• facebook
  • rss
  • Żeby tak każdy ją miał...

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 49/2016

    dodane 01.12.2016 00:00

    Twórzmy margaretki. Kapłani potrzebują naszej modlitwy.

    Osoby odpowiedzialne za margaretki w diecezji elbląskiej spotkały się, aby omówić sprawy bieżące i wyznaczyć cele na przyszłość. – To spotkanie jest owocem pierwszego ogólnopolskiego spotkania apostolatu, które miało miejsce miesiąc temu w Łagiewnikach – mówi Marek Sąsiadek z parafii św. Antoniego w Suszu.

    Siedmiu na jednego

    Ale czym w ogóle jest margaretka? – Siedem osób połączonych ofiarowywaniem dnia za kapłana wybiera formę modlitwy, która najbardziej im odpowiada, i kontynuuje ją przez całe swoje życie, aż do jego śmierci – wyjaśnia Halina Gnat z parafii św. Brata Alberta w Elblągu. Zazwyczaj jest to Koronka Pokoju lub Różaniec. W praktyce oznacza to, że codziennie można modlić się wyłącznie za jednego kapłana. – Czyli maksymalnie jedna osoba może otaczać swoją modlitwą siedmiu księży – dodaje pani Halina. Apostolat Margaretka istnieje formalnie od niedawna, bo od 1981 roku. Nazwa pochodzi od imienia niezwykłej osoby – Margaret O’Donnell z Kanady. W wieku 13 lat zaraziła się chorobą Hei- nego-Medina, w wyniku której została całkowicie sparaliżowana, mogła poruszać tylko głową. Margaret szybko zrozumiała, że ta choroba była jej powołaniem, tak jak dla innych małżeństwo, kapłaństwo lub życie zakonne. Zaczęła więc poświęcać swoje cierpienie, modląc się za swoją parafię, proboszcza, kapłanów, we wszystkich intencjach, które jej powierzano. Z każdym dniem zwiększała się liczba kapłanów odwiedzających Margaret i proszących ją o tę formę modlitwy. – Nam zaś margaretka kojarzy się również z kwiatem, podobnie jak np. róża różańcowa, jest więc jakby kolejnym kwiatem modlitwy – zauważa pani Halina.

    300 margaretek i 210 kapłanów

    Oficjalnie Apostolat Margaretka istnieje w diecezji elbląskiej od trzech lat. Potwierdzony został dekretem wydanym przez biskupa. – Nieoficjalnie margaretki istniały jednak u nas już dużo wcześniej. W mojej parafii modlimy się za kapłanów od ponad pięciu lat – opowiada Anna Ośko z parafii św. Andrzeja Boboli w Sztumie. Istnieją margaretki założone już siedem czy osiem lat temu. Z drugiej strony nie trzeba modlić się za swojego proboszcza czy wikariuszy. Nawet nie trzeba znać osobiście kapłana, za którego się modlimy. – Ja np. jednego dnia modlę się za misjonarza, który jest obecnie w Afryce – pan Marek widział go może raz czy dwa na jakimś zdjęciu w internecie. Przez te lata wielokrotnie okazywało się, że ta modlitwa jest potrzebna. Skąd to wiadomo? – Choćby od samych kapłanów, którzy okazują nam ogromną wdzięczność za to, co robimy – mówi pani Anna. – Często przychodzą do nas i mówią, że mieli problem, który wydawał im się nie do przejścia, a tu nagle okazuje się, że te sprawy same się rozwiązują – dodaje. – Tak więc to pokazuje, że modlitwa jest potrzebna i jest skuteczna. – To prawda – przyznaje ks. Piotr Bryk, odpowiedzialny za apostolat w naszej diecezji. – Przekonuję się o tym sam, ale słyszę to także od wielu moich braci w kapłaństwie – dodaje. Ksiądz Piotr mówi, że jego marzeniem jest, żeby każdy kapłan w diecezji miał swoją margaretkę. – Być może kiedyś uda się to osiągnąć, ale myślę, że i tak jest nieźle. W diecezji elbląskiej ponad 1300 osób tworzy ponad 300 margaretek, a modlitwą objętych jest 210 kapłanów.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół