Nowy numer 44/2020 Archiwum

Kronika szybsza niż Teleexpress

– Dla wielu z nas ogromne znaczenie tych zapisków może być dziś jeszcze niedostrzegalne. Ale dla parafii jako takiej i dla historii tutejszych ziem jest to coś nie do przecenienia – uważa proboszcz ks. Józef Grochowski.

Na stole ląduje kilkadziesiąt różnokolorowych, dość grubych ksiąg. Niektóre nieco nadgryzione zębem czasu, inne w nieco lepszej kondycji. Największe wrażenie robi jednak stos najnowszych z nich – jedenaście tomów ze złotymi zdobieniami i napisami „Kronika” od razu przywołuje skojarzenia z Wincentym Kadłubkiem czy Janem Długoszem.

– Te są moje – Daniela Bukowska wskazuje na zbiór zeszytów liczących po kilkaset stron każdy. Kronika parafii św. Jakuba w Tolkmicku prowadzona jest praktycznie od samego jej początku, kiedy w 1967 r. przejęli ją księża salezjanie. Początkowe wpisy są jednak bardzo nieregularne i często prowadzone przez różnych autorów. W zależności od tego, kto jaką wagę przywiązywał do utrwalania wydarzeń z życia wspólnoty, kroniki albo obfitują we wpisy, albo mają wiele niezapełnionych kart. Mają też różne formaty, kolory okładek i styl prowadzenia.

Tysiąc pomysłów

Ostatecznie o tym, że kronika parafialna ma być istotną częścią historii wspólnoty i musi być prowadzona systematycznie, zadecydował ks. Sławomir Szczodrowski, który proboszczem w Tolkmicku został w 2006 roku. – I tak trafił na mnie – śmieje się pani Daniela. Jak wspomina, od razu po przybyciu do parafii ks. Szczodrowski starał się znaleźć ludzi, którzy pomogą mu w realizacji jego pomysłów, w tym także w utrwalaniu dokonań, wspólnych przeżyć i ważnych dni w życiu tolkmickich wiernych. – Ksiądz Sławek to człowiek z tysiącem pomysłów. Kiedy tylko dowiedział się, że przed przejściem na emeryturę zajmowałam się kulturą, zapytał, czy nie chciałabym tej swojej pasji kontynuować w zakładanym właśnie przy parafii oratorium – wspomina D. Bukowska.

– Pomyślałam, że może chodzić o stworzenie jakiegoś kółka robótek ręcznych lub innych zajęć dla seniorów, lecz kiedy powiedział, że prosi mnie o prowadzenie kroniki parafialnej, trochę się przestraszyłam. Wydawało mi się, że nie podołam – opowiada. Z czasem jednak udało się jej „wgryźć” w ten proces, a nawet rozszerzyć pole działania o prowadzenie parafialnej strony internetowej oraz wydawanie informatora z wiadomościami z życia wspólnoty. – A kółko robótek ręcznych i tak swoją drogą założyłam. Działa ono do dziś – śmieje się pani Daniela.

Prawdziwie mrówcza praca

– Każda z tych stron to dla mnie oddzielne wspomnienia i oddzielna opowieść – mówi parafialna kronikarka, odkrywając kolejne karty wypełnione zdjęciami, tekstami, wycinkami z gazet, dokumentami, przyznanymi wyróżnieniami czy też wpisami znamienitych gości. A przecież stworzenie choćby jednej z takich stron to godziny ciężkiej pracy. – Trzeba przede wszystkim pójść na wydarzenie, które chcemy mieć w kronice, i zrobić zdjęcia. Zazwyczaj robię ich kilkaset, aby później wybrać jedynie kilka najlepszych na stronę. Choć zdarzały się już takie uroczystości, jak np. Dni Jakubowe, że zrobiłam ponad 2 tys. fotografii, więc selekcja była jeszcze trudniejsza – wspomina.

Podziw budzi też tempo, w jakim powstaje tolkmicka kronika. Parafianie często z uśmiechem mówią, że „pani Danusia jest szybsza niż Teleexpress”. Informacje pojawiają się zarówno w kronice, jak i na stronie internetowej jeszcze tego samego dnia. W tym kontekście wierni chętnie wspominają historię biskupa, który pewnego roku udzielał w Tolkmicku bierzmowania. Nie mógł on ukryć podziwu i zdumienia, kiedy idąc na obiad po zakończeniu nabożeństw, otrzymał do podpisu parafialną kronikę ze swoim zdjęciem, na którym udziela sakramentu. – Nie zawsze jest tak szybko – mówi skromnie pani Daniela. Zazwyczaj – jak opowiada – jest to mozolne dobieranie i wklejanie zdjęć, robienie podpisów i selekcja innych materiałów. – To jest wyjątkowa, ciężka i prawdziwie mrówcza praca, której nie każdy byłby w stanie się podjąć – uważa ks. Józef Grochowski, obecny proboszcz parafii.

Podkreśla, że kroniki robione są z wielką pasją i pomysłem. Jednocześnie zaznacza, że być może dla wielu dzisiejszych parafian ogromne znaczenie tych kronik może być niedostrzegalne. – Wydaje nam się, że pamiętamy te wszystkie wydarzenia. Ale przecież jest to pamięć wyłącznie wycinkowa. A dla parafii jako takiej i dla historii tutejszych ziem jest to coś nie do przecenienia. W tej chwili nie możemy nawet przewidzieć, jak ważne mogą się one okazać w przyszłości. Patrząc jednak na podobne księgi z przeszłości, z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy powiedzieć, że będą one niezwykle istotne – uważa.

Tę atmosferę czuję do dziś

Pierwsza kronika, którą zrobiła pani Daniela, to zbiór materiałów z trzech wcześniejszych lat, które poniewierały się w gdzieś w parafialnych szufladach. – Tak powstała kronika 2006–2009. Zdjęć było mnóstwo, starałam się więc ułożyć je chronologicznie. Nie miały jednak zbyt wielu opisów i informacji, więc było to bardzo trudne zadanie – przyznaje. Kolejnych 11 tomów to już wyłącznie praca tolkmickiej kronikarki. Jak opowiada, zawsze stara się, aby zdjęć było wystarczająco dużo i miały dokładne opisy.

– Za cztery, pięć, a tym bardziej za dziesięć lat jakieś dwa samotne zdjęcia nic nam przecież nie powiedzą, a nie na tym polega kronika – mówi pani Daniela. Jak dodaje, najbardziej w pamięć zapadła jej praca przy pierwszych Dniach Jakubowych. – Wtedy ks. proboszcz Sławek Szczodrowski był mocno zaangażowany. Bardzo dużo biegał po mieście, kontaktował się z wszystkimi możliwymi przedstawicielami władz, próbował wszystko dogadać, a jak ktoś o coś dopytywał, to kierował do mnie – śmieje się D. Bukowska. – Nie wiem, czy tę atmosferę widać na zdjęciach, ale ja ją czuję do dziś, oglądając te strony – wspomina.

Historia na ekranie komputera

Obecnie parafia planuje digitalizację kronik. – Chcielibyśmy tę ogromną pracę nie tylko uchronić przed zniszczeniem i utrwalić, ale przede wszystkim umożliwić łatwiejszy dostęp do tych kronik wszystkim chętnym – wyjaśnia ks. Grochowski. Proboszcz podkreśla, że wprawdzie kroniki nie są nigdzie ukryte i są dostępne, jeżeli ktoś chciałby do nich zajrzeć, ale niestety nie ma takich fizycznych możliwości, aby mogło je oglądać więcej osób.

To bowiem wiązałoby się nie tylko z potrzebą załatwienia jakiegoś ogromnego lokalu na wyłożenie tych wszystkich tomów, ale także z ryzykiem ich zniszczenia. Ewentualne wypożyczanie wiąże się z podobnym niebezpieczeństwem. Jeśli będą one w formacie cyfrowym, to takie ryzyko odpada – zwraca uwagę. – Dlatego też zamierzamy podjąć prace, które te wszystkie wspomnienia przeniosą na nośniki cyfrowe. Mam nadzieję, że już wkrótce wystarczy kilka kliknięć, aby móc je oglądać na ekranie swojego komputera w domu – podsumowuje proboszcz. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama