• facebook
  • rss
  • Krzyczał: nie idźcie tam!

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 39/2016

    dodane 22.09.2016 00:00

    – Nic z tego, co dzieje się w czasie drogi, nie jest wyłączone z relacji z Panem Bogiem – mówi ks. Grzegorz.

    Kiedy czytają Państwo ten numer „Gościa”, księża Grzegorz Puchalski i Andrzej Preuss najprawdopodobniej są już w Rzymie. Na 20 września zaplanowali bowiem dojście do grobów św. Piotra i św. Jana Pawła II. Zobaczmy jednak, jak sobie radzili podczas ostatnich dni swojej wędrówki. – Dzień święta Narodzenia Matki Bożej stał się dla nas dniem wypoczynku – mówi ks. Grzegorz. – Był to wstydliwie krótki etap. Tak wstydliwy, że aż nie powiem, ile kilometrów – śmieje się ks. Andrzej. Tego dnia pielgrzymi pokonali zaledwie 14,5 km, co w porównaniu z poprzednimi, często grubo ponad 30-kilometrowymi odcinkami, było rzeczywiście niewielką odległością.

    Miasto wież

    Zatrzymali się w konwencie augustianów, w niezwykle urokliwym miasteczku San Gimignano. – Całe miasto, z zamkiem, wieżami, uliczkami: kamienne, jakby nietknięte przez czas i człowieka. Perełka – opowiada ks. Andrzej. – Prawie tak piękne to miasto jak nasze Szczytno – śmieje się. – Miasto słynie jeszcze z tego, że tutejsza lodziarnia otrzymała laur i tytuł producenta najlepszych lodów na świecie. Nawet udało nam się zrobić zdjęcie z właścicielem. Samo miasto jest również wyjątkowe ze względu na liczbę wież. – Doliczyłem się dziesięciu – opowiada ks. G. Puchalski. Chodzi tu o wieże mieszkalne jako części domów. Ta liczba wież jest wynikiem ambicji i współzawodnictwa dawnych rodów, które tam zamieszkiwały. W czasie wizyty w San Gimignano pielgrzymi zwiedzili również piękną, pełną fresków katedrę. – Być może kogoś dziwi, że codziennie jesteśmy w jakiejś katedrze, ale to jest Italia. Jeszcze do niedawna było tu około 250 diecezji! – zauważa ks. Grzegorz. – Bywało tak, że jedna stolica biskupia była oddalona od drugiej o zaledwie 20 km. Z wieży katedralnej dało się zobaczyć wieżę drugiej katedry. Obecnie liczba diecezji została nieco zmniejszona, ale nazwa duomo – katedra – dla poszczególnych kościołów pozostała. Zwiedzania pięknych miejsc jest na tej pielgrzymce sporo, ale jeszcze więcej jest oczywiście modlitwy. – Jak to na pielgrzymce. Rozpoczynamy marsz od błogosławieństwa, którego udzielamy sobie na drogę, potem odnawiamy modlitwy poranne i I część Różańca. Po śniadaniu zabieramy się za kolejną część Różańca i Koronkę do Bożego Miłosierdzia; około południa jest czas na „Anioł Pański” i III część Różańca. Potem słuchamy katechez, które mamy w postaci mp3. Po południu szukamy miejsca na Mszę św., a modlitwy wieczorne są indywidualne – streszcza plan dnia ks. Grzegorz. – Czasami korzystamy z Modlitwy Jezusowej i generalnie w sercu wypowiadamy wiele aktów strzelistych. Nic bowiem z tego, co dzieje się w czasie drogi, nie jest wyłączone z relacji z Panem Bogiem.

    Siena, a potem…

    Kolejny dzień toskańskiej części Via Francigena prowadzi do małej miejscowości o nazwie Abbazia Isola, która wzięła swoją nazwę od fundacji benedyktyńskiej ustanowionej w tym miejscu na początku XI wieku. – Tu też czekała nas miła niespodzianka: po Mszy św. zostaliśmy zaproszeni do udziału w obrzędzie umycia nóg pielgrzymom – mówi ks. Grzegorz. – A dokładnie jednej nogi – precyzuje ks. A. Preuss. – W dodatku w moim przypadku trafiło na tę czystszą. Nie miałem szczęścia tym razem… Następnego dnia pątnicy docierają do Sieny. Pielgrzymi zwiedzili najpierw przepiękną katedrę sieneńską, z jej bogatą fasadą główną i posadzką, następnie udali się do domu św. Katarzyny, XIV-wiecznej mistyczki, doktora Kościoła i patronki Europy, a następnie do dominikańskiej bazyliki, gdzie znajduje się głowa (sic!) świętej. – Poleciliśmy św. Katarzynie sprawę I Synodu Diecezji Elbląskiej. Potem udaliśmy się przez Piazza del Campo do kościoła sług Maryi, gdzie odprawiliśmy Mszę św. – wymienia kapłan. Kapłani wspominają jeszcze przygodę z poprzedniego etapu. – W drodze spotkaliśmy „tambylca”, który dowiedziawszy się, że idziemy do Rzymu, zaczął krzyczeć: „Nie idźcie do Rzymu. To miasto złodziei. Idźcie na Monte Cassino” – opowiada z uśmiechem ks. Andrzej. „Rady” miejscowego nie mają jednak wpływu na polskich pątników. – Nie zmienimy celu pielgrzymki. Cały czas idziemy do Stolicy Piotrowej – podkreśla ks. Andrzej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół