Nowy numer 28/2018 Archiwum

Nic dla siebie

Ojciec Andrzej – człowiek, który był znany na całym ówczesnym świecie – chodził w połatanym habicie.

Dziś z inicjatywy Stowarzyszenia „Prabuty-Riesenburg” odsłaniamy tablicę upamiętniającą o. Czesława Andrzeja Klimuszkę – mówił 18 października ks. Dariusz Juszczak, proboszcz parafii św. Wojciecha w Prabutach.

– Chcemy w ten sposób uczcić pierwszego powojennego duszpasterza tych ziem. Zaraz po wojnie franciszkanie, odpowiadając na apel rządu i episkopatu, wysłali ponad 100 współbraci na tzw. Ziemie Odzyskane. Ojciec Andrzej wyruszył wówczas na Pomorze i osiadł właśnie w Prabutach. Zadaniem zakonników było zorganizowanie życia oraz roztoczenie opieki nad ludźmi, którzy przybyli tu zza Buga. – Takie samo zadanie miał również o. Andrzej – przypomniał proboszcz. Ojciec Klimuszko pracę w Prabutach opisywał jako ciężką i odpowiedzialną. – Przybył tu, aby otoczyć duszpasterską opieką tych, którzy się osiedlili – mówił w homilii o. Grzegorz Piśko OFMConv. – Przybył po to, aby to miejsce stało się wolne, aby w tym miejscu rozwijać się i zapuszczać korzenie, aby tworzyć Polskę. W tamtym czasie do franciszkanina przybywało mnóstwo osób, także spoza Prabut, prosząc o pomoc. Do dziś wielu pamięta o. Andrzeja nie tylko jako znakomitego znawcę ziół, ale również jako wizjonera. – My dziś patrzymy na o. Andrzeja przez pryzmat jego zdolności, przez pryzmat daru poznania, przez to, że czytał w ludzkich sercach. Często patrzymy tylko na to, co wydaje się nam czymś nadzwyczajnym, ale musimy pamiętać, że o. Klimuszko był niesamowitym duszpasterzem – podkreślał o. Piśko. – Nigdy nie przeszedł obojętnie obok drugiego człowieka, zwłaszcza gdy był to człowiek smutny, poraniony czy potrzebujący pomocy. Ojciec Andrzej – człowiek, który był znany na całym ówczesnym świecie – chodził w połatanym habicie. Nic dla siebie – to było jego motto. Był to człowiek, który zawsze pochylał się nad ubóstwem duchowym i materialnym tych, których spotykał. Tak duża popularność osoby duchownej nie była akceptowana przez władze w czasach kształtowania się tzw. państwa socjalistycznego. Z powodu swojej działalności o. Klimuszko był prześladowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Komuniści regularnie prowadzili akcje eliminacji „niebezpiecznych” księży. – Musiał ukrywać się, a nawet uciekać w przebraniu kobiety i pod zmienionym nazwiskiem – opowiadał o. Grzegorz. Kiedy go ostrzeżono, ojciec Andrzej wyjechał z Prabut. Było to 8 grudnia 1948 r. – Z opowiadań mojej mamy wiem, że przed opuszczeniem miejscowości o. Klimuszko ukrywał się w domu moich rodziców w Gdakowie. Był też tam częstym gościem – wspomina pani Henryka. Następnie kapłan zaszył się na kilka lat w klasztorze w Lubomierzu koło Limanowej. Ujawnił się dopiero w roku 1955 w Nieszawie, gdzie ponownie podjął pracę duszpasterską. We wrześniu 1961 r. przeniósł się do klasztoru w Elblągu, w którym zmarł 25 sierpnia 1980 r. – Ojciec Andrzej nigdy nie chciał się wyróżniać i w tym tkwi jego największa wartość – podsumował o. Piśko. – Bo nie wyróżniając się, jako pokorny naśladowca świętego Franciszka, czynił rzeczy wielkie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma