• facebook
  • rss
  • Wędrowcy dotarli do Rzymu

    Łukasz Sianożęcki Łukasz Sianożęcki

    dodane 22.09.2016 15:50

    Po 35 dniach pieszej wędrówki po Via Francigena dotarli do Rzymu.

    Ostatni etap. Miało być 14,5 km., ale ostatecznie wyszło 17 km, ale to i tak nic. - Tak czy owak przeszliśmy ostatnie kilometry dzielące nad od celu pielgrzymki, czyli Grobu św. Piotra i św. Jana Pawła II - mówi z radością ks. Grzegorz Puchalski. Ten elbląski kapłan wraz kolegą kursowym ks. Andrzejem Preussem po 35 dniach pieszej wędrówki po Via Francigena dotarli do Rzymu.

    - Ostatni dzień zapowiadał się na tyle ekscytująco, że obudziwszy się przed 4.00 nad ranem nie mogłem już zasnąć - opowiada ks. G.Puchalski. - Fakt, ze moja najdłuższa z dotychczasowych pielgrzymka dobiega końca, że dziś będę w stolicy chrześcijaństwa, że dziś rozstaniemy się z naszymi towarzyszami drogi: Timem i Karoliną, Manuelem i Pietro, a zwłaszcza z Roberto, z którym spędziliśmy najwięcej czasu sprawił, że rożne wspomnienia i plany, rożne myśli i obrazy snuły mi się po głowie do 6.00, kiedy to wszyscy wstaliśmy i wspólnie ruszyliśmy w drogę.

    Siódemka ludzi z plecakami wyglądała na tyle niecodziennie, że budziła spore zainteresowanie wśród spotykanych ludzi. Idąc żwawym krokiem, jakby chcąc dostosować się do pospiesznego rytmu miasta, pielgrzymi docierają przez Monte Mario przed Plac św. Piotra. - Tam pogratulowaliśmy sobie zwycięstwa, ze wzruszeniem wpatrywaliśmy się przez dłuższa chwilę w bazylikę św. Piotra - opowiada ks. Grzegorz. Potem był czas na pamiątkowe fotografie i odebranie świadectw pielgrzyma.

    Następnie pątnicy przeszli przez Święte Drzwi Jubileuszu Miłosierdzia do bazyliki św. Piotra na chwilę modlitwy i zwiedzania. - Na koniec zjedliśmy wspólny ostatni posiłek i z łezką w oku rozstaliśmy się z naszymi przyjaciółmi - mówi elbląski kapłan.

    Jak opowiada ksiądz Grzegorz do głowy cisnęło się wówczas mnóstwo refleksji i chęci podsumowania całości, ale na to jeszcze było za mało siły. Wciąż żywe są za to wspomnienia zarówno z tych pierwszych jak i ostatnich dni drogi.

    Już od kilku dni niecierpliwość w nich narastała gdyż wiedzieli, że są bardzo blisko. - Np. wtedy kiedy widzieliśmy samoloty podchodzące do lądowania na rzymskim lotnisku Fiumicino. To znak, że stolica Italii jest już blisko - opowiada. Jak mówi, oni też podobnie jak te samoloty zaczęli "kołować" przed Wiecznym Miastem. - Nie opuszczało nas bowiem poczucie, ze nasza trasa wije się i kluczy wokół Via Cassia, i że nadkładamy sporo kilometrów.

    Wielka radość przyszła już także w przeddzień finiszu. Pielgrzymi docierają do La Storta, czyli przedmieść Rzymu. Stąd, według przewodnika, do Grobu św. Piotra Apostoła jest właśnie 14,5 km. - Bliskość osiągnięcia celu pielgrzymki ożywia nas i ekscytuje. Doświadczamy już teraz radości i dumy z tego, że pokonaliśmy tak wiele trudów i swoich słabości, że nie poddaliśmy się zwątpieniu, ale walczyliśmy do końca i jesteśmy u bram Wiecznego Miasta. 

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół