Wierny do końca

Agata Bruchwald

|

Gość Elbląski 10/2020

publikacja 05.03.2020 00:00

Miał nieść czerwoną flagę w pochodzie pierwszomajowym. Powiedział swoim przełożonym: „Macie swoich ludzi, dajcie im ją”. On mógł nieść jedynie biało-czerwoną.

◄	Odsłonięcie obelisku upamiętniającego niezłomnych w Kwidzynie 17 września 2015 roku. Pan Jan pierwszy z lewej. ◄ Odsłonięcie obelisku upamiętniającego niezłomnych w Kwidzynie 17 września 2015 roku. Pan Jan pierwszy z lewej.
Agata Bruchwald /Foto Gość

Jan Paśko urodził się 18 lu- tego 1926 r. w Wolicach Piaskowych, w gminie Sędziszów. Wstąpił do Armii Krajowej i posługiwał się pseudonimem „Lampart”. Działał w okręgu krakowskim, obwód Dębica, podobwód „Zbroja” Sędziszów.

W akcjach przeciwko okupantowi uczestniczył czynnie od marca 1943 r. do sierpnia 1944 r. W jednej z nich z magazynów wojskowych w majątku rolnym w Gnojnicy w gminie Ropczyce przejął wraz z innymi pewną ilość mąki, cukru i broni. Następnie ubili 30 tuczników. Załadowali na samochód ciężarowy niemieckiej firmy Draisinenbau z Sędziszowa i odstawili do zgrupowania AK w odległych o 6 km Zagorzycach. W tej samej akcji z folwarku zabrali wszystkie krowy i konie, które także trafiły do zgrupowania. Po wojnie zamieszkał w Kwidzynie i pracował w energetyce. Powtarzał: „Jestem Polakiem, nie jestem komunistą”.

Zbliżał się 1 maja – Święto Pracy – a on w pochodzie miał nieść czerwoną flagę. Nie zgodził się. Nieść mógł jedynie flagę biało-czerwoną. Pamięta, że powiedział do przełożonych: „Macie swoich ludzi, dajcie im ją. Ja nie jestem waszym człowiekiem”. Innym razem, gdy wrócił z terenu do zakładu pracy, dowiedział się, że trwa zebranie. Okazało się, że uczestniczą w nim członkowie PPS i PPR. Mógłby do nich dołączyć, jeśli wstąpiłby do partii, ale odmówił. Przestał dostawać premie, które wtedy bywały wyższe od podstawowego uposażenia. Z pracy odszedł. Był kierowcą i mechanikiem, więc bez problemu znalazł inną – tym razem w mleczarni. Jeździł do okolicznych wsi i zwoził mleko. Przełożeni z poprzedniego zakładu zabiegali o to, by wrócił. Jan Paśko doskonale pamięta spotkanie z jednym z kierowników, który rozmawiał z nim ubrany w mundur i z bronią w ręce.

Powiedział do niego: „Pan ma ręce ufajdane powyżej łokci. Ja mam ręce czyste”. Był więźniem politycznym. Oskarżono go o szpiegostwo. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku 20 lipca 1950 r. skazał go na 8 lat więzienia. Kiedy był więziony przez UB w Gdańsku, trafił do karceru. Nagi został zamknięty w pomieszczeniu, w oknie którego były jedynie kraty. Był luty, ubowiec, który go pilnował, miał na sobie kożuch i filcowe buty. Pan Paśko w karcerze siedział od godz. 18 do 10 następnego dnia.

– Tak bardzo przemarzłem, że myślałem, że to mój koniec. Ale byłem młodym, zdrowym i silnym człowiekiem. Wszystko przetrzymałem, miałem tylko podwyższoną temperaturę – mówi Jan Paśko. Mężczyzna więziony był we Wronkach, Potulicach, a także pracował w kamieniołomach w Ośrodku Pracy Więźniów w Piechcinie. Na wolność wyszedł 6 maja 1956 r. na mocy amnestii z 27 kwietnia 1956 r. Jan Paśko należy do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Wielokrotnie odznaczany. Najważniejsze z odznaczeń to Krzyż Kawalerski Odrodzenia Polski, który otrzymał 26 maja 2008 r. od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Chciałby jednak, żeby także dzisiaj pamiętano o osobach takich jak on.