Katedra w ogniu

łs

|

Gość Elbląski 17/2019

dodane 25.04.2019 00:00

Przed laty Elbląg przeżywał podobną tragedię, jakiej dziś doświadcza Paryż.

Po odbudowie wieża tutejszej katedry należy do najwyższych wież kościelnych w naszym kraju. Po odbudowie wieża tutejszej katedry należy do najwyższych wież kościelnych w naszym kraju.
Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

W czasie, gdy oczy świata skierowane są na Paryż, gdzie płonęła katedra Notre Dame, warto przypomnieć, że podobny dramat przeżywali niegdyś mieszkańcy Elbląga.

Katedra Notre Dame to najważniejsza świątynia Paryża i całej Francji. W pożarze, do którego doszło 15 kwietnia, doszczętnie spłonął dach kościoła, a jego iglica runęła. Wysokich temperatur nie wytrzymały także XIII-wieczne rozety i witraże. Uratowano obie wieże i strukturę budynku. Udało się także ocalić większość dzieł sztuki i relikwie.

26 kwietnia 1777 roku zapisał się na kartach historii Elbląga podobnie smutnymi zgłoskami jak kwietniowy wieczór bieżącego roku nad Sekwaną. Tego dnia na elbląskim niebie pojawiły się ciemne chmury, a nad miastem rozpętała się ogromna burza.

Po chwili piorun uderzył w wieżę katedry św. Mikołaja, która momentalnie zaczęła się palić. Podobnie jak w Paryżu odważni mieszkańcy wraz z kapłanami starali się wynieść jak największą część wyposażenia. Niestety, nie udało się ugasić ognia, który strawił wieże i dach kościoła. Wkrótce po pożarze zawaliły się sklepienia, niszcząc przy tym ołtarz główny i te elementy, które pozostały we wnętrzu świątyni.

Odbudowa elbląskiej katedry wiązała się z ogromnym nakładem środków, których wówczas w kasie miejskiej i kościelnej najwyraźniej brakowało. Nie odbudowano spalonej wieży głównej, a cały kościół obniżono o 6,5 metra. Wieżę odbudowano dopiero po 130 latach, a została ona poświęcona 24 października 1906 r.