• facebook
  • rss
  • Justyna, Krzysiek chodzi!

    Agata Bruchwald

    |

    Gość Elbląski 29/2017

    dodane 20.07.2017 00:00

    Świadectwom ze szlaku bardzo często towarzyszy komentarz: tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć.

    Świadectwo Agnieszki, pielgrzymującej z grupą Pomezania Kwidzyn

    – Na swoją pierwszą pielgrzymkę na Jasną Górę wyruszyłam zaraz po maturze, w 2002 r. Był to okres bardzo symboliczny w moim życiu – wkraczałam na nową, nieznaną ścieżkę. Rozpoczynałam studia, miałam wiele obaw w związku ze swoją przyszłością. Miałam również wewnętrzne pragnienie, by początek tej nowej drogi powierzyć Temu, który jest najlepszym drogowskazem. Przyznam, że trochę się bałam, czy podołam, czy zniosę ciężar drogi. I rzeczywiście, łatwo nie było. Nie zawsze sprzyjające warunki atmosferyczne połączone ze zmęczeniem fizycznym dość mocno sprawiały, że często miałam dosyć tej wędrówki. Jest jednak w pielgrzymowaniu siła, która przewyższa wszelkie te niedogodności. Relacja z Bogiem, której doświadczyłam na szlaku, jest wartością, która uśmierza wszelki ból i zwalcza zniechęcenie. Daje siłę, radość, wewnętrzny spokój i wolność. I trwa. Trwa we mnie do dziś. Zmęczenie i ból dawno odeszły w niepamięć, a świadomość Boga, który jest przy mnie tu i teraz, nadal jest obecna. Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć... Pięć razy wędrowałam na Jasną Górę i z pewnością wyruszę ponownie w tę drogę, która jest najpiękniejszym spotkaniem.

    Świadectwo Sylwii, pielgrzymującej z grupami Salvator – Redemptor, Żuławy Nowy Dwór Gdański – Nowy Staw, Pomezania Malbork i Kwidzyn.

    – Kiedy myśli się o pielgrzymce, najpierw nasuwają się pewne skojarzenia – zmęczenie, zniechęcenie... Nie brzmi to zbyt zachęcająco. Ale tak naprawdę to jest nic w porównaniu z tym, jakie cuda mają tam miejsce. Wystarczy uśmiech drugiej osoby, czasem takiej, którą widzi się pierwszy raz, wyciągnięta dłoń czy proste słowa: „Dobrze, że jesteś”. Na szlaku człowiek doświadcza wielu łask, a największą z nich jest dotarcie do tronu Pani Jasnogórskiej. Będąc jeszcze na studiach, podziwiałam osoby, które wykorzystują urlop, by spędzić go w drodze do Częstochowy. W tym roku robię tak samo i po raz ósmy będę pielgrzymować do naszej Matki

    Świadectwo Justyny, pielgrzymującej z grupą Żuławy Nowy Dwór Gdański – Nowy Staw.

    – Swoją pierwszą pieszą pielgrzymkę na Jasną Górę pamiętam dokładnie. Miałam wtedy 13 lat, długo musiałam przekonywać rodziców, by pozwolili mi iść. Martwili się, że jestem za młoda, że nie dam rady, że to zbyt duży wysiłek. A ja przecież jestem ich małą córeczką. Kiedy w końcu się zgodzili, byłam bardzo szczęśliwa. Pozostało mi jedno... intencja. Jako małe dziecko nie do końca wiedziałam, jaka będzie odpowiednia. Za kogo lub o co mogę się modlić? Głowę miałam pełną pomysłów, ale wszystkie wydawały mi się mało sensowne. W końcu mama podpowiedziała mi, że mogę iść w intencji mojego kuzyna. Krzyś urodził się na wpół żywy. Lekarze go uratowali, ale nie dawali mu wielkich szans na przeżycie. Modlitwa najbliższych potrafi działać cuda. Krzyś jest wśród nas. Ale niestety, z całą listą strasznych chorób... Szłam więc w jego intencji. Krzyś miał wtedy 10 lat, a ja jako główny cel wyznaczyłam sobie modlitwę o dar chodzenia dla kuzyna. Pamiętam, że to było dla mnie niesamowicie ważne. Każdą modlitwę, jaka była odmawiana w trakcie marszu, kierowałam do Boga w tej jednej intencji. Nie było łatwo, miałam chwile słabości. Brakowało mi sił, by iść dalej. Do tego potęgowała się tęsknota za domem oraz ogólne wyczerpanie. Nie dałam rady przejść całej pielgrzymki. Były dni, kiedy musiałam podjechać kilka etapów. Jednak to wystarczyło. Wiara małej dziewczynki i zaciętość w modlitwie były kluczem do wszystkiego. Kiedy wchodziłam na Jasną Górę, dostałam telefon od cioci: „Justyna, Krzysiek chodzi!”. Mój kuzyn, który od dziecka nie poruszał się na własnych nogach, zaczął stawiać pierwsze kroki w momencie, kiedy ja stawiałam ostatnie na pielgrzymkowym szlaku! Pamiętam, że nie wiedziałam, co mam zrobić. Ze szczęścia się rozpłakałam. Dziękowałam Bogu, że mnie wysłuchał. Kolejne sześć pielgrzymek było równie owocnych, choć intencje nie tak ciężkie. Po latach wiem, że modlitwa to dar, dzięki któremu możemy osiągnąć wszystko. Jeśli tylko wierzymy i prawdziwie chcemy być wysłuchani.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół