Palą się, by zobaczyć Polskę

Łukasz Sianożęcki

|

Gość Elbląski 23/2019

publikacja 09.06.2019 00:00

– To będzie doskonała okazja, abyśmy mogli się przekonać o prawdziwości powiedzenia: Polak, Węgier, dwa bratanki – mówi ks. Jerzy Urbanik.

▲	Ludowe stroje to nieodłączny element wydarzenia. ▲ Ludowe stroje to nieodłączny element wydarzenia.
zdjęcia Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

Kiedy podczas spotkania rady parafialnej padła propozycja, aby na doroczny festyn organizowany w parafii ku czci św. Brata Alberta zaprosić gości z zagranicy, pomyślano o Węgrach. Dlaczego elblążanie zechcieli się pochwalić swoim miastem i wyjątkową uroczystością właśnie przed naszymi bratankami znad Balatonu?

Co roku festyn w elbląskiej parafii prowadzonej przez księży salwatorianów uświetnia jakiś wykonawca − solista, grupa czy zespół muzyczny. Pomysł parafian, aby w tym roku zaprosić artystów z Węgier, był możliwy do zrealizowania, ponieważ ks. Jerzy Urbanik, obecny administrator parafii, posługiwał przez 17 lat w węgierskiej miejscowości Galgahévíz. – Ktoś z wiernych przypomniał sobie o tych związkach i zapytał, czy jest to do zrobienia. Wykonałem jeden telefon do znajomych, z którymi utrzymuję kontakt, i zapytałem. To, co wydarzyło się później, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania – opowiada kapłan.

Parafianie od Brata Alberta spodziewali się, że odwiedzi ich kilku przedstawicieli zespołu folklorystycznego z Galgahévíz. – Już przy pierwszej rozmowie wyrazili ogromną chęć przyjazdu do Polski. Kiedy po tygodniu zadzwoniłem, aby upewnić się w sprawie przyjazdu, chętnych było już dwadzieścia osób. Po kolejnych dwóch tygodniach usłyszałem, że do tego, by zobaczyć Polskę, pali się już 35 osób. Od razu więc zapytali, czy będziemy mieć ich gdzie przyjąć na nocleg – uśmiecha się ks. Jerzy.

Okazało się, że z przyjęciem takiej liczby osób nie będzie problemu. Już po pierwszym ogłoszeniu zgłosiły się rodziny, które zadeklarowały chęć przyjęcia 15 osób. – Myślę, że to potwierdza − i przekonają się o tym nasi goście − że polska legendarna gościnność to szczera prawda – cieszy się kapłan.

Zespół, który przyjedzie do Elbląga, zaprezentuje w czasie pokazów zarówno ludowe, lokalne pieśni i tańce, jak i tradycyjne stroje. Ponadto Węgrzy ugotują dla mieszkańców naszego miasta swoje przysmaki, z węgierskim gulaszem na czele.

Przedstawiciele węgierskich wiernych przyjadą do Elbląga 16 czerwca w godzinach porannych. Już wtedy będą mieli okazję zapoznać się z rodzinami, u których będą nocować. Po intensywnych występach ponownie będą mogli odpocząć u elbląskich parafian. – Mogę zagwarantować, że dzięki temu wszyscy przekonamy się o prawdziwości powiedzenia: Polak, Węgier, dwa bratanki – zapewnia ks. Jerzy.

I choć wierni nie ukrywają, że dużym wyzwaniem będzie pokonanie bariery językowej, to wierzą, że to ograniczenie nie przeszkodzi we wzajemnej integracji. – Wielu z nich mówi po angielsku, po niemiecku, tak jak nasi parafianie, więc sobie poradzimy – uspokaja kapłan.

Jedna z parafianek, aby zaradzić tym trudnościom, pobrała na swój domowy komputer program, który tłumaczy język polski na węgierski. – Na pewno nie jest to doskonałe narzędzie, ale mam nadzieję, że mi nieco pomoże. A śmiechu będzie pewnie przy tym co niemiara – mówi uśmiechnięta.

Goście z Węgier w czasie pobytu w Polsce będą mieli okazję zwiedzić i poznać nie tylko Elbląg. Planują także wyjazd do Trójmiasta. Wezmą również udział we Mszy Świętej odpustowej, która będzie sprawowana 17 czerwca w kościele św. Brata Alberta oraz w odsłonięciu tablicy pamiątkowej dla uczczenia ks. Mieczysława Tylutkiego, zmarłego proboszcza parafii.