Bezradni wobec „dzikuski”?

Łukasz Sianożęcki współpraca Agata Bruchwald

|

Gość Elbląski 39/2017

dodane 28.09.2017 00:00

Czy w obliczu wcześniejszych, mniejszych zalań oraz powtarzających się alertów pogodowych nie należało dmuchać na zimne, zamiast liczyć na to, że jakoś to będzie?

▲	Zalana została również ulica Fromborska, choć nie leży w pobliżu Kumieli. Tutaj zawiodły systemy odprowadzania wody po opadach. ▲ Zalana została również ulica Fromborska, choć nie leży w pobliżu Kumieli. Tutaj zawiodły systemy odprowadzania wody po opadach.
Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

Deszcz padał już od wczesnego rana. Mieszkańcy terenów sąsiadujących z rzeką Kumielą początkowo z zaciekawieniem, a później ze strachem patrzyli na wzbierający nurt. Nieduża rzeczka przepływająca przez Elbląg, nie bez powodu zwana „dzikuską”, w poniedziałek 19 września, występując z brzegów, wywołała w mieście chaos i spore straty.

Pani Regina mieszka przy ulicy Związku Jaszczurczego. To właśnie tam woda pojawiła się najwcześniej. – Patrzyłam tylko, jak woda zaczęła przybierać. Co mogłam zrobić? Zabrałam jedynie rower z parteru na wyższe piętro. Było tragicznie. Naprawdę się bałam – opowiada. Podobnie poranek wspominają pracownicy jednego z biur przy tej samej ulicy. Jak mówią, w poniedziałek byli już w pracy, gdy około godziny 10 woda pojawiła się przy budynku. A o tym, że zbiera się sztab kryzysowy, usłyszeli dopiero po godz. 11. – Ale wtedy wszystko było już tu zalane – mówią. Na szczęście służby ratunkowe pojawiły się wcześniej na wezwanie samych mieszkańców. Ulicę wyłączono z ruchu, a strażacy układali worki z piaskiem i rękawy przeciwpowodziowe. Przez kilka godzin trwała walka, głównie o niedopuszczenie wody na teren leżącego w pobliżu szpitala. Istniała groźba, że woda zaleje stację transformatorową oraz stację pomp niezbędną do wykonywania dializ. Ostatecznie placówkę udało się ochronić. Niestety, woda dostała się do dziesiątek biur i setek piwnic. Poszkodowani zostali również mieszkańcy ulic: Rawskiej, Wyspiańskiego i Fromborskiej. Ponadto aleja Grunwaldzka, jedna z głównych arterii Elbląga, na wiele godzin została wyłączona z ruchu. Poruszanie się samochodem po mieście było bardzo trudne. Wstrzymano również kursowanie autobusów i tramwajów. Następnej doby opady ustały. Wyszło słońce, a Kumiela wróciła do koryta. Mieszkańcy wzięli się za porządki, a władze za szacowanie strat. Wstępne szkody, jakie wyrządziły ulewy, opiewają na blisko 100 tys. zł. W samym Elblągu jest to ok. 25 tys. zł. Zaś pozostała kwota to straty poniesione przez mieszkańców gminy Elbląg, Pasłęka oraz gmin Godkowo i Wilczęta, gdzie ulewy również spowodowały liczne podtopienia. Mieszkańcy Elbląga w swoich ocenach są jednak zgodni, że takiej sytuacji można było uniknąć. Przypominają, że Kumiela już parokrotnie w ostatnim czasie pokazywała swoje groźne oblicze. Pani Magda przypomina, że niespełna miesiąc temu sytuacja była podobna. – Wtedy w czasie deszczu nasza ulica też była pod wodą – mówi o ul. Związku Jaszczurczego. Jak dodaje, nie wyciągnięto z tego żadnych konsekwencji. – Wielokrotnie postulowałam konieczność prowadzenia w Elblągu działań prewencyjnych i opracowanie planów postępowania w sytuacjach kryzysowych. Obecny problem po raz kolejny obnażył brak należytej koordynacji i metodyki działań. Prognozy pogody znane są z wyprzedzeniem, jednak nie skłoniło to władz miasta do odpowiednio wcześniejszych działań prewencyjnych – mówi Maria Kosecka, radna niezrzeszona. Jak podkreśla, problem nie dotyczy wyłącznie terenów w pobliżu Kumieli, ale pokazuje całkowitą ignorancję miasta w kwestii zabezpieczenia przeciwpowodziowego. Jako przykład podaje ul. Fromborską, na której w wyniku ostatnich opadów również musieli interweniować strażacy. – Pomimo że w okolicy nie mamy Kumieli ani innej rzeki czy potoku, to mamy powódź. Można było tego uniknąć, gdyby odpowiednie służby dbały o drożność kolektorów deszczowych. Brak przepustowości tych systemów połączony z bezmyślnymi pracami wykonanymi przez Spółdzielnię Jutrzenka... i efekt jest widoczny – ocenia M. Kosecka. Włodarze miasta tłumaczą, że wiedzieli o ostrzeżeniach, ale nie spodziewali się, że opady będą... aż tak duże. – Komunikaty z prognozą pogody nie podawały faktycznych opadów, mówiły o dużo mniejszej skali. W Elblągu i okolicach spadło w poniedziałek ok. 75 mm słupa wody, podczas gdy prognozowano 20–30, a lokalnie do 50 mm wody – powiedziała rzeczniczka Urzędu Miasta w Elblągu Joanna Urbaniak. Takie tłumaczenie nie przekonuje mieszkańców. Bo czy wobec wcześniejszych, mniejszych zalań i podtopień, wobec powtarzających się alertów pogodowych, nie należało dmuchać na zimne, zamiast liczyć na to, że jakoś to będzie?