• facebook
  • rss
  • Cisza, my i Pan Bóg

    Łukasz Sianożęcki

    |

    Gość Elbląski 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    – Szła też mama z synem, który był po operacji kolana. Mieli iść jedną, góra dwie stacje. Koniec końców przeszli całość i jako pierwsi dopytywali, czy za rok też pójdziemy – opowiada Andrzej Hnatyszyn.

    Choć z nazwy nie jest ekstremalna, wysiłek, jaki należy w nią włożyć, nie należy do najmniejszych. Prabucka Nocna Droga Krzyżowa odbywa się w tym roku już po raz drugi.

    Sam na sam z Nim

    – Na Nocną Drogę Krzyżową wybrałam się, aby przeżyć to nabożeństwo inaczej niż w kościele – mówi Anna Wróbel, uczestniczka pierwszej edycji. – Odległości między rozważaniami stacji są duże, jesteśmy sami ze sobą, w milczeniu, więc naprawdę jest czas, aby dobrze rozważyć drogę Pana Jezusa na Golgotę. Dużą część osób na NDK przyciągnęła ciekawość. Tak było w przypadku Małgorzaty Sulikowskiej. – Najpierw zastanawiałam się, czy w ogóle dam radę przejść taki odcinek. Po błocie, w nocy i w chłodzie – opowiada. – Dopiero później przyszła refleksja, że walcząc z tymi swoimi słabościami i niemocami, idziemy ostatecznie po to, aby wzmocnić swoją wiarę. I żeby przeżyć coś, czego bez ekstremalnych warunków nie da się doświadczyć. Hasłem tegorocznej NDK są słowa obecnego roku duszpasterskiego „Idźcie i głoście”. – Dlatego idziemy też po to, aby zademonstrować innym, że siedzenie w domu i słuchanie Drogi Krzyżowej w radiu lub oglądanie w telewizji, choćby była najpiękniejsza, to nie jest do końca to samo – uważa Waldemar Sulikowski. – Aby spotkać Jezusa, trzeba z Nim spróbować pobyć sam na sam. I na tej Drodze Krzyżowej jest na to duża szansa.

    Ramy ciemności

    Uczestnicy pierwszej edycji podkreślają, że przed wyruszeniem na trasę warto wyposażyć się w... intencję. – Ta droga musi być poświęcona czemuś lub komuś. Wtedy nabiera właściwego sensu – zauważa pan Waldemar. – To nie może być wyprawa, w której chcemy się po prostu przejść, popatrzeć na przyrodę czy spotkać innych ludzi. Ona musi się łączyć z przeżyciem. Taka była moja poprzednia NDK i z taką myślą wyruszam na tegoroczną – dodaje. Nabożeństwo w Prabutach, choć krótsze od swojej bardziej znanej „siostry”, również wymaga sporego nakładu sił. – Ale przecież nie o sam wysiłek tutaj chodzi. Gdyby tak miało być, to wszyscy chodzilibyśmy na biegi patrolowe – zauważa W. Sulikowski. – A to jest Droga Krzyżowa. To nasze życie, które przecież też taką drogą jest. To, co dodatkowo odróżnia nabożeństwo z Prabut od Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, w czasie której do celu dociera się najczęściej już po wschodzie słońca, to fakt, że odbywa się ona wyłącznie w nocy. – Zaczyna się o zmroku i kończy w ciemności, a moim zdaniem ma to bardzo głęboki sens – twierdzi Krystyna Hnatyszyn. – Jesteśmy bowiem ograniczeni tymi ramami ciemności, dostrzegamy tylko tyle, ile daje nam światło latarki. Nie widzimy piękna przyrody i otaczającego świata. Nie rozprasza nas nic, co jest dookoła. Jest tylko cisza, my i Pan Bóg.

    Potyczka z wrogiem

    Uczestnicy zgadzają się, że brak bodźców zewnętrznych jest dobrym pomocnikiem w walce z ogromnym wrogiem modlitwy, jakim jest rozproszenie. Po pewnym czasie i podczas kolejnych pokonywanych kilometrów pojawia się zmęczenie i wówczas dużo łatwiej o odciągnięcie myśli od Pana Boga. Niektórzy mają jednak na to swoje sposoby. – Gdy przychodzi ten moment, to ja wtedy jeszcze bardziej proszę Pana Boga, żeby dał mi siły, aby dojść do następnej stacji – mówi A. Wróbel. – Wtedy jeszcze bardziej intensywnie z Nim rozmawiam, bo gdy przychodzi niemoc fizyczna, tylko Pan Bóg jest w stanie sprawić, że będziemy podążać dalej. Pan Waldemar jako jeden z odpowiedzialnych za bezpieczeństwo na NDK szedł w ostatniej grupie. – Czasem mnie denerwowało, że niektóre osoby opóźniały nasz marsz – wspomina. – W tym momencie jednak przychodzi taka świadomość: człowieku, ty jesteś na Drodze Krzyżowej, ty możesz tej osobie pomóc, ty powinieneś jej pomóc, ale nie rozpraszaj się. To jest wielka sztuka, ja często jeszcze tego nie potrafię – wyznaje. W nocy jednak wyobraźnia działa dużo skuteczniej. – Każdy szelest, każdy szmer dobiegający z lasu działa na człowieka jak coś wielkiego – pani Małgorzata przyznaje, że początkowo nawet trochę tego bała. – To też przecież rozprasza. Ale to są te momenty, kiedy Pan Bóg jest najbardziej potrzebny. I On właśnie wtedy przychodzi. Wtedy mówię sobie: Jezu, Ty jesteś ze mną. Nic nie może mi się stać.

    Jak Szymon

    Nocna Droga Krzyżowa to jednak także ludzie. Ci, którzy idą obok nas, ci, którzy zostają z tyłu, a także ci, których spotykamy na swojej trasie. – Czasem trzeba się oderwać myślami od rozważań i zauważyć drugiego człowieka – zwraca uwagę pan Waldemar. Jak mówi, nasza pomoc może być dla tej osoby nieoceniona. – Czasem to zwykłe pytanie: czy dobrze się czujesz? Wzięcie pod rękę, chwila wspólnego podejścia, to wszystko pomaga – zauważa pani Anna. – I choć nie zawsze nam się chce to robić, bo sami jesteśmy już wykończeni, to zwróćmy uwagę na drugiego – podkreśla W. Sulikowski. – Mnie to wszystko kojarzy się z Szymonem z Cyreny. Bo przecież on też nie chciał pomagać Panu Jezusowi, a jednak to zrobił – zwraca uwagę pani Małgorzata. Na trasie NDK spotyka się także przypadkowe osoby, które chcą pomagać. – Tak było niemal w każdej miejscowości – mówi Andrzej Hnatyszyn. – Ludzie czekali na nas. Witali serdecznie, wspólnie się z nami modlili, a potem jeszcze zapraszali do świetlic czy domów na kawę i ciasto. Czasami było tego aż nadto! To zdaniem uczestników również wynika z drogi Chrystusa na Golgotę. Spotkał na przykład własną Matkę, Weronikę czy płaczące niewiasty. – Tego wszystkiego doświadczamy i my. Te postacie się na tej drodze ukazują, choć być może wcale o tym nie myślimy, że to jest akurat ta stacja czy to rozważanie. Oni tam są – twierdzi pani Małgorzata.

    To wciąga

    Nocna Droga Krzyżowa to także niepowtarzalny klimat, który przyciąga i dostarcza niespotykanych przeżyć. – To jest trochę jak z pieszą pielgrzymką na Jasną Górę. Gdy się idzie pierwszy raz, to po dotarciu do Częstochowy już się chce iść na kolejną. To wciąga – mówi A. Wróbel. – Już nawet krótko po zakończeniu zeszłorocznej NDK podchodzili do nas ludzie i pytali, czy zorganizujemy kolejną w przyszłym roku, i prosili, żebyśmy nie zrezygnowali – dodaje Krystyna Hnatyszyn, która wraz z mężem stoi za całą organizacją prabuckiego nabożeństwa. – To na pewno motywuje. Dlatego w tym roku także idziemy. – W zeszłym roku szła z nami pewna pani, która mówiła, że chce przejść tylko kilka stacji, gdyż musi wcześnie rano wstać do pracy – wspomina A. Sulikowska. – Po przejściu tych kilku szła dalej i dalej. I tak doszła do samego końca. Kilka dni potem zadzwoniła do mnie i powiedziała, że było cudownie. Bez problemu wstała, zdążyła do pracy i miała bardzo dobry dzień. – Szła też mama z synem, który był po operacji kolana – opowiada inną historię pan Andrzej. – Oni również mieli iść jedną, góra dwie stacje. Koniec końców bez problemu przeszli całość i jako pierwsi dopytywali się, czy za rok też pójdziemy – uśmiecha się. Wszyscy, którzy wybrali się na Prabucką Nocną Drogę Krzyżową, mieli do pokonania ok. 25 kilometrów. Głównie drogami polnymi i leśnymi. Uczestnicy musieli zmierzyć się ze stromymi podejściami. Czytania do poszczególnych stacji przygotowane w tym roku przez organizatorów zaczerpnięto z rozważań księdza Piotra Pawlukiewicza. Tegoroczna NDK jest ofiarowana także jako dziękczynienie za 25 lat istnienia diecezji elbląskiej. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół