Renesans Topolna Małego

Łukasz Sianożęcki

|

Gość Elbląski 10/2021

publikacja 11.03.2021 00:00

Czy wskrzeszenie wsi, która została już całkowicie zapomniana, ma sens?

Domy, które staną w tym miejscu, to wyłącznie uratowane zabytki architektury drewnianej. Podobne do domu w Kępniewie (na zdjęciu), przy którym FOZAD prowadzi także prace renowacyjne. Domy, które staną w tym miejscu, to wyłącznie uratowane zabytki architektury drewnianej. Podobne do domu w Kępniewie (na zdjęciu), przy którym FOZAD prowadzi także prace renowacyjne.
Łukasz Sianożęcki /Foto Gość

W tym wszystkim nie chodzi w ogóle o ratowanie zabytków – mówi Filip Gawliński, którego Fundacja Ochrony Zabytków Architektury Drewnianej ocaliła od ruiny już siedem zespołów zabytkowych na Żuławach. Kolejnych dziewięć czeka na przeniesienie w nowe miejsce. – Ratowanie zabytków nie może być bowiem celem samym w sobie. I dla nas nie jest. Bo przecież tak naprawdę można się uprzeć, wyburzyć jakiś obiekt i postawić go np. z pustaków, obić drewnem i z zewnątrz będzie wyglądał tak jak poprzednio. Ale człowiek inaczej się w nim czuje, zmienił technologię stawiania tego budynku i zagubił sens życia w takim domu... tego już się nie da odratować – uważa F. Gawliński.

Stąd pomysł „wskrzeszenia” wioski Topolno Małe, która niegdyś składała się z ok. 30 gospodarstw, a w wyniku działania władz PRL oraz różnorodnych przekształceń rolnych dziś liczy sobie zaledwie... dwa domy.

Władze ludowe przejęły tamtejsze grunty i wyburzyły większość budynków, planując postawić tam wielki PGR. Okazało się, że wilgotna ziemia żuławska nie jest tak łatwa do uprawy, grzęzną w niej nawet najsilniejsze ciągniki, więc ambitne plany partii zostały porzucone, a o wsi zapomniano. – Do niedawna było tam dwóch mieszkańców, ale w minionych dniach otrzymaliśmy smutną wiadomość, że jeden z nich zmarł. Tak więc dziś w Topolnie jest już tylko jedno zamieszkane gospodarstwo. Ale my wierzymy, że to się wkrótce zmieni – twierdzi F. Gawliński.

Czuć się jak Noe

– Nie wiem, czy takie porównanie nie będzie przesadą, ale rozmyślając nad historią Noego, pomyślałem, że on musiał się czuć podobnie jak my teraz. Bo przecież kiedy jego współplemieńcy zobaczyli, że buduje ogromny statek pośrodku pustyni, pukali się w głowy. Pytali: po co ty to robisz? Wyśmiewali go, szydzili z niego, nawet w pewnym momencie najbliżsi odwrócili się od niego – opowiada prezes FOZAD. – Tak samo wielu naszych znajomych czy osób z zewnątrz zastanawia się, jaki ma sens odtwarzanie wsi, która – można powiedzieć – „przegrała z współczesnością”. Czy ma sens taki powrót do korzeni? My odpowiadamy: ma. I to głęboki – dodaje z uśmiechem.

Los Topolna Małego podzieliło wiele innych wsi, które znajdują się na Żuławach. W PRL-u sporo je spotkało. To było nie tylko planowe niszczenie budynków, ale i zasypywanie rowów i cieków wodnych czy też wycinanie wierzb i robienie sztucznych nasadzeń, np. topolami, które są gatunkiem zupełnie dla Żuław obcym. – Dlatego w całym regionie możemy spotkać miejscowości strasznie przez komunę zeszpecone, nieprawdziwe. My chcemy to odwrócić – deklaruje F. Gawliński.

Dziewicze tereny

Wspomina, że Topolno Małe „odkrył” ponownie na początku lat 2000. – To były wówczas tereny dziewicze, nikt się tym nie interesował. Działki były zapuszczone, powoli wkradał się już do nich las. Samo karczowanie sadu na jednej z nich, gdzie znajdują się ponad 100-letnie grusze i jabłonie, zajęło nam dwa lata – mówi. W tym samym czasie do pana Filipa zaczęły zwracać się osoby, które miały zabytkowe domy, ale nie wiedziały, w jaki sposób im pomóc. – Wiedzieli, że my już wtedy uratowaliśmy drewniany dom w Brudzędach, więc prosili nas, abyśmy wzięli od nich stare, zabytkowe domy, bo sami mieszkali już w nowych, ale szkoda było im niszczyć te, w których się wychowali – wspomina.

Wtedy zdał sobie sprawę, że trzeba się wziąć za „lokowanie wsi”. – Ale od razu wiedziałem, że to nie może być skansen. Nie chciałem bowiem muzeum, w którym budynki stoją i „wyglądają”. Od razu odrzuciłem taką koncepcję. Chciałbym stworzyć wieś, która będzie żyła, a jednocześnie będzie przykładem harmonijnego krajobrazu – podkreśla.

Jak podkreśla F. Gawliński, dziś większość z nas zapomniała, jak ważne jest zharmonizowanie budynku z krajobrazem i to, by sam budynek miał harmonijne proporcje, oraz jak istotne jest to, w jaki sposób jest usytuowany. – Kiedyś nie ustawiało się budynku frontem do ulicy. To nie ona była wyznacznikiem tego, jak budynek ma stać, ustawiało się go narożnikami w kierunku stron świata. Dlatego wszystkie stare budynki, czyli takie, które mają około 200 lat, są ustawione tak, aby dobrze oświetlało je słońce. To takie proste i takie praktyczne – wskazuje.

Według planów fundacji do przeniesionego do Topolna budynku przypisana będzie także ziemia. – Sam budynek przecież na niewiele nam posłuży, trzeba mieć się przy nim czym zająć. Trzeba mieć krowy, świnie czy konie, coś, z czego będzie można żyć. Do tego jakąś uprawę, może ziemniaki, a może kwiaty... cokolwiek. Bo to jest sens życia na wsi – wylicza F. Gawliński.

Prawdziwy powrót do życia

Pomysłodawca odrodzenia Topolna podkreśla, że zdaje sobie sprawę, iż nie jest to życie dla każdego. – Dziś wielu z nas jest bardzo przywiązanych do rzeczy, tzn. posiadania najnowszej komórki, lepszego telewizora, nowszego samochodu, codziennego robienia zakupów itp. Ale przecież zdajemy sobie doskonale sprawę, że to nie jest do życia konieczne – zauważa.

– Z drugiej strony jesteśmy coraz częściej zalewani ze wszystkich stron materiałami o tym, jak to dobrze jest żyć w zgodzie z naturą. Traktują o tym liczne strony internetowe, blogi, vlogi, kanały w telewizyjne czy internetowe. Tymczasem w większości przypadków takie „życie zgodne z naturą” ogranicza się do wypicia szklanki soku z jarmużu, który na paczce miał napisane, że pochodzi z uprawy eko – dodaje. – Ale co z tego, kiedy nadal żyjemy w domach z betonu, którego pochodzenie dziś trudno ustalić. Otaczani jesteśmy coraz większymi koszmarkami architektonicznymi. A o tym, czym jest estetyka i harmonia w otoczeniu, nasze młode pokolenie w ogóle nie słyszało. Wciąż gonimy za wirtualnymi potrzebami, a nasze życie otacza ciągły chaos – uważa. – I dopiero teraz dochodzimy do prawdziwego sensu naszych przedsięwzięć. W „odrodzeniu” Topolna Małego chodzi o to, żeby w jednym miejscu zlokalizować budynki, które będą zachowywały tę zasadę harmonijnej zabudowy, tzn. same w sobie będą tak zbudowane, aby nadawały kierunek tym ludziom, którzy będą tam żyli. Ponieważ kiedy obcuje się z harmonijnym stylem, żyje w tak zorganizowanej przestrzeni i obcuje z krajobrazem, to niejako zmusza to do pewnego stylu życia. Po prostu nie da się żyć chaotycznie w tego typu budynku – podkreśla.

– A warto chyba też zwrócić uwagę, że koronawirus oraz wprowadzone ostatnio obostrzenia dobitnie pokazały to, co przeczuwaliśmy przez ostatnie dwadzieścia lat. W przypadku tak ogromnych przemian, ludziom ogranicza się dostęp do wszystkiego, ostatecznie ocaleje jedynie samowystarczalna wieś – podkreśla prezes FOZAD.