• facebook
  • rss
  • Misja pod równikiem

    ks. Marek Piedziewicz

    |

    Gość Elbląski 37/2017

    dodane 14.09.2017 00:00

    Niewielkie Prabuty mają swojego szczególnego ambasadora. Już rok temu Dawid Adamkiewicz dostarczał pomoc medyczną dla mieszkańców Nepalu zniszczonego trzęsieniem ziemi. W tym roku wraz ze swoją dziewczyną Moniką pojechał do Kenii.

    Nasza zeszłoroczna pomoc była autorskim dziełem studentów Collegium Medicum z Bydgoszczy. Byłem zadowolony, kiedy dowiedziałem się, że studenci z Poznania rozszerzyli swoją coroczną akcję „Leczymy z misją” i dali szansę na włączenie się do niej osobom z innych uczelni medycznych. Od razu wiedzieliśmy z Moniką, że będziemy chcieli wziąć w tym udział – opowiada Dawid.

    Od kilku lat studenci medycyny z Poznania organizują pomoc dla szpitali misyjnych w Kenii. Dostarczają tam sprzęt medyczny, przeprowadzają szkolenia dla personelu oraz pracują w placówkach medycznych i szkołach. Tak było również tym razem. – Troje wolontariuszy, pomagających również w Nepalu, zdecydowało się na wyjazd do Kenii. Wylecieliśmy z Polski na początku lipca. Łącznie w projekcie uczestniczy około 40 osób. My należeliśmy do 13-osobowego zespołu skierowanego do Consolata Mission Hospital w miejscowości Kyeni. Wieś ta znajduje się około 50 km od równika, nieopodal Mount Kenya – najwyższego wzniesienia Kenii i drugiego po Kilimandżaro w Afryce – opowiada Dawid. – Należeliśmy do sekcji „How KenYa Help You” – relacjonuje Monika Sypniewska. – W ciągu prawie sześciu tygodni udało się nam przeszkolić niemal cały personel placówki z najczęstszych technik medycyny ratunkowej. Pielęgniarki, studenci szkoły pielęgniarskiej, tzw. klinicyści i lekarze ćwiczyli resuscytację krążeniowo-oddechową na fantomach, które przywieźliśmy z Polski. Poza tym stworzyliśmy pięcioosobowy zespół ratunkowy Emergency Team, zupełną nowość w szpitalu w Kyeni. Ta ekipa ma reagować w sytuacjach zagrożenia życia. Musieliśmy więc przeprowadzić szkolenie z udrażniania dróg oddechowych, obsługi defibrylatora i resuscytacji płynowej. Dzięki przywiezionemu z kraju sprzętowi uruchomiliśmy też małe ambulatorium, czyli pierwsze w historii tego szpitala miejsce, gdzie można spokojnie monitorować parametry życiowe pacjenta, a w razie zatrzymania akcji serca – natychmiast przystąpić do reanimacji.

    W świecie kontrastów

    Warunki w kenijskiej służbie zdrowia są pełne kontrastów. Wolontariusze wielokrotnie się o tym przekonali. – Z jednej strony sam budynek szpitala był imponujący – mówi Dawid. W niejednym mieście w Polsce życzylibyśmy sobie takiego. Z drugiej strony – jak mówi – był kiepsko wyposażony i zdecydowanie przepełniony. Szpital prowadzony jest przez Kościół katolicki, który od lat daje Kenijczykom naprawdę dużo. Nie tylko zapewnia dostęp do opieki medycznej, ale też kształci i wychowuje młode pokolenia w założonych przez misjonarzy szkołach. Służba zdrowia jest jednak nadal bardzo niedoinwestowana, dlatego jednym z głównych założeń akcji „Leczymy z misją” jest wysłanie kontenera ze sprzętem medycznym. – W szpitalu, w którym pracowaliśmy, aparat rentgenowski pochodzi z 1963 r., a pierwszy w historii placówki elektrokardiograf dostarczyliśmy dopiero my. Do tej pory pacjenci wożeni byli na tak proste badanie jak EKG do szpitala oddalonego o 30 km. A to kosztowało około 130 dolarów amerykańskich! A przecież Kenia jest krajem bardzo ubogim – mówi Dawid. – W naszym szpitalu pierwszy raz spotkałam się z sytuacją, że pacjenci byli położeni w łóżkach po dwie osoby, leżeli „na zakładkę”, czyli jeden miał głowę tam, gdzie drugi nogi. Szpital był przepełniony. Dysponuje 250 miejscami, a momentami przyjętych było ponad 300 chorych – wspomina Monika.

    Najważniejsza pierwsza pomoc

    Misja w Kenii to prowadzenie szkoleń, związane z tym trudności i pierwsze sukcesy. – W tak dużym szpitalu pracowało na stałe tylko pięciu lekarzy – zaznacza Dawid. – Razem z naszą grupą prowadziliśmy szkolenia dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników oraz dla uczniów w okolicznej szkole. Proszę mi wierzyć, że zebranie Kenijczyków punktualnie o umówionej porze i w komplecie w sali szkoleniowej to nie lada wyzwanie – praktycznie niewykonalne. W szpitalu istnieje punkt przyjęć pacjentów w stanach nagłych, w którym pracują klinicyści odpowiadający niejako naszemu ratownikowi medycznemu. To był dla nas szok, kiedy zorientowaliśmy się, że ani oni, ani pielęgniarki nie wiedzieli, jak prawidłowo przeprowadzić reanimację. Dlatego szczególnie leżało nam na sercu solidne przeszkolenie wszystkich pracowników szpitala z zakresu pierwszej pomocy. – Na największą nagrodę za pracę nie musieliśmy długo czekać. Już podczas pobytu w szpitalu jedna z pielęgniarek opowiadała o tym, że dzięki uczestniczeniu w naszych szkoleniach podczas nocnego dyżuru udało im się uratować dwoje dzieci – dodaje Monika. – Praca w kenijskiej służbie zdrowia – jak wspomina Dawid – wiąże się z trudnościami, jakich w Polsce nie spotkamy. – W całym szpitalu nie było odpowiedniego pomieszczenia do przeprowadzania reanimacji i monitorowania pacjenta znajdującego się w ciężkim stanie. To zadanie zaczęło spełniać przygotowane przez nas ambulatorium. Łóżka pacjentów z reguły nie mają tam jednak kółek. Gdyby ktoś potrzebował szybkiej interwencji, nie było możliwości, aby go przenieść do ambulatorium. Postanowiliśmy więc przygotować specjalny wózek reanimacyjny. Użyliśmy na początek zwykłego wózka kuchennego, na którym ustawiliśmy defibrylator, maski i worki do wentylacji pacjenta, zestawy do intubacji, potrzebne leki. Problemem był jedynie brak szuflad na te wszystkie rzeczy. Pojechaliśmy zatem do warsztatu, który mógłby takie wykonać, ale pan za zrobienie kilku szuflad zażyczył sobie 700 dolarów! Ogromna suma pieniędzy, na którą nie mogliśmy sobie pozwolić!

    Wspomnienia z Afryki

    – Kenia to przepiękny kraj z zachwycającą przyrodą i ludźmi tak innymi, a jednocześnie podobnymi do nas – zaznacza Dawid. Byliśmy tam w okresie wyborów prezydenckich, po ich rozstrzygnięciu sytuacja w kraju nieco się skomplikowała i wybuchły demonstracje. Rodzice i przyjaciele bali się o nas, bo polskie serwisy informacyjne na bieżąco mówiły o kolejnych ofiarach zamieszek. W trakcie ich trwania głównie w Nairobi, stolicy kraju, zginęło ponad 20 osób. Kenia to kraj ogromnych kontrastów… Jadąc samochodem przez Nairobi, oglądaliśmy przez okno bogate, zadbane miasto, dobrze ubranych mieszkańców po jednej stronie, a po drugiej – rozpadające się domki, ubogich ludzi pędzących bydło. Średnia wieku Kenijczyków to 18 lat. Wolontariusze zaznaczają, że w kraju zauważalny jest problem niechcianych ciąż wśród nastolatek. – Podczas naszego pobytu została przyniesiona do szpitala jednodniowa śliczna dziewczynka porzucona na polu herbaty. Tak bardzo przykro było patrzeć na to maleństwo, wiedząc, że zostało samo na świecie, że nie może zostać przytulone przez kogoś, kto je kocha – mówi Dawid. – Choć wróciliśmy do Polski, mamy nadzieję, że praca, którą wykonaliśmy na Czarnym Lądzie, powiększy liczbę medycznych „happy endów” – podsumowuje Monika.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół