Rodziny czekają na kolędę. Mają przygotowany stół, wszyscy domownicy modlą się. Widać, że cieszą się z tego spotkania, możemy wspólnie umocnić się w wierze – mówi ks. Antoni Myjak, proboszcz parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Starym Dzierzgoniu. Ksiądz proboszcz nie ukrywa, że staje czasem przed domami, których drzwi są otwarte, ale słyszy: „Proszę bardzo. W domu jest matka, niech ksiądz do niej idzie”. W naszej diecezji nie brakuje także domów, których mieszkańcy czekają na kapłana, ale nie w komplecie. – Rodziny są rozbite przez migrację zarobkową. Wielu moich parafian pracuje za granicą – tłumaczy ks. Jerzy Młocicki, proboszcz parafii św. Barbary w Krzyżanowie. – Te rodziny są trochę pokaleczone. Spotykają się tylko w czasie świąt, większych rodzinnych uroczystości... Gdy jedna osoba pracuje za granicą, rodzinie w kraju finansowo wiedzie się znacznie lepiej niż jeszcze kilkanaście lat temu. Jednak za lepszy status społeczny trzeba zapłacić często wysoką cenę. – Dziś kondycja duchowa rodziny jest dużo gorsza niż kiedyś, gdy wszyscy mieszkali razem – mąż, żona i dzieci – ocenia ks. Jerzy. Więcej o wizytach duszpasterskich w naszej diecezji na s. III ►►
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








