GN 24/2021 Archiwum

Moc współbrzmienia

– Gdy inni uśmiechają się podczas naszych występów, my jeszcze lepiej działamy jako wspólnota – mówi Miłosz Kępka, jeden z członków chóru Soli Deo.

Teledysk „Objawienia moc” to pierwsze takie przedsięwzięcie w 15-letniej historii grupy. Ze względu na pandemię i panujące obostrzenia członkowie chóru nie mogli spotykać się i normalnie uczestniczyć w próbach. Bardzo jednak chcieli śpiewać i dzielić się tym śpiewem z innymi. Dlatego postanowili stworzyć wirtualny chór, a najnowszy utwór każdy z członków Soli Deo nagrywał samodzielnie w domu za pomocą... telefonu komórkowego. – Oj, nie było to łatwe zadanie – mówią zgodnie chórzyści.

Dobre trzydzieści powtórzeń

Pierwszą trudność stanowił sam charakter utworu. – Nasz chór dotychczas zajmował się głównie muzyką sakralną, dominowały pieśni typowo kościelne, a tutaj zabraliśmy się za coś dużo lżejszego, rozrywkowego. Więc zmiana od samego startu – opowiada Miłosz Kępka, jeden z chórzystów. Następnie należało pilnować się, aby nie pomylić słów. – Wystarczyło, że przekręciło się jedno słowo, a już trzeba było nagrywać od początku – wspomina Michał Maliszewski. – Dlatego niespecjalnie dziwi to, że wielu z nas miało nawet po trzydzieści podejść – dodaje. – Trzydzieści sześć! – podnosi rękę do góry ze śmiechem Dorota Grzegorzewska, która przyznaje, że jest w chórze nowa, więc chciała, aby jej pierwsze kroki były jak najbardziej udane.

– Z jednej strony, kiedy bardzo nie chcesz pomylić słów, zapominasz o tym, że jesteś nagrywana, i może przydarzyć się na przykład jakaś głupia mina. A z drugiej, kiedy skupiasz się na tym, żeby jak najlepiej wypaść przed kamerą, dużo łatwiej o wpadkę językową. To naprawdę spore wyzwanie – wzdycha Dorota. Śpiewającym doskwierał także brak bliskości dyrygenta. – Jest dużo łatwiej, jeśli dostajesz znak, kiedy masz wejść i kiedy zakończyć, jak akcentować poszczególne frazy, jak śpiewać, żeby się wszystko „nie rozjeżdżało” – wymienia Miłosz. Nagrywania nie ułatwiały także zwykłe techniczne wpadki, jak przewracający się telefon. Coś co przytrafiało się niemal każdemu z uczestników. – W końcu zrobiłam sobie „statyw” z ciasteczek i udało się wszystko nagrać – śmieje się Adrianna Wybraniec.

Nauka pokory

Tak jak było to wyzwanie pod względem muzycznym, tak również to wyglądało od strony technicznej – w kwestii przygotowania teledysku, który mogłaby zobaczyć większa publiczność. – Nigdy wcześniej nie musiałem zgrywać ze sobą aż 21 śladów muzycznych i tyluż obrazów. Ale skoro zdeklarowałem się, że to zrobię, to już nie mogłem się przecież wycofać – śmieje się Krzysztof Olchowik, który dba o techniczne zaplecze chóru, a do wspomnianego utworu gra także na gitarze.

– Ogromną pracę wykonał też Przemek, który wyrównywał wszystkie ścieżki dźwiękowe. Cały montaż to w sumie praca trojga ludzi przez dwa tygodnie – dodaje Krzysztof. – Jednego możemy być pewni – że tworzenie tego utworu wszystkich nas nauczyło pokory – mówi Bożena Kępka, prowadząca i dyrygent chóru. – Wcześniej mieliśmy bowiem przekonanie, że uzupełniamy się na tyle dobrze, iż jeśli ktoś z nas zrobi coś słabiej, reszta chóru to uratuje. Teraz, kiedy każdy musiał nagrywać siebie samego i nie miał przy tym pomocy, nauczyliśmy się, że wszystko musi być za każdym razem zaśpiewane perfekcyjnie przez każdego członka – podkreśla.

Tęsknią za publicznością

Członkowie chóru cieszą się, że stopniowe luzowanie obostrzeń pozwala powoli wracać do normalnych prób. – Wysyłanie nut na mejla i ćwiczenie w samotności to nie jest coś charakterystycznego dla wielogłosowego chóru, który przecież musi współbrzmieć. Dlatego cieszymy się, że udało nam się przetrwać ten trudny czas, i wierzymy, że coraz więcej pracy w grupie przed nami – przyznaje B. Kępka. Wciąż jednak nie wiadomo, jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość, na jakie możliwości koncertowania pozwolą panujące w kraju obostrzenia. Soli Deo jednak bardzo pragnie dzielić się swoją twórczością. – Dlatego chcielibyśmy wkrótce nagrać płytę. Chcemy na niej zawrzeć około dziesięciu utworów – nazwijmy je klasycznych, kościelnych. A także kilka rozrywkowych, takich jak ten z naszego najnowszego teledysku. Oczywiście także w klimacie chrześcijańskim – opowiada Przemysław Budyś, kompozytor.

Członkowie chóru podkreślają, że gdyby nie determinacja kompozytora Przemka, nie zdecydowaliby się na tak duże przedsięwzięcie, jakim jest nagranie płyty w czasie pandemii. – Chór jest tylko wykonawcą utworów skomponowanych przez Przemka. Bez jego kompozycji nie byłoby płyty, nagrań i filmiku, który ostatnio ukazał się na naszym kanale – podkreśla szefowa grupy. Śpiewacy tęsknią już też do występów na żywo. – Dla mnie osobiście – choć myślę, że dla każdego z nas – to wyjątkowe przeżycie, kiedy swoim śpiewem możemy dostarczać innym pozytywnych emocji, uświetnić jakąś uroczystość, święto czy np. Mszę ślubną i być częścią tej wyjątkowej atmosfery – mówi Miłosz. – To samo dotyczy koncertów, kiedy możemy obserwować, jak ludzie nas odbierają. Zwłaszcza wtedy robi się miło, kiedy śpiewają oni z nami jakieś dobrze znane pieśni. Gdy inni uśmiechają się podczas naszych występów, my jeszcze lepiej działamy jako wspólnota – opowiada. Wspólne występy i wyjazdy także pomagają w zacieśnianiu więzi.

– Nie chcemy ich jednak planować zbyt wiele, bo nie wiadomo, kiedy skończy się pandemia. Ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy mieli tylko nagrać płytę i na tym zakończyć, bo to mijałoby się z celem. Wierzymy, że uda nam się wystąpić w naszych zaprzyjaźnionych kościołach, w których regularnie koncertujemy – mówi B. Kępka. Choć chór Soli Deo tworzą głównie młodzi ludzie z Tczewa, można powiedzieć, że jest to inicjatywa łącząca różne miejscowości, a nawet... diecezje. – Niektórzy dojeżdżają na próby po kilkadziesiąt kilometrów – mówi pani Bożena. Sekcja instrumentalna to z kolei przedstawiciele Kwidzyna i Sadlinek.

– Można też powiedzieć, że łączymy pokolenia, ponieważ niektórzy członkowie chóru, którzy zaczynali przygodę z Soli Deo jeszcze jako uczniowie, dziś sami mają dzieci. Często przyprowadzają je na próby, więc maluchy są osłuchane z naszymi wykonaniami, a zazwyczaj potrafią śpiewać nawet całe refreny – opowiada pani dyrygent. Najmłodszy uczestnik ostatniej próby miał zaledwie... cztery tygodnie. – Można więc powiedzieć, że o „zastępowalność” chórzystów jesteśmy spokojni na wiele lat do przodu – śmieje się B. Kępka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama