Śpiewem, muzyką i śmiechem uczczono w tym roku plony w parafii św. Brata Alberta w Elblągu. Wokół kościoła rozstawiono stoiska z jedzeniem, a dla parafian przygotowano wspólny stół i szereg zabaw integrujących całą wspólnotę. W programie znalazły się występy zespołu Szwagry, grupy tanecznej Piastowo Line Dance oraz piosenkarza Jakuba Kokochy, a także licytacja zdjęć do parafialnego kalendarza. Punktem, na który czekano jednak szczególnie, był stand-up ks. Bogusława "Bogusia" Kowalskiego.
Duchowny od razu zaznaczył, że nie jest zawodowym kabareciarzem, a scenę traktuje jako formę duszpasterstwa. Przywołał w tym kontekście słowa nuncjusza apostolskiego Celestina Migliore, który podczas kazania mówił o głoszeniu Chrystusa nie tylko w kościele, ale również w pracy, rodzinie i właśnie w rozrywce. Ta myśl, jak przyznał ks. Kowalski, stała się dla niego uzasadnieniem występów przed publicznością.
Swój program duchowny zbudował na anegdotach z życia parafialnego. Wspominał też, że zamiłowanie do żartów zawdzięcza m.in. zmarłemu przed kilkoma laty ks. Piotrowi Pawlukiewiczowi, z którym łączyły go wieloletnia przyjaźń i wspólna scena. To właśnie z nim wypracował styl humoru, który do dziś towarzyszy jego występom.
Duchowny nie stronił też od żartów wobec samego siebie. Wspominał lata gry w juniorskich drużynach piłkarskich, gdy mimo wysiłku nie udało mu się przebić do pierwszego składu. - Byłem za słaby. Nie ma się co wstydzić, nie zawsze trzeba być orłem - żartował, przywołując bajkę o wróblu, który szczerze przyznał się do własnej słabości, zamiast udawać kogoś innego.
Opowiedział także o psocie sprzed lat, gdy podczas rekolekcji przywiązał koledze kapłanowi z parafii kartonik po soku do rury wydechowej samochodu, co wywołało spore poruszenie wśród okolicznych mieszkańców i nauczycielki, która wzięła to za dowód chuligaństwa młodzieży. Jak podkreślał ks. Kowalski, żeby skutecznie rozśmieszać innych, trzeba najpierw nauczyć się śmiać z samego siebie.









