„Sukces” to nie jest imię Boga

Agata Bruchwald, Łukasz Sianożęcki

|

Gość Elbląski 23/2020

publikacja 04.06.2020 00:00

Nauczanie i prowadzenie wspólnoty to trudne zadania, których podejmują się, wstępując na tę drogę.

Wyjątkowo wyglądały tegoroczne święcenia kapłańskie w diecezji elbląskiej. Ze względu na panującą epidemię przez długi czas nie było wiadomo, jaki będą one miały przebieg. Aby móc zapewnić możliwość udziału jak największej liczbie wiernych, zadecydowano, by odbyły się dwie oddzielne uroczystości.

►	Nowo wyświęcony ks. Damian Winiarz.   ► Nowo wyświęcony ks. Damian Winiarz.
Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

Jako pierwszy święcenia przyjmował diakon Damian Winiarz. – Jezus widział społeczności ludzkie jak owce niemające pasterza. Takie stado jest zdezorientowane. Pasterz prowadzi je na odpowiednie łąki, na dobre pastwiska. Jego brak, brak jego głosu sprzyjają panice w stadzie, rodzi się niepewność, dochodzi do chaosu – mówił w homilii podczas tej uroczystości bp Jacek Jezierski. – Potrzebni są przeto dobrzy pasterze owiec. Niezbędne są osoby upoważnione do prowadzenia innych we wspólnocie wiary – podkreślał. Jednocześnie przywoływał także słowa niedawno zmarłego ks. prof. Wacława Hryniewicza, który często mawiał, że „sukces” nie jest imieniem Boga. Pasterz diecezji elbląskiej zwracał uwagę, że dzisiejszy świat bardzo naciska na odniesienie sukcesu, zyskanie aprobaty innych czy aplauz.

– Tymczasem wartość życia człowieka wiąże się ze szlachetnością, dobrocią, wiernością w posłudze. Dotyczy to również duchownego. Życie księdza nie może być grą obliczoną na popularność. Ono ma być wypełnianiem podstawowych zadań. Zwyczajną służbą – podsumował.

▲	Ksiądz Michał Semeniuk tuż po zakończeniu  Mszy Świętej.   ▲ Ksiądz Michał Semeniuk tuż po zakończeniu Mszy Świętej.
Agata Bruchwald /Foto Gość

Drugiej Mszy św. ze święceniami przewodniczył bp Wojciech Skibicki. Sakrament kapłaństwa przyjął wówczas diakon Michał Semeniuk. Biskup zaapelował, aby zgromadzeni w katedrze towarzyszyli swoją modlitwą temu, który wybrał drogę pójścia za Chrystusem, reprezentując cały lud Boży.

– Sytuacja współczesnego świata jest niezwykle skomplikowana. Od powojennych czasów pewnie jeszcze nie było tak globalnego narażenia ludzkości, tak dużo lęku i cierpienia. W tej sytuacji potrzebni są nie tylko ci, którzy są lekarzami ciała. Nie tylko ci, którzy troszczą się o chorych, udzielając im pomocy medycznej, ale w tak skomplikowanym świecie, w takiej sytuacji, szczególnie potrzebni są także ci, którzy leczą ducha – którzy niosą pomoc duchową – mówił bp Skibicki.

Dalej w homilii biskup zwrócił uwagę, że dziś Kościół przeżywa smutek z powodu tego, że w tak wielu krajach był mocno ograniczony dostęp do Eucharystii. – Ale to się zmieni. My sami czujemy, widzimy, jak zmienia się to także u nas. Ten czas pokazał, jaki jest w nas głód duchowy, jak doświadczaliśmy tego, że nie mogliśmy w pełni, ze swobodą, uczestniczyć w Eucharystii – powiedział. Hierarcha dodał, że wielką radością jest obecność tych, którzy chcą ofiarować swoje życie Chrystusowi i być współpracownikami winnicy Pańskiej.

– Aby tak mogło być, trzeba dojrzałego namysłu, aby pójść za Chrystusem Nauczycielem, Panem i Pasterzem. Aby sprawować ofiarę Jego Ciała i Krwi dla zbawienia wiernych, aby posługiwać sakramentami – wymieniał. – Drogi Michale, otrzymasz święcenia prezbiteratu. W imieniu Chrystusa Nauczyciela będziesz pełnić urząd posługiwania nauczycielskiego. Nauczanie innych jest trudnym zadaniem, ale zawsze najbardziej przekonujące jest świadectwo własnego życia. Głoś słowo Boże z radością, głoś Ewangelię, która jest Ewangelią miłości. Niech płynąca z niej nauka będzie pokrzepieniem ludzkim, nawet – a może szczególnie – w chwilach trudnych, najtrudniejszych. W ten sposób, żyjąc jako człowiek modlitwy, wiary i Ewangelii, swoim słowem i przykładem będziesz budować dom Boży, to jest Kościół, mocą Chrystusa i kapłaństwa, które otrzymasz, będziesz mógł sprawować sakramenty – powiedział bp Wojciech Skibicki.

Droga Krzyżowa zmieniła wszystko

„Sukces” to nie jest imię Boga

Ks. Michał Semeniuk z parafii św. Rafała Kalinowskiego w Elblągu

Nigdy nie chciałem być księdzem. Dla mnie, jako młodego chłopaka, kapłaństwo – mówiąc najdelikatniej – nie było atrakcyjne. Wydawało mi się, że osoby, które wstępują do seminarium, to takie „chodzące ideały”. Ale w Boga wierzyłem zawsze, choć z dzisiejszej perspektywy nie nazwałbym tego wiarą... Kiedy miałem 20 lat, w Wielki Piątek uczestniczyłem w nabożeństwie Drogi Krzyżowej, które zmieniło wszystko. Pan Bóg dał mi siebie doświadczyć poprzez słowa pieśni: „Wziął mój grzech, za mnie umrzeć chciał”. Coś we mnie pękło – doświadczyłem tak wielkiej miłości ze strony Pana Boga. Był to dzień narodzin prawdziwej wiary. Nie znaczy to jednak, że nagle zapragnąłem być księdzem. Ale od tego momentu dokonywała się we mnie stopniowa przemiana. Pamiętam okres, kiedy teoretycznie wszystko było dobrze: miałem dziewczynę, studiowałem budownictwo, dużo czasu spędzałem ze znajomymi – idealne życie studenckie. Jednak przez cały czas czułem, że nie jestem na swoim miejscu. Któregoś wieczora, zrezygnowany, pogadałem z Panem Bogiem tak szczerze: „Nie wiem, czego ode mnie chcesz. Znasz mnie – jestem słaby, może zwyczajnie się boję. Daj mi konkretny znak, bo się gubię i nie wiem, co mam robić”. Po modlitwie otworzyłem Pismo Święte na słowach: „Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i pójdź za Mną”. Powaliło mnie. Od razu zobaczyłem, że to ja jestem tym bogatym młodzieńcem, którego Pan Bóg zaprasza do pójścia za Nim. Tak jak on odszedłem smutny, bo nie byłem w stanie „sprzedać” moich „posiadłości”: dziewczyny, kolegów, wygodnego życia. Od tamtego momentu widziałem jednak, czego Pan Bóg ode mnie chce. Dopiero w seminarium poczułem się na swoim miejscu. Jako ksiądz najbardziej chciałbym pracować z młodzieżą. Staram się jednak nie nastawiać na jakieś konkretne wspólnoty. Każdą grupę w parafii tworzą ludzie, którym należą się jednakowa troska i oddanie. Ja chciałbym służyć najlepiej jak potrafię tam, gdzie będzie taka potrzeba. Moje pasje to piłka nożna (lubię być zarówno zawodnikiem, jak i kibicem). Mama od dziecka powtarzała: „Tylko piłka Ci w głowie”... Lubię także muzykę i śpiew. Wieczór z gitarą w gronie bliskich – to jest to!

Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi (J 13,14).


Moją prawdziwą pasją jest liturgia

„Sukces” to nie jest imię Boga

Ks. Damian Winiarz z parafii św. Leona Wielkiego w Wejherowie

Wiele osób mówiło mi: „Będziesz księdzem”. A ja chciałem być lekarzem i starałem się zrealizować to marzenie. Po maturze poszedłem do pracy i miałem swój plan na życie. Powołanie do kapłaństwa od zawsze się we mnie tliło, ale ja je zagłuszałem. Zawsze byłem blisko Kościoła i w pewnym momencie w moim życiu pojawiły się osoby, które pomogły mi rozeznać moją życiową drogę. One tak naprawdę nauczyły mnie modlitwy, bardziej osobowej relacji do Pana Boga. Pokazały mi, że mogę z Nim porozmawiać, jak z ojcem, przyjacielem, a nie uważać Go za kogoś, kto wszystkim steruje – karze nas albo wynagradza za nasze czyny. 5 lat po zdaniu matury zdecydowałem się wstąpić do seminarium duchownego, choć wtedy wydawało mi się to... absurdem. Mieszkałem w małej wsi i z tyłu głowy brzmiało mi pytanie: „Gdzie ja do takiego świata?”. Ale Pan Bóg mnie poprowadził... Lubię poznawać ludzi i świat. Bliska jest mi muzyka – sakralna, instrumentalna, organowa, z chęcią słucham także piosenek, które są grane w radiu. Lubię mieszać style, można powiedzieć, że mam gust eklektyczny. Wciąż pociąga mnie medycyna. Czytam książki, publikacje naukowe oraz oglądam przeróżne programy medyczne – od zwykłych ciekawostek po nagrania z operacji. Jednak moją prawdziwą pasją jest liturgia. Zatapiając się w jej piękno, czuję, jak Bóg dotyka mojej duszy i ściśle się z nią łączy. Sporo osób mi mówi, że odnajdę się na wielu obszarach duszpasterskich. Mam dobry kontakt i z młodszymi, i ze starszymi osobami. Poznałem środowisko niepełnosprawnych. Ukończyłem kurs języka migowego. Praca w takim środowisku wydaje się wyzwaniem, ale ja sądzę, że umiałbym się w nim odnaleźć.

Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj! (Syr 2,5–6).