Nowy numer 37/2018 Archiwum

Rodzina Proskenionu

Rychliki to nieduża gmina leżąca na zachodzie województwa warmińsko- -mazurskiego. Tutaj mieszkańcy pokochali teatr.

Ja nie mam nic, ty nie masz nic, razem mamy akurat tyle, żeby zrobić coś wspaniałego – z takiego założenia musieli wyjść siedem lat temu Michał Fedak i Elżbieta Biczak, kiedy zakładali Proskenion. Grupa teatralna o tej nazwie to jedyny taki projekt w Polsce. Kompletny teatr od aktorów i reżyserów, przez scenografów i dźwiękowców, aż po speców od efektów specjalnych tworzą osoby wyłącznie z jednej gminy. Tą gminą są Rychliki.

– Wszystko zaczęło się jeszcze w szkole, kiedy nasza polonistka, pani Ela Biczak, omawiała „Dziady”. Zaproponowała wówczas, żeby zrobić inscenizację tej sztuki. Było kameralnie, tylko w klasie, ale wyszło całkiem fajnie – wspomina Michał Fedak. Wtedy też pojawił się pomysł, aby zrobić to samo w kościele parafialnym.

Zaplecze na chórze

Proboszcz ks. Lech Wasilewski bez problemu dał zielone światło. – Rychliki są małą miejscowością i mieszkańcy wiedzieli, że odbywają się próby do przedstawienia. Mieliśmy też darmową reklamę: głośnik na kościele. Dźwięk niesie się daleko na okolicę. W dniu spektaklu całe Rychliki się wyludniły – opowiada M. Fedak. – Już wtedy wyglądało to bardzo dobrze, było klimatycznie, przy świecach, bez elektrycznego oświetlenia. Kościół był pełen ludzi. W Rychlikach dużo mówiło się potem o tym przedstawieniu – wspomina pani Elżbieta.
 Michał Fedak przyznaje, że to był moment, który popchnął wszystkich do dalszego działania. Wtedy też świątynia w Rychlikach została „bazą” Proskenionu. – Kościół stał się salą prób, tu wystawiane były też pierwsze spektakle, a na chórze mamy rekwizytornię – wylicza Michał. Pomagała również pobliska szkoła podstawowa. – Dyrekcja użyczała sprzętu, wspomagała radą. Celem było robienie sztuki na naprawdę wysokim poziomie. – A to nie byłoby możliwe bez Michała – mówi Marzena Kruszka, odpowiedzialna za stroje. Jej zdaniem to on jest motorem napędowym całej grupy. Michał macha ręką i mówi, że sukces jest wspólny. – Ja tylko staram się wszystko koordynować, a że elementów składowych jest całe mnóstwo, to nie sposób wymigać się od pracy. Od tamtej chwili minęło już siedem lat. Na koncie grupy zebrała się pokaźna liczba spektakli i miejsc, gdzie były wystawiane. Jako druga w repertuarze pojawiła się baśń „Pan Twardowski”. Grali ją m.in. w Ornecie, Młynarach, Kwietniewie. Za każdym razem przy komplecie publiczności. – Tam mogliśmy zaprezentować po raz pierwszy to, co dzisiaj tak bardzo lubimy wymyślać i wprowadzać, czyli efekty specjalne – wspomina Michał. Wtedy zastosowaliśmy suchy lód i gorącą wodę. – Wiedzieliśmy, że efekt jest niesamowity i stwarza niepowtarzalny klimat. Byliśmy z tego niezmiernie dumni i z niecierpliwością czekaliśmy na rozpoczęcie przedstawienia. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Poza jedną rzeczą – nie ustaliliśmy, kto ma ten suchy lód polewać wodą – śmieje się Michał. – Uratowała nas zupełnie obca pani, która w ostatniej chwili zaproponowała swoją pomoc.

Myszami w publiczność

Kolejnym wyzwaniem była „Stara baśń” Kraszewskiego. To tutaj najbardziej dało się odczuć, że w działalność teatru jest zaangażowana cała miejscowość. – Trzon teatru to kilkadziesiąt osób, ale tak naprawdę pracują w nim wszyscy mieszkańcy – mówi Michał. Sąsiedzi i znajomi szyją stroje, robią makijaże, wykonują rekwizyty. – Gdy trzeba pomóc, są gotowi zawsze: ktoś zbije klatkę, bo potrzeba, ktoś inny ją pomaluje. Do „Starej baśni” panie wieczorem i nocą szyły nasze stroje, potem jeszcze prasowały – opowiada szef grupy. Przy tej sztuce również bardzo często zmienia się miejsce akcji, więc nie brakuje pracy dla nikogo. – Przygotowania do wystawienia „Starej baśni” trwały ponad dwa miesiące – opowiada Elżbieta Biczak. – Bo skąd wziąć na przykład myszy? Z pomocą przyszły oczywiście życzliwe mieszkanki. Panie uszyły czterdzieści puchatych zwierzątek, do złudzenia przypominających żywe stworzenia. Efekt przeszedł nasze oczekiwania. W kościele ciemność, stryjowie są martwi, wstają jako trupy i rzucają w widownię myszami. W ławkach był pisk – uśmiecha się pani Elżbieta. – Jednak ostatecznie myszy tak bardzo przypadły do gustu widzom, że na następne przedstawienia trzeba było przygotować kolejne – opowiada Marzena Kruszka. Najmłodszy z aktorów ma jedynie 7 lat. – Lubię przychodzić, bo tutaj się nie nudzę – mówi Krzyś. W obecnie wystawianych „Dziadach” jest częścią chóru, ale najbardziej podobała mu się rola, którą powierzono mu w „Starej baśni”. – Grałem tam Ziemowita – wspomina z dumą i recytuje fragment swojego tekstu. Niewiele starszy od Krzysia jest Jakub. – To również fenomenalny młody aktor – mówi o nim pani Elżbieta. – Bardzo chciał dziś z nami zagrać, bo występujemy w jego rodzinnym Kwietniewie, ale niestety zdrowie mu nie pozwoliło. Do Proskenionu należą również studenci. Choć opuścili już Rychliki i uczą się w dużych miastach, często bardzo odległych, chętnie przyjeżdżają na próby oraz przedstawienia. – Tego, co daje granie na scenie, nie da nic innego – uważa Monika Laskowska, studentka Politechniki Gdańskiej. – Kontakt z publicznością, możliwość bycia w grupie, która jest tak zaangażowana, od maluchów po dorosłych, to niesamowite przeżycie. Poza tym wszyscy tutaj się lubimy, jesteśmy na siebie otwarci. Tworzymy jedną wielką rodzinę. To właśnie otwartość decyduje o tym, że grupa działa tak sprawnie. – Niczego przed sobą nie ukrywamy. Nawet kiedy dzielimy role, robimy to publicznie. Nie ma tak, że ktoś ustala: ty będziesz grał to, a ty to. Dzięki temu nie ma wśród nas zazdrości, że ktoś dostał ważniejszą rolę. Zresztą staramy się też często zmieniać, a nie ma z tym problemu, bo praktycznie każdy z naszych aktorów zna już te sztuki na pamięć – wyjaśnia M. Fedak.

Sztuka zamiast kiełbasy

Wsparcie mieszkańców też jest nieprzerwane. – Ludzie nam pomagają, bo pokazaliśmy im, że możemy wspólnie zrobić coś fajnego i że wcale nie trzeba na to dużej kasy. To jest też dowód na to, że nie tylko festyn z kiełbasą może być popularną formą spędzania wolnego czasu w małych miejscowościach – mówi Michał Fedak. Trud, zaangażowanie oraz poziom Proskenionu docenili nie tylko widzowie. W czerwcu br. teatr otrzymał doroczną nagrodę starosty elbląskiego w dziedzinie kultury. – Była ona dla nas zaskoczeniem, bo nie robimy tego teatru dla nagród. Zrobiło się o nas troszkę głośniej, więc musimy trzymać poziom, a nawet go podnosić – mówi Michał Fedak.
 Nagrodę grupa przeznaczyła na zakup mikrofonów z mikroportami, żeby ułatwić pracę aktorom.
 Z kolei prezentem, jakim Proskenion obdarowuje wszystkich donatorów, szczególnie parafię, jest doroczne misterium Męki Pańskiej, które wystawiają na wzgórzu wokół kościoła w Rychlikach. Przedstawienie zaczyna się po zmroku, poszczególne stacje odgrywane są wokół świątyni, zaś kończy się sceną Zmartwychwstania już w jej wnętrzu. – Z głośników kościoła niesie się muzyka z tekstami Gorzkich Żali. Całą trasę oznaczyliśmy płonącymi pochodniami. Po prostu ciarki przechodzą po plecach – mówi Elżbieta Biczak. Wraz z końcem listopada grupa przestaje wystawiać „Dziady”. – W grudniu jest już inny klimat, więc ten rodzaj sztuki nie pasowałby do tego czasu – wyjaśnia pani Elżbieta. – Choć nie mamy sprecyzowanych planów na przyszłość, to spotkania wciąż się odbywają, tak samo jak próby. Jedyny nasz konkretny plan to trwać i się rozwijać – podsumowuje szef grupy.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma