Nowy numer 33/2019 Archiwum

Marianie zawsze przynosili nam dobro

Przez pół wieku nic się nie zmieniło. Ci wyjątkowi księża przyciągają ludzi jak magnes.

W tym roku mija 50 lat od przybycia pierwszych księży marianów do Elbląga. Przez ten czas w parafii Wszystkich Świętych służyło w sumie 56 kapłanów i 8 braci zakonnych ze Zgromadzenia Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. – Każdego z nich wspominamy bardzo ciepło, przede wszystkim za serdeczność i otwartość, jaką chyba każdy marianin się charakteryzuje – mówi Jadwiga Kwapisz, parafianka.

Proboszcz pamięta o nas, a my o nim

Szczególnie w pamięci wiernych zapisał się pierwszy proboszcz ich parafii, ks. Tadeusz Mierzwiński. Do Elbląga przybył on na prośbę ówczesnego proboszcza parafii św. Mikołaja, ks. Mieczysława Józefczyka, który obiecał utworzenie w niedługim czasie placówki mariańskiej. „Warunki do pracy przy kościele Wszystkich Świętych nie były łatwe: mały kościółek, zupełny brak salek katechetycznych, brak mieszkania dla księdza. Przy kościele była plebania, ale zajęta przez władze miejskie. Cała katechizacja, w liczbie 25 godzin tygodniowo, odbywała się w kościele, który nie był do tego zupełnie dostosowany. Za mały do niedzielnych Mszy św., a za duży na salkę katechetyczną. W porze zimowej były problemy z ogrzewaniem” – tak w swoich wspomnieniach ks. Mierzwiński opisuje pierwsze wrażenia. Ponadto pracę kapłana utrudniało to, że mieszkał on w domu parafialnym na Starym Mieście, więc dojazdy pochłaniały znaczną część dnia. – No i nie mógł być z parafianami przez cały czas, a wiemy, że bardzo tego pragnął – wspomina Ewa Nitkiewicz, kolejna z parafianek. Dlatego też ks. Mierzwiński postanowił wynająć niewielki pokój w mieszkaniu państwa Sikorskich przy ulicy Górnośląskiej. Dzięki temu mieszkał blisko kościoła. – O moim pierwszym spotkaniu z ks. Mierzwińskim wiem z opowiadań rodziców – wspomina pani Jadwiga. – Kiedy ks. Tadeusz odwiedził nas w domu, leżałam z wysoką gorączką. Rodzice powiedzieli o tym księdzu, na co on odparł z uśmiechem, że pewnie wcale nie jestem chora, tylko nie przygotowałam zeszytu z religii. Kiedy zobaczył, w jakim jestem stanie, bardzo się przejął. Do dziś, kiedy się spotykamy, mówi mi, że już teraz zawsze wierzy, gdy ktoś mówi, że jest chory. Pierwszego spotkania z księdzem Tadeuszem nie zapomni także pani Ewa. – Przyszedł jakiś ksiądz, potargał mi czuprynę, trochę się zdziwiłam. Ale za chwilę wyjął z płaszcza książkę z modlitwami do I Komunii Świętej. Była przepiękna, miała śliczne obrazki, czytanki, fragmenty Ewangelii. Byłam zachwycona – opowiada. Jak mówią parafianie, ks. Mierzwiński potrafił odnaleźć w ludziach to, co ważne. – Przy tym zawsze pamiętał o swoich parafianach – zauważa E. Nitkiewicz. – Nawet dziś, kiedy już nie pracuje w Elblągu, potrafi zadzwonić i zapytać, co u nas słychać. Pomimo upływu lat wciąż jest zainteresowany swoimi byłymi parafianami.

Kto go będzie słuchał?

Spośród wielu marianów, którzy posługiwali w Elblągu, niektórzy mają szczególne miejsce w sercach parafian. Do takich należy ks. Czesław Szyszko, który zajmował się duszpasterstwem dzieci. – Kiedy przyszedł do parafii, moja mama wykrzyknęła: Ojej! Taki malutki, rudziutki, kto go będzie słuchał? Po czym okazało się, że przychodzą do niego tłumy dzieci – śmieje się pani Ewa. – A to dlatego, że robił niesamowite rzeczy – mówi J. Kwapisz. Parafianie wspominają, że w tamtych czasach coś takiego jak rzutnik slajdów w kościele to była rzecz niespotykana. – Tymczasem my wraz z ks. Czesławem na wielkich arkuszach brystolu pisaliśmy piosenki dla dzieci. Później wywieszaliśmy je w kościele i tak uczyliśmy śpiewać najmłodszych parafian. Tak samo było z młodzieżą. – Na katechezy do marianów przychodzili młodzi nie tylko z naszej parafii, ale z całego miasta – mówi pani Ewa. – A kiedy już poczuli atmosferę mariańskiej ekipy, zostawali na stałe. Z kolei ks. Stanisław Galant, który po pracy w Elblągu przeniósł się do Brazylii, został zapamiętany jako twórca Grupy Biblijnej. – Skupiał wokół siebie intelektualistów i organizował dla nich rzeczy na tamte czasy niewyobrażalne. Spotkania i katechezy, wyjścia w różne ciekawe miejsca, prelekcje… A trzeba wspomnieć, że miał niebywałą charyzmę i dar przemawiania – opowiada pani Jadwiga. Wyjątkowym wydarzeniem, które również wspominają wierni do dziś, są jedyne święcenia kapłańskie, jakie odbyły się w ich parafialnym kościele. W grudniu 1978 roku przyjął je diakon Ireneusz Chodakowski. – Do użytku oddany był tylko dolny kościół, którego strop, niestety, przemarzał, i to przemarzanie było tak duże, że po prostu kapało z sufitu, więc ludzie stali wewnątrz z parasolkami – śmieje się Jadwiga Kwapisz. Na dzień święceń parafianie musieli przygotować także specjalny system odprowadzania tej wody tak, aby nie leciała ona na głowę konsekrującego biskupa.

Do domu wracamy dużo później, niż powinniśmy

W pamięci zapisał się również ks. Ireneusz Meller. – Świętej pamięci ks. Meller zwany był Prusakiem. A to dlatego, że tak ostro szkolił ministrantów – wspomina obecny proboszcz ks. Artur Radacki. – Ale to była dobra szkoła, bo w tamtym czasie do Służby Liturgicznej Ołtarza w naszej parafii należało 150 chłopców. Gdy szliśmy taką grupą na Boże Ciało do katedry, musiało to robić wrażenie – opowiada. – Obraz tej naszej 50-letniej obecności tutaj nie byłby pełny, gdyby nie wspomnieć o parafianach – mówi ks. Artur. – A możemy o nich mówić tylko dobrze. To, że nasza parafia przez te lata mogła rozwijać się tak prężnie, to jest ich zasługa. Młode małżeństwa zamieszkujące nowo powstające osiedla bardzo zasilały naszą wspólnotę. Sami parafianie podkreślają, że to właśnie dzięki wielokrotnie wspominanej otwartości marianów ta współpraca układa się tak dobrze. – Pamiętam, że kiedy jeszcze księża musieli przechodzić przez pobliski park, żeby dotrzeć do kościoła, to choć wyruszali z domu w pojedynkę, do świątyni docierali otoczeni wianuszkiem ludzi. Tak bardzo każdy chciał choć chwilę z nimi porozmawiać – wspomina pani Jadwiga. – Tak samo jest dziś. Księża po Mszy św. zawsze chętnie wychodzą, by z nami porozmawiać. I ta rozmowa płynie w tak miłej atmosferze, że nawet się nie orientujemy, że wracamy do domu dużo później, niż powinniśmy – dodaje Ewa Nitkiewicz. Wierni przyznają, że nie sposób opowiedzieć o każdym z księży pracujących w ich parafii. – Ale łączyło ich zawsze to, że przynosili nam dobro, bez względu na to, jaki czas u nas spędzili – podsumowują zgodnie parafianki.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL