Moich sił tu nie wystarczy

Agata Bruchwald

|

Gość Elbląski 37/2020

publikacja 10.09.2020 00:00

To Pan Bóg dawał im wytrwałość, odwagę i pocieszenie.

▲	– Po raz kolejny widzę, że pielgrzymka ukazuje ludzką, bardziej ewangeliczną i apostolską twarz duchowieństwa – uważa  kl. Damian. ▲ – Po raz kolejny widzę, że pielgrzymka ukazuje ludzką, bardziej ewangeliczną i apostolską twarz duchowieństwa – uważa kl. Damian.
Agata Bruchwald /Foto Gość

Piesza pielgrzymka na Jasną Górę trwa przez cały rok. Moment powrotu do domu to czas, kiedy pielgrzymi zaczynają dzielić się z innymi tym, co przeżyli w ciągu kilkunastu dni spędzonych w trasie. Tegoroczna, XXVIII Elbląska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę była szczególna, bo miała miejsce w czasie pandemii. Choć wszystkim pątnikom towarzyszyło wiele obaw, nie zabrakło śmiałków, którzy nawet w tak niepewnych warunkach postanowili do Matki Bożej wyruszyć po raz pierwszy.

To było niesamowite przeżycie

Agnieszka o pielgrzymowaniu marzyła od 20 lat. Decyzję o tym, że pójdzie z mężem Tomaszem, podjęła spontanicznie. Choć wyruszyć postanowili w ostatniej chwili, udało im się wszystko zorganizować – od skompletowania niezbędnych rzeczy po znalezienie opieki dla siedmiorga dzieci.

„Na początku było wspaniale: pielgrzymkowy klimat, żadnego jęczenia dzieci wokół, modlitwa i śpiew. Po kilku dniach przyszedł kryzys – ból, zmęczenie, brak snu i sił. W tym właśnie momencie znalazłam drzwi do Chrystusa i Jego Matki. Zrozumiałam, że sama nie jestem w stanie dojść na Jasną Górę – moich sił tu nie wystarczy. I wtedy zaczęłam wołać do Mateczki o pomoc. To był taki wewnętrzny krzyk, a Ona zawsze przychodziła z pomocą” – napisała Agnieszka, która wędrowała w grupie Pomezania Kwidzyn – Żuławy Nowy Dwór Gdański.

Był to dzień, kiedy była bardzo zmęczona i obawiała się, że to koniec jej pielgrzymowania. W czasie postoju weszła do kościoła na krótką modlitwę. Gdy wychodziła ze świątyni, zaczepiła ją młoda siostra zakonna. Spojrzała jej głęboko w oczy i powiedziała: „Siostro! Pan Jezus bardzo mocno cię kocha”. Agnieszka, słysząc to, rozpłakała się, a słowa te okazały się swoistym zastrzykiem, który przywrócił jej siły, by mogła iść dalej.

Jeszcze ten dystans...

Kleryk Damian Kokocha SDS do Matki Bożej pieszo wyruszył po raz piąty. Trzy razy wędrował w pielgrzymce warmińskiej, a raz – bielskiej. – Każda z tych pielgrzymek utwierdziła mnie w kilku rzeczach: nigdy nie wiem, czego się spodziewać na pielgrzymce i jaki to będzie czas. Czy będzie trudno fizycznie, psychicznie, duchowo? Nigdy nie wiem, jakie będą owoce pielgrzymowania. Jednak jestem pewien, że zawsze jest to czas ogromnej łaski Bożej, czas, w którym możemy zbliżyć się do Boga, do nas samych i do drugiego człowieka – opowiada. Przed tą pielgrzymką miał wiele obaw. Niedawno przeżywał duchowy kryzys, był jeszcze nieco rozbity wewnętrznie, a poza tym zupełnie nie znał przewodnika grupy ani osób, z którymi miał wędrować.

– Jeszcze ten dystans – prawie 500 km i 15 dni drogi... Psychicznie, duchowo i fizycznie nie dam rady! Nie ma nawet o czym mówić... Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułem taki strach i takie obawy, jak jadąc właśnie do Elbląga – wspomina. Po kilku dniach okazało się, że hasło pielgrzymki: „Bądź wola Twoja” jest mocniejsze niż wszelkie jego obawy i ograniczenia. – I to ono powinno być hasłem naszego życia, które przecież też jest rodzajem pielgrzymki. Pan Bóg rozwiał wszystkie moje wątpliwości i dał mi ogromne siły: i fizyczne, i duchowe. W chwilach, gdy było ciężko i był ból, Pan dał wytrwałość, w chwilach smutku – pocieszenie, w chwilach strachu – odwagę – mówi.

Czułam, że upadłam

Według Zuzi, która pielgrzymowała w grupie Salvator, decyzja o tym, że pójdzie na pielgrzymkę, była jedną z cięższych, jakie musiała podjąć w swoim 17-letnim życiu. Sił fizycznych wystarczyło jej na tydzień marszu i niestety, choć wokół niej było wiele miłych i dobrych osób, czuła się, jakby była sama. „Wieczór 5 sierpnia okazał się wyznacznikiem kresu moich możliwości fizycznych i psychicznych – czułam, że upadłam. Bałam się, że nie dam rady i się poddam. Następnego dnia rozmawialiśmy o pokorze, o tym, jak ważny jest to aspekt w dobrym podejściu do spraw wiary. Wtedy zrozumiałam, że brak mi właśnie tej pokory i cierpliwości. Zaczęłam nie tylko o nie prosić, ale i dziękować za to, co mam – w sercu poczułam ulgę i wiarę, że dam radę” – przyznaje Zuzia.

W sierpniowe dni zrozumiała, że pielgrzymka to czas kształtowania się jedynej i niepowtarzalnej relacji z Panem Bogiem. Więcej świadectw pątników przeczytać można na profilu facebookowym Elbląskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę.