Tylko dla ojców

Łukasz Sianożęcki

|

Gość Elbląski 26/2017

publikacja 29.06.2017 00:00

Dla niektórych uczestników był to pierwszy wyjazd bez żon. – Może dlatego byli nieco zestresowani, ale myślę, że wywiązali się z zadania bardzo dobrze. Takie wyjazdy mają służyć poznawaniu i wypełnianiu misji ojcowskiej – wyjaśnia Adam.

„Dziękuję ci, Tato, za wszystko, co robisz.   Że bawisz się ze mną,  na rękach mnie  nosisz”. „Dziękuję ci, Tato, za wszystko, co robisz. Że bawisz się ze mną, na rękach mnie nosisz”.
Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

Dzień Ojca to ma być dzień z ojcem. Z takiego założenia wyszła wspólnota Mężczyzn Boga z Elbląga. 21 tatusiów zabrało 35 swoich pociech, aby spędzić z nimi dobę pod namiotem. Nad jeziorem w miejscowości Szeląg mogli nacieszyć się swoją obecnością.

– Dziś przy natłoku pracy często trudno znaleźć czas, aby spędzić go ze swoimi dziećmi – zauważa Adam, jeden z organizatorów wyjazdu. – Doszliśmy do wniosku, że w taki sposób choć trochę będziemy mogli nadrobić tracone każdego dnia bezcenne chwile i po prostu pobyć z naszymi dziećmi. To nie pierwszy taki wyjazd organizowany przez Mężczyzn Boga. Wcześniej dwukrotnie byli na spływie kajakowym. – Taka wyprawa ma jednak swoje minusy – zauważa Janusz. – W kajaku bowiem jeden ojciec może pilnować jednego dziecka. A wielu z nas ma ich przecież więcej. Na biwak możemy zabrać wszystkie. Poza tym pierwszy raz wyjazd ma formę otwartą. – Rozwiesiliśmy plakaty w różnych miejscach i zaprosiliśmy ojców spoza naszej wspólnoty – opowiada Piotr. Z zaproszenia skorzystało sporo osób. – Ponad połowa obecnych tutaj tatusiów nie należy do Mężczyzn Boga. Niektórzy są związani z Kościołem bardziej, inni mniej, ale jest jedno, co wszystkich nas tutaj łączy – bycie ojcem – zauważa Adam.

Debiut bez żon

Z wyjazdu tylko z tatą zadowoleni są także najmłodsi. – Z tatą jest super – mówi Ala. – Zabrał nas na łódkę, kołysał na oponie, byliśmy na wyprawie w lesie – dodaje. Dziewczynka mówi, że tata zajmuje się nimi dobrze, więc wcale nie brakuje jej mamy. Dla niektórych uczestników jest to w ogóle pierwszy wyjazd bez żon. Jak przyznają, to dla pań szansa na chwilę wytchnienia. – Bo przecież najczęściej to one codziennie zajmują się dziećmi i domem. Dla siebie mają niewiele czasu. Kiedy więc możemy zabrać nasze pociechy choćby na trochę, to żony mogą sobie odpocząć – mówi Piotr.

Nauka życia

Kiedy grupa bawi się wspólnie na polu namiotowym, to- warzyszą im ciekawskie spojrzenia innych obozowiczów. – Ale jak to, sami ojcowie z dziećmi? – zastanawia się jeden z letników. – A moim zdaniem to urocze – mówi jedna z wypoczywających pań. – Zdajemy sobie sprawę, że wzbudzamy zdziwienie – mówi Janusz. – Ale wspólnota Mężczyzn Boga jest fenomenem. Bez niej trudno byłoby zorganizować podobną grupę na wyjazd. Wyjazd tylko z tatą ma swoje prawa. – Można powiedzieć, że jest to swoista nauka życia – zauważa Piotr. Dzieci są tutaj oderwane od luksusowych warunków, które mają na co dzień. Nocowanie w namiotach, bez telewizji, bez internetu, bez możliwości dostępu do wszystkiego na zawołanie. To je hartuje. Na biwaku dzieci uczą się nowych rzeczy. Muszą same naostrzyć sobie kij do pieczenia kiełbasy i samemu upiec ją nad ogniskiem. – To uczy je samodzielności. Gdyby były tu z nami nasze żony, wiele tych rzeczy pewnie nie byłoby możliwych. Gdyby zobaczyły 6-latka ze scyzorykiem w ręku, pewnie wybuchłaby panika – śmieje się Adam. Tatusiowie nie tylko uczą dzieci praktycznego radzenia sobie w lesie, ale także mają mnóstwo czasu na rozmowy. – W domu często trudno sobie na to pozwolić. Zejść do poziomu dziecka i wysłuchać wszystkiego, co mówi, skupić całą uwagę na nim – zauważa Adam. – Tutaj jest to możliwe. Mamy sposobność, aby całą naszą uwagę poświęcić tylko im. Wysłuchać, porozmawiać, dać dobrą radę, nauczyć czegoś – uzupełnia Marek. – Nawet takie ognisko to edukacja. Uczymy dzieci, jak obchodzić się z ogniem, ale z drugiej strony wspólne siedzenie wokół niego także pozwala na kolejne rozmowy. Ognisko nie było jedyną atrakcją jaką tatusiowie przygotowali dla swoich pociech. Były gry planszowe i zmagania sportowe, wyjście do lasu i podchody. Było wędkowanie, wyprawy łódką oraz pluskanie się w jeziorze. Przy tej temperaturze wody mamy pewnie by na to nie pozwoliły.

Ojcowie we wspomnieniach

A kiedy dzieci wyczerpane po wszystkich przeżyciach zasnęły w namiotach, mężczyźni jeszcze raz usiedli wokół ogniska i wspominali swoje relacje z ojcami. – Wydaje mi się, że robimy to wszystko, aby być obecnymi w życiu naszych dzieci – mówi Adam. – My staramy się być obecni, bo być może nasi ojcowie nie byli. A może byli w jakiś sposób obecni, tylko nie byli aktywni. My chcemy, aby było inaczej. – Ja doskonale pamiętam każdy wyjazd z moim ojcem – opowiada Piotr. – Chciałbym, żeby kiedy moje dzieci będą dorosłe, również wspominały te wyprawy i żeby wspominały je dobrze – dodaje. Jak mówi, kiedy tylko zbliżają się wakacje, dzieci już wypytują, czy w tym roku również będą „kajaki z tatą”. – To dla mnie niezmiernie ważne, że tego chcą. Te wspólne wyjazdy budują więź, zacieśniają nasze relacje – przyznaje Adam. Mężczyźni Boga mówią, że nawet takie rozmowy przy ognisku mają swoje znaczenie. – Jest wiele śmiechu oraz wzruszeń. Bo rozmawiamy o wszystkim, także o Panu Bogu. Wielu tegorocznych uczestników naszej wyprawy nie zawsze jest blisko Kościoła, więc dla nas „posiadówka” przy ognisku ma także pewien wymiar ewangelizacyjny – dodaje Adam. Kiedy nadszedł czas wyjazdu do domów, nikomu specjalnie się nie spieszyło, aby zwijać namiot. Przy porannej kawie dokańczano poruszone przy ognisku tematy, wspominano dobre zabawy, a także planowano już kolejny wyjazd „tylko dla tatusiów”. – Może na zakończenie wakacji – rzucił Adam. – Świetny pomysł – odparł chór męskich głosów. •