• facebook
  • rss
  • Wśród gór i much

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 38/2016

    dodane 15.09.2016 00:00

    – Na papierowej mapie wszystko jest płaskie. Ale nie w Apeninach. Sto w górę, pięćdziesiąt w dół... dwieście siedemdziesiąt w górę... I znowu sto w dół.... – wylicza ks. Andrzej.

    Pielgrzymi mają za sobą kolejne forsowne dni. Droga wiodła m.in. z Berceto przez Monte Valoria i przełęcz Passo della Cisa do Pontremoli. – Były długie zejścia, ale też dwa konkretne podejścia, przy których doświadczaliśmy naprzemiennie swojej niemocy i siły – opowiada ks. Grzegorz.

    Na trasie było też sporo sytuacyjnego humoru. – W taki sposób poznaliśmy Daniela – Włocha, którego pomyliliśmy z „naszym” Roberto. Zjedliśmy razem śniadanie i wędrowaliśmy przez cały dzień. Tego dnia Mszę Świętą kapłani odprawili w malutkim oratorium św. Klary. W Eucharystii uczestniczyły trzy osoby. – Mieliśmy też radość modlitwy przy relikwiach św. o. Pio, które są w parafii w Pontremoli. Potem jeden z naszych znajomych włoskich pielgrzymów – Marco, aktor, zechciał przygotować dla nas kolację (na 6 osób). Dobry z niego kucharz. I tak upłynął wieczór i poranek dnia szesnastego naszej drogi. Kolejnego dnia miało być trochę łatwiej. – Ale jak się jest w górach, to nie ma chodzenia po płaskim, i tyle – mówi ks. Grzegorz. Według mapy z przewodnika miało być prawie płasko. – Faktycznie, na papierowej mapie wszystko jest płaskie. Ale nie w Apeninach. Sto w górę, pięćdziesiąt w dół... dwieście siedemdziesiąt w górę... I sto w dół.... – wylicza ks. Andrzej. Słońce grzało mocno, ale na szczęście dla pielgrzymów leśne szlaki są porośnięte drzewami dającymi dużo cienia. Przy takim upale jak w Italii to ratunek dla człowieka. – Po dniu dzisiejszym jesteśmy na półmetku Via Francigena – dodaje kapłan z Elbląga. Tak po pagórkach pątnicy dotarli do parafii w Aulli. – Tam spotkaliśmy ks. Gianniego, który był kilkakrotnie w Polsce w kontekście posługi w ramach Drogi Neokatechumenalnej – opowiada ks. Grzegorz. – Przyjął nas bardzo serdecznie. Zostaliśmy też uraczeni porcją muzyki wysokiej próby w wykonaniu dziewczęcego chóru z anglikańskiej szkoły katedralnej w Southwell, wspartego śpiewem kilku dorosłych chórzystów. Byliśmy pod dużym wrażeniem głosów tych dziewcząt. – Tak pięknie śpiewali, że zapomniałem o trzeszczących stawach – śmieje się ks. Andrzej. Potem kolacja w powiększonym o kilku pielgrzymów gronie i sen. Dzień osiemnasty – sobota. Przed szóstą pielgrzymi wyruszają do Avenzy. – Idzie z nami Daniel – młody człowiek z Lukki. Zgubił latarkę, a ruszamy w nocnych ciemnościach – opowiada ks. Andrzej. Od razu za miastem zaczyna się okrutnie strome podejście. Po wąskich kamiennych ścieżkach trudno się wspinać. – Już po 200 metrach wspinaczki wiedzieliśmy, że to nie jest wycieczka gimnazjalistów. Zaczęło się poręczowanie. Trzeba było uważać, żeby nie odpaść od ściany... Czuliśmy się jak... himalaiści. Najgorsze zaczęło się po wschodzie słońca: owady – całe hordy krwiożerczych istot. – Około 7.00 obudziły się muchy końskie, które z wielką pasją zaczęły nas nękać, licząc na łatwe śniadanie. Musieliśmy więc nie tylko pilnować szlaku, ocierać pot z czoła i patrzeć pod nogi, ale też oganiać się przed nimi, choć i tak kilkakrotnie zostaliśmy pokonani – mówi ks. Grzegorz. Następny postój odbywa się przy ruinach zamku na zboczu góry, gdzie kapłani odprawili Mszę św. – Tam również doszedł do nas Roberto i już w czwórkę kontynuowaliśmy dalszą część zejścia z gór. Potem kawa w przydrożnym barze i dalsze pielgrzymowanie, już po płaskim terenie – mówi ks. Grzegorz. W końcu pątnicy docierają do Avenzy, do schroniska parafialnego dla pielgrzymów. – A że było blisko do morza, nie mogliśmy podarować sobie kąpieli. Cudownie jest po całym dniu kosztować morskiej kąpieli! Na koniec dnia wybraliśmy się do typowego włoskiego baru na bardzo dobrą – jak się okazało – kolację. – Kąpiel w morzu i kolacja w pizzerii Pod Pielgrzymem wynagrodziły nam wszystkie trudy. Pan Bóg ma swoje metody, żeby przyjść do człowieka z pocieszeniem. Jak mawia o. Krzysztof Wons: „Zajmij się słowem Bożym, a ono zajmie się twoim życiem” – mówi ks. Andrzej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół