej Górze.


    – Na początku myślałem jedynie o ciekawej formie wypoczynku, jednak podczas tej pielgrzymki doświadczyłem żywego Kościoła, gdzie spotkałem ludzi, od których mogę uczyć się o Bogu – wspomina Janusz.
Motywacje do wyruszenia w trasę były bardzo zróżnicowane. – Dlaczego jechałem? Żeby być bliżej Boga, porozmawiać z Nim, zadać pytania i usłyszeć odpowiedź – mówi Robert. Jak mówi, w tym krótkim czasie spotkał się z niesłychaną pomocą i troską ze strony innych. – Doświadczyłem w ciągu kilku dniu wiele razy prawdziwej miłości bliźniego. To niesamowite. Gdybym nie przeżył, tobym nie uwierzył – zaznacza.
– Dla mnie zaś to był czas zadumy nad samym sobą, wiarą i życiem oraz radości i troski pielgrzymowania – dodaje z kolei Arkadiusz.


    To także czas wielu niespodziewanych wydarzeń. – Zaskoczyła mnie pewna sytuacja, która wydarzyła się już w kościele w Elblągu – opowiada Alicja. Po Mszy św., jak to ma w zwyczaju, wstąpiła do bocznej kaplicy i modliła się przed obrazem Matki Bożej. – Kiedy wychodziłam, zatrzymała mnie młoda dziewczyna i z płaczem prosiła o modlitwę za chorą mamę Ilonę – wspomina. Dziewczyna wytłumaczyła, że wcześniej sama wielokrotnie pielgrzymowała, ale teraz musi zająć się matką. – Bardzo poruszyła mnie jej ufność w moc modlitwy i już pierwszego dnia polecaliśmy tę intencję – mówi Alicja.


    Większość pielgrzymowała w konkretnych sprawach. – Jechałem, aby modlić się za swoich bliskich i polecać siebie Najświętszej Maryi Pannie Jasnogórskiej – opowiada Arkadiusz. – Wiozłem zebrane prośby i podziękowania, swoje i innych – mówi Janusz. Jak dodaje, przed obrazem Czarnej Madonny złożył również wszystkie trudności, jakich doświadczył na trasie.
Mniejsze lub większe kłopoty miał każdy. – Ciągle nie umiałem zdążyć na czas, bo brak mi doświadczenia w takim pielgrzymowaniu. Co mi jeszcze doskwierało? Chroniczne niewyspanie – śmieje się Arkadiusz. – Zaskoczyło mnie to, że moje kryzysy fizyczne były ze zrozumieniem przyjmowane i uzyskałem braterską pomoc – mówi Janusz. – Wszystko zastępuje radość z obcowania z wyjątkowymi ludźmi. Zaskoczyły mnie pozytywna atmosfera i organizacja na wysokim poziomie. Harmonijne połączenie bycia w drodze z duchowymi rozmyślaniami i modlitwą, które odbywały się w inspirujących miejscach – zaznacza.

    
Pielgrzymi są też zgodni, że dotarcie na Jasną Górę wynagrodziło wszelkie przeżywane wcześniej niedogodności. Wszystkich uczestników pielgrzymki przepełnia radość. Radość spotkania z ludźmi i radość przebywania z Bogiem. – Ja wysoko cenię sobie atmosferę i życzliwość, zdyscyplinowanie, kulturę słowa i wzajemną pomoc pielgrzymów, a tutaj mieliśmy to nieustannie – mówi Alicja. Wszędzie dostrzegała obecność Boga. – Dziś, już po zakończeniu, czuję się szczęśliwa i już w duchu planuję następną pielgrzymkę – dodaje.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół