Nowy numer 32/2020 Archiwum

Poznali Boga, poznali siebie

– Pójdę i z radością sprzedam inne pomysły na życie, by posiąść skarb – moje życiowe powołanie, do którego zaprasza mnie Pan – mówi ks. Maksymilian Ślizień.

Każdy młody człowiek, rozeznając swoje życiowe powołanie, powinien robić to w kontekście trzech zasad – mówi ks. Maksymilian Ślizień, delegat biskupa elbląskiego ds. powołań. Po pierwsze – powinien pamiętać, że Pan Bóg i Jego wola wymagają od każdego z nas, abyśmy wybierali drogi moralnie dobre. Wszystkie złe odpadają. Po drugie – to ważne, by rozeznając swoje powołanie, pytał o nie Pana Boga, stawał przed Nim na modlitwie i wierzył, że On mu odpowiada. A robi to w różnych momentach naszego życia: w wydarzeniach, poprzez ludzi, w słowach Pisma Świętego. Po trzecie – musi poznać siebie. Zobaczyć, jakie ma zdolności, predyspozycje, talenty, bo łaska Boża zakłada naturę człowieka. Ważne są jego temperament, charakter oraz zdolności, które w sobie rozwija. – Na tym można bazować, rozeznając to, czego Pan Bóg ode mnie oczekuje – uważa ks. Ślizień.

Czas na spotkanie

Od 4 do 8 lipca w Wyższym Seminarium Duchownym w Elblągu odbywały się rekolekcje powołaniowe. Piętnastu uczestnikom towarzyszyło hasło: „Mój skarb”. Nad tym, jak rozeznać swoje powołanie, młodzi mężczyźni rozmyślali m.in. podczas konferencji. – Zastanawialiśmy się nad swoją tożsamością – kim jesteśmy, jak siebie samych określamy. Zastanawialiśmy się również nad swoimi pragnieniami – opowiada ks. Maksymilian. Podczas jednego z rekolekcyjnych ćwiczeń ksiądz prowadzący zachęcił rekolektantów, by wypisali swoje pragnienia i zastanowili się, które jest dla nich szczególne, najgłębsze.

– Przygotowując te rekolekcje, chciałem, żeby był to przede wszystkim czas spotkania z Panem Bogiem. Czas, który uczestnicy poświęcą przede wszystkim osobistej modlitwie – mówi kapłan. Każdy dzień wypełniały medytacja słowa Bożego, rozważanie go, modlitwa brewiarzowa, Msza Święta. Plan dnia opierał się na godzinach, w których uczestnicy i prowadzący spotykali się z Panem Bogiem.

Cele miał dwa

– Pomyliłem się – przyznaje Bartosz Marszałek z parafii św. Wojciecha w Elblągu. – Myślałem, że te rekolekcje będą czymś w stylu rozdawania „papierków do zakonu”. Mile zaskoczyła mnie otwartość na każde powołanie, jakie daje nam Pan Bóg – kapłaństwo, małżeństwo albo życie w samotności. To było dla mnie bardzo ważne – tłumaczy. Bartosz w rekolekcjach powołaniowych brał udział po raz pierwszy. Nad tym, jaką drogę życiową powinien wybrać, zaczął zastanawiać się ok. 6 lat temu.

– Przez długi czas nikt nie potrafił mi odpowiedzieć na pytanie, jak do tego podejść. Pewnego razu zapytałem o to kapłana z mojej parafii. On zaproponował mi rekolekcje powołaniowe. Zbliżała się wtedy edycja zimowa, ale się nie zdecydowałem, bo przygotowywałem się do matury – mówi. Pod koniec maja Bartosz zdecydował, że weźmie udział w najbliższych rekolekcjach powołaniowych, jakie odbędą się w elbląskim seminarium. Później zaprosił go na nie ks. Maksymilian. – Napisał, że mogą mi się przydać, z czym się zgodziłem. I cieszę się, że tu jestem – zaznacza. Rozpoczynając rekolekcje, postawił przed sobą dwa cele: osobiste spotkanie z Panem Bogiem, bo wiedział, że decyzję o wyborze życiowej drogi może podjąć tylko z Nim, a także rozmowę z kimś, kto będzie umiał odpowiedzieć na parę nurtujących go pytań.

– Pierwszy cel zrealizowałem. W czasie medytacji – a także w drugim człowieku – doświadczyłem działania Pana Boga, który daje szczęście. A jeśli chodzi o cel drugi, to pytań zadać nie zdążyłem, bo... odpowiedzi dostałem w czasie katechez. Wiedziałem, że przekazywane przez księdza treści są skierowane do mnie. Dziś wiem dużo więcej o powołaniu niż jeszcze kilkanaście dni temu – przyznaje. Po raz pierwszy w rekolekcjach powołaniowych udział wzięli także Bartłomiej Giedyk i Franciszek Okrój z parafii św. Anny w Sztumie. Bartłomieja na rekolekcje zaprosił ks. Maksymilian.

Po kilku dniach spędzonych w murach WSD stwierdza, że był to czas, kiedy mógł pogłębić swoją wiarę i relację z Panem Bogiem. Mógł lepiej poznać także siebie samego – zobaczyć swoje możliwości, a także słabości. Zrozumieć, jak je korygować. Franciszka do udziału w rekolekcjach powołaniowych zachęcał starszy brat, który sam uczestniczył w nich już kilka razy. Gdy Franciszek nie mógł się zdecydować, później namawiali go jeszcze rodzice. Podjętej ostatecznie decyzji o udziale w spotkaniu nie żałuje. Najbardziej przemówiła do niego medytacja, trwanie w ciszy. Był to dla niego czas na rozmowę z Panem Bogiem.

To ma sens

Rekolektantom towarzyszyło 7 kleryków. – Mam nadzieję, że oni widzą sens tych rekolekcji, to, jakie znaczenie mają one dla innych osób, które w nich uczestniczą, i dla nas, kleryków – mówi kl. Szymon Żugaj, prezes Koła Powołaniowego. Jego zadaniem było czuwanie nad całokształtem rekolekcji, a pozostali klerycy mu w tym pomagali.

– Przed seminarium nigdy nie uczestniczyłem w rekolekcjach powołaniowych, choć dwukrotnie miałem taką możliwość. Po raz pierwszy wziąłem w nich udział po pierwszym roku nauki w seminarium. Ksiądz Maks zapytał mnie, czy nie chciałbym się w nie włączyć. Zgodziłem się, choć powiedziałem, że nie nadaję się na bycie animatorem. Odrzekł, że tu jest podstawa, by takich rzeczy się nauczyć. Po pierwszych, drugich i kolejnych rekolekcjach przypasowało mi to. Zobaczyłem w tym duży sens – przyznaje. – Zadaniem animatorów jest dawanie świadectwa życia seminaryjnego chłopakom, którzy tu przyjechali. Na pewno nie chodzi o stawianie granic, ale o to, żeby mogli dobrze się tu z nami czuć. Ma być „na luzie” – dodaje kl. Amadeusz Babiel.

Były to jego trzecie rekolekcje; raz brał w nich udział jako uczestnik, a dwa razy jako animator. Treści przekazywane w czasie konferencji za każdym razem są podobne, jednak – jak zwraca uwagę – inaczej odczytywał je kiedyś, a inaczej po roku spędzonym w WSD. Obecnie pomagają mu się utwierdzić w swoim wyborze i ponownie powiedzieć Panu Bogu: „Tak, idę za Tobą”. Przygotowując rekolekcje powołaniowe, ich myśl przewodnią ks. Maksymilian zaczerpnął z Ewangelii św. Mateusza (Mt 13,44) – „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę”.

– Dla nas tym życiowym skarbem jest relacja z Panem Jezusem. Ona jest drogą dla każdego z nas, bo On jest naszym początkiem i końcem – wszystkim. Każdy z nas ma swój indywidualny życiowy skarb – życiowe powołanie. Kiedy myślimy o powołaniu, odkrywany pragnienie do pójścia konkretną drogą. Jest to najgłębsze pragnienie w moim sercu, dlatego zostawienie wszystkich innych możliwych życiowych dróg, „sprzedanie tego wszystkiego”, nie będzie czymś trudnym – podsumowuje ks. Maksymilian.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama