Nowy numer 47/2020 Archiwum

Zaczyna się od małego ziarenka

Rekolekcje ewangelizacyjne, seminarium odnowy wiary… i co dalej?

Rekolekcje ewangelizacyjne „Siewca” w parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jegłowniku odbywały się w ubiegłe wakacje. Prowadzili je przez tydzień ewangelizatorzy z Centrum Nowej Ewangelizacji diecezji elbląskiej. Odwiedzili każdą wieś należącą do parafii. Rano zapraszali dzieci do wspólnej zabawy, a później szli do mieszkańców danej miejscowości.

Pukali do drzwi ich domów, rozmawiali z nimi, modlili się i zapraszali na wieczorną Mszę św. oraz procesję eucharystyczną. Dzień kończyli spotkaniem integracyjnym przy ognisku. We wrześniu w parafii odbyło się seminarium odnowy wiary, które prowadzili ks. Piotr Bryk i ks. Grzegorz Puchalski. Po nim zawiązała się wspólnota Domowników Boga, której regularne spotkania były kontynuacją wcześniejszego seminarium.

Człowiek zawsze poszukuje

Po kilku miesiącach spotkań Domownicy Boga bez problemu mogą pokazać, jak wiele dała im wspólnota. Przede wszystkim pomogła pogłębiać wiarę, a przydatne w tym były wspólnotowa modlitwa i katechezy. Do tego dochodziły spotkania formacyjne i praca z podręcznikiem „...i co dalej? Pogłębienie seminarium odnowy wiary” Anny Marii Kolberg OV. To wszystko wpłynęło również na pogłębienie relacji z Panem Bogiem i drugim człowiekiem. – Jest w nas taka wewnętrzna potrzeba, która wynika z tego, że człowiek jest istotą poszukującą. Z tego poszukiwania wychodzi pogłębianie wiary, a ona tego wymaga. Jeśli stoimy w miejscu, zaczynamy się gubić. Ta wspólnota pozwala nam znaleźć, odkryć na nowo słowo Boże. To nas ożywia – mówi Ewa Gurak.

Słowo Boże każdy może czytać indywidualnie, ale wspólnota pozwala je usłyszeć i podzielić się swoją refleksją, odpowiedzieć na pytanie: jak ono wpływa na mnie, na moje życie? Inni słuchają, nikt nie ocenia. W spotkaniach wspólnoty Domownicy Boga w Jegłowniku najczęściej brało udział ok. 15 osób. Odbywały się one w miejscowym GOK-u we wtorki. Rozpoczynały się modlitwą, później był czas rozważania słowa Bożego i dzielenia się. Rozmowy te odbywały się w kilku mniejszych grupkach. Całość kończyła modlitwa uwielbienia, dziękczynienia i próśb. W czasie ogólnej kwarantanny związanej z pandemią koronawirusa spotkania nie mogły się odbywać. Domownicy Boga nie potrzebowali jednak wiele czasu, by znaleźć sposób na kontynuację formacji. Rozmowy, podobne do tych, jakie odbywały się w czasie grup dzielenia, zaczęli prowadzić telefonicznie.

Oczywiście możliwe to było jedynie w parach, ale przecież to nie problem. Grunt, że można było porozmawiać na temat rozważanego w danym tygodniu fragmentu Pisma Świętego. Kiedy obostrzenia zostały poluzowane, wspólnoty mogły ponownie spotykać się w kościołach. Niezwłocznie Domownicy Boga z Jegłownika zaczęli we wtorki lub poniedziałki uczestniczyć wspólnie we Mszach św. W homilii ks. Mariusz Ostaszewski, proboszcz parafii, podsumowywał tydzień i zapraszał do wykonania kolejnych kroków w formacji.

– Zauważyłem, że w czasie pandemii, kiedy przez długi czas nie mogliśmy się widywać, członkowie wspólnoty zapragnęli tych spotkań. To też był znak od Pana Boga. Ten czas był nam potrzebny, żebyśmy zobaczyli, że kiedy nie mamy możliwości pójścia do kościoła, czujemy pustkę. Gdy tylko do kościoła mogła wejść większa grupa osób, od razu przyszli ci, którzy pragną być bliżej Chrystusa i wspólnoty Kościoła. Te osoby żyją wspólnotą – mówi ks. Mariusz Ostaszewski.

Pan Bóg nas prowadzi Ostatnie spotkanie wspól

noty przed wakacyjną przerwą odbyło się we wtorek 30 czerwca. Okres letni będzie czasem samodzielnej pracy. Po kilku miesiącach formacji osoby należące do wspólnoty bez problemu zauważają jej wpływ na parafię oraz życie mieszkańców miejscowości sąsiednich, którzy także bywają na spotkaniach. Dzięki wspólnocie wiele osób mogło się naprawdę poznać. Pomogły temu rozmowy w czasie grup dzielenia. Wypowiadały się, oczywiście, jedynie te osoby, które czuły się na to gotowe, inni słuchali. Podkreślić trzeba także to, że każdy to, co usłyszał w czasie tych rozmów, zachowywał dla siebie, nie przekazywał tego innym.

– Były osoby, które w tym czasie chciały podzielić się swoimi przeżyciami, komuś o tym opowiedzieć, a także o coś zapytać. Inni byli konkretni, mówili na temat fragmentu Pisma Świętego, który rozważaliśmy. Byli i tacy, którzy uważali, że jeszcze muszą do tego dojrzeć. Nikt na nikogo nie naciskał. Słuchaliśmy wszystkich, nie przerywaliśmy nikomu – przypomina Maria Gniotek. Pani Maria zaznacza, że wspólnota pomaga również w nauce tego, jak otwierać się na innych ludzi. – Przekazywać innym to, co sami przeżywamy, nie zatrzymywać tego dla siebie. Uczymy się przekazywania dobroci i tego, by nie oceniać innych. Ja się uczę tego przez cały czas – zaznacza. – Czasami można powiedzieć, że człowiek jest dzieckiem w wierze, które daje się prowadzić albo nie. Te spotkania to jest takie prowadzenie. One są po to, żeby się nie gubić – wskazuje pani Ewa.

Dodaje, że gdyby nie wspólnota, sama nie zadałaby sobie wielu pytań dotyczących spotkania z miłosiernym Bogiem, sakramentu pokuty, przemiany człowieka. Usłyszała je w czasie grup dzielenia, a także przeczytała w książce, z którą pracowała. – Zmuszało mnie to do odpowiedzenia samej sobie na pytanie: jak to jest? Czasami na nie nie odpowiadałam – nie umiałam albo jeszcze do tego nie dojrzałam – przyznaje. – Te spotkania pozwoliły mi doświadczyć przeogromnej, bezwarunkowej miłości Pana Boga, wzrosło moje zaufanie do Niego. Skłaniały do refleksji nad swoim życiem i wejścia w głąb siebie. Doświadczyłam przemiany serca – Bóg mnie prowadzi, a ja wzrastam w wierze – opowiada Anna Maza. Może się wydawać, że w spotkaniach Domowników Boga uczestniczyło niewiele osób, jednak pamiętać należy, że one słowo Boże, które usłyszały, zanosiły do swoich rodzin, a później do innych osób, z którymi się spotykały.

– Nie mamy od razu głosić słowa Bożego w dużych społecznościach, ale zaczynać od siebie i swojej rodziny, później to rozszerzać. To jest istota ewangelizacji, przemiany społeczeństwa. Widać to w naszej parafii. Do kościoła zaczęły chodzić osoby, które wcześniej bywały w nim bardzo rzadko albo nawet nie bywały w nim wcale. Nie ma ich dużo, ale są. Widać wewnętrzną przemianę, wiadomo – nie jawi się to jako coś spektakularnie wielkiego, ale to nie na tym polega. Wszystko zaczyna się od małego ziarenka. Tak jak w Ewangelii trzeba zasiać, żeby mogło kiełkować. Słowo Boże musi być podlewane poprzez pracę nad swoim sercem i rozsiewane – dawane dalej społeczności. Jest to ciężka praca, bo nie zawsze od razu wszystko się zmienia, aczkolwiek jeśli robimy to z pomocą Pana Boga, jest to możliwe. Ludzie ze wspólnoty wiedzą, że „jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam” – podsumowuje ks. Mariusz Ostaszewski.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama