Przez lata wojny i tuż po niej kwidzyńska katedra służyła jako magazyn. Gdy latem 1945 roku franciszkanie przejęli świątynię i szykowali w niej pierwszą uroczystość poświęcenia miejsca modlitwy, zabrakło nawet najprostszych sprzętów liturgicznych. Dwa lichtarze potrzebne na tę okazję trzeba było pożyczyć z parafii Trójcy Świętej - pod warunkiem, że wrócą do właścicieli już po tygodniu.
Ta powojenna bieda, jak przypomniał 14 lipca podczas spotkania w Sali Prepozyta na kwidzyńskim zamku o. Łukasz Waszkielis, historyk sztuki i opiekun zabytków franciszkanów konwentualnych, stała się tłem dla powstania wyjątkowej monstrancji.
Zakonnik przywołał w tym kontekście postać brata Fortunata Guta, który w tamtych trudnych czasach ocalił od zniszczenia elementy dawnego, gotyckiego naczynia liturgicznego, łącząc rzemieślniczy talent z troską o pamięć wspólnoty. - To bohater tej historii - podkreślił prelegent, dodając, że zabytki, jak te, o których była mowa tego wieczoru, są przede wszystkim nośnikami pamięci o konkretnych ludziach.
Ale to nie wszystko. W tle opowieści kryje się coś jeszcze: przedmiot, który przez dziesięciolecia uchodził za bezpowrotnie utracony, a od pewnego czasu na powrót znajduje się w katedrze - choć niewielu wie, gdzie właściwie się ukrywał. Jak udało się go odnaleźć i rozpoznać?
O tym można będzie przeczytać w "Gościu Elbląskim" nr 30 na 26 lipca.








