Nowy numer 38/2021 Archiwum

Zaproszony, by dawać z siebie

– Rozmowy na temat Krucjaty Wyzwolenia Człowieka są świetnym sposobem, by móc dać świadectwo wiary, a samo należenie do niej wcale nie wyklucza z towarzystwa – mówi kl. Karol Palczewski.

Krucjata Wyzwolenia Człowieka została powołana przez ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło–Życie, w 1979 r. jako odpowiedź na apel św. Jana Pawła II: „Proszę, abyście przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności i poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa, co czasem może aż zagrażać jego egzystencji i dobru wspólnemu, co może umniejszać jego wkład do wspólnego skarbca ludzkości, narodów chrześcijańskich, Chrystusowego Kościoła”. Choć od tego momentu minęło już wiele lat, kolejne pokolenia młodych formujących się w Ruchu Światło–Życie wciąż przystępują do tego dzieła.

Zuzanna Omieczyńska tłumaczy, że oaza wychowuje do „podjęcia służby dla braci, ofiarowania daru z samego siebie”. – Jedną z form takiego daru jest podjęcie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, której główne założenie opiera się na modlitwie za uzależnionych oraz całkowitej i dobrowolnej abstynencji od alkoholu – wyjaśnia. – Czuję, że jeśli ja sama doświadczyłam wolności płynącej od Chrystusa, to moim zadaniem jest podać rękę tym, którzy trwają w zniewoleniach. Przynależność do Krucjaty Wyzwolenia Człowieka jest także formą świadectwa – gdy odmawia się wypicia alkoholu i trzeba wytłumaczyć dlaczego – zaznacza oazowiczka. Marcelina Podsiadło członkiem KWC została, gdy miała 18 lat, choć – jak mówi – wcześniej nie sądziła, że „w dorosłość wejdzie w tak piękny i jednocześnie wymagający sposób”.

– Od tamtego momentu każdego dnia staram się kochać coraz mocnej, ponieważ to właśnie pokochanie osoby, za którą ofiarowałam KWC, a która zmaga się z chorobą alkoholową, jest dla mnie najtrudniejsze – przyznaje Marcelina. Kleryk Karol Palczewski do Ruchu Światło–Życie należy od 6 lat. Z tematem KWC zetknął się w czasie rekolekcji Oazy Nowego Życia pierwszego stopnia. Wówczas był już pełnoletni i przystąpił do krucjaty kandydackiej. – Niestety pobudki, z których ją przyjąłem, nie były słuszne. Nie chciałem być gorszy od znajomych, którzy razem ze mną przeżywali te rekolekcje i zdecydowali się dołączyć do tego dzieła – opowiada, przyznając, że jednocześnie był zbyt pewny siebie, myśląc sobie: „Ja nie dam rady? Co to dla mnie rok! Żaden problem”.

– Z taką motywacją jednak nie dałem rady, a raczej po prostu sobie odpuściłem. Roczna kandydacka krucjata szybko stała się półroczną i często brakowało w niej modlitwy KWC – mówi. Po tym stwierdził, że krucjata nie jest dla niego... Po dwóch latach, już jako kleryk, ponownie trafił na ONŻ I st. – jako animator. – Zbliżał się dzień, w którym uczestnicy mieli możliwość podpisania deklaracji. Widziałem ich zapał i chęć dołączenia do czegoś, co ja wcześniej odrzuciłem. Zacząłem znowu o tym myśleć. Tym razem jednak ważne było coś innego niż poprzednio. Byłem animatorem, klerykiem, od Boga otrzymałem wiele darów. Byłem m.in. wdzięczny za powołanie, które otrzymałem i które rozeznawałem. W myśl słów: „komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie” poczułem szczególne zaproszenie do dania z siebie czegoś, czego nikt nie wymaga, bo przecież w krucjacie nie chodzi o pokazanie, że alkohol jest zły. Przeciwnie. Gdyby taki był, to krucjata nie miałaby sensu, bo wszyscy bylibyśmy zobowiązani do odrzucenia złego – uważa kl. Karol. Tłumaczy, że krucjata uczy dobrowolnego wyrzeczenia się czegoś dobrego, aby przez post, modlitwę i świadectwo pomóc tym, którzy tego nadużywają.

– Wtedy zrozumiałem, że KWC jest jednym z doskonałych sposobów realizowania agape – bezinteresownej miłości objawiającej się w dawaniu siebie. A ja nie chciałem się w tym ograniczać! Zdając sobie sprawę, ile otrzymałem od Boga, wiedziałem jednocześnie, że nieważne, ile bym dał, to i tak dostanę więcej. Z taką myślą dołączyłem do KWC podczas rekolekcji i z taką motywacją trwam w niej do dziś bez zachwiania. Niedawno otrzymałem krzyż animatorski. Za każdym razem, gdy po niego sięgam, jestem dumny, że mogę być członkiem tak wspaniałego dzieła. Gdy podpisywałem ją pierwszy raz (błędnie ją rozumiejąc), obawiałem się niezrozumienia, odrzucenia, izolacji w towarzystwie. Jako członek przekonałem się, że nawet jeśli ktoś nie do końca rozumie jej cel, to i tak czuje respekt do osoby, która tak radykalnie podąża za swoimi wartościami – zaznacza kleryk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama