Nowy numer 37/2018 Archiwum

Znaleźli swoje miejsce

– Kiedy 5 tysięcy męskich głosów śpiewa „Bogurodzicę” na wałach jasnogórskich, to ciarki przechodzą po plecach – wspomina wyjazd Andrzej.

Pierwsze Oblężenie Jasnej Góry, czyli spotkanie u tronu Królowej, które odbyło się 4 listopada, przyciągnęło do częstochowskiego klasztoru ponad 5000 mężczyzn z całej Polski. Wśród pomocników organizujących to wydarzenie byli elbląscy Mężczyźni Boga. Aby dotrzeć do Częstochowy, elbląska delegacja wyjechała już o 2.00 w nocy.

Na miejscu byli ok. 10.00, akurat, aby zdążyć na pierwsze konferencje. Trzy wystąpienia trwały do godz. 13, a po przerwie na obiad odbyła się Msza św. kończąca męskie Oblężenie Jasnej Góry. – To była bardzo konkretna piguła treści i wartości, trafiająca prosto między oczy – opowiada ze śmiechem Jarosław. Konferencje odbywały się pod hasłem: „GPS”. Nazwa ta pochodziła od… pierwszych liter głównych nazwisk prelegentów, którymi byli Mieczysław Guzewicz, Jacek Pulikowski i Stanisław Sławiński. – Panowie opowiadali o roli mężczyzny, o męskiej duchowości oraz o osobistej kondycji duchowej – mówi Jarosław. – A Mieczysław Guzewicz po prostu mnie powalił, gdyż wydawało mi się, że mówi prosto do mnie. – Mnie z kolei najbardziej podobało się świadectwo bp. Zbigniewa Stankiewicza z Rygi – wspomina Andrzej. Zapadły mu w pamięć słowa hierarchy, który najpierw był inżynierem, imał się różnych zajęć, poszukiwał swojej drogi. – Powiedział takie fajne zdanie: „Kiedy otrzymałem sakrę biskupią, zrozumiałem, że jestem we właściwym miejscu, i życzę wam, aby każdy z was znalazł swoje miejsce” – dodaje. To było naprawdę poruszające. Jak mówi Jarosław, dla niego jest ważne, aby być w takich miejscach, gdzie spotykają się mężczyźni o podobnym do niego duchu. – Gdy dziś wejdziemy do jakiegokolwiek kościoła, widzimy, że wypełniają go panie. One lubią dużo mówić i opowiadać o swoim życiu. A przecież Pan Jezus czeka także na nas, bo chce sobie porozmawiać krótko i na temat. Po męsku. – Dla mnie szczególnie wzruszające było też to, że byli tam 20-latkowie oraz panowie, którzy mieli dużo więcej wiosen na karku, a mimo to czuliśmy się bardzo dobrze w swoim towarzystwie – opowiada Andrzej. Z kolei dla Krzysztofa to był pierwszy taki wyjazd. – Warto było podjąć trud tej pielgrzymki i nocnego wstawania – opowiada. – Niczego się nie spodziewałem, niczego nie chciałem. Myślałem tylko o tym, żeby odmówić „Ojcze nasz” z naszymi chłopakami. Okazało się, że było nas, chłopaków, 5 tysięcy. Tak więc jest moc! – uśmiecha się. – Jechałem tam z zerowymi oczekiwaniami, a dostałem wszystko – przyznaje Krzysztof.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma