Nowy numer 33/2019 Archiwum

Misja „do góry nogami”

O pomaganiu ludziom i głoszeniu Boga w Albanii oraz przygotowaniach do wyjazdu do Kazachstanu i na Ukrainę opowiadają Marta Forc i Agnieszka Gosieniecka.

Agata Bruchwald: Misje dla mnie to…

Agnieszka Gosieniecka: Otwartość serca i chęć dania siebie innym. W czasie posłania jeden z księży powiedział nam, że jedziemy na 16 placówek, ale jest też 17. placówka – ta, tu i teraz. Za mniej więcej dwa miesiące wyjadę po raz pierwszy do domu samotnej matki w Charkowie, a już teraz opowiadam ludziom o misji. O tym, że potrzebuję pomocy, że potrzebują jej ludzie, do których jadę.

Misje to także przyznanie się do swojej wiary, pokazanie rodzinie, że to nie tylko chodzenie do kościoła, ale chęć zrobienia czegoś więcej dla innych.

Marta Forc: Z drugiej strony ludzie, których spotykamy w czasie misji, dają nam bardzo dużo. Kiedy głosimy im Pana Jezusa, czy też swoją postawą pokazujemy, jacy jesteśmy, oni się nam odwdzięczają. Robią to chociażby poprzez uśmiech.

W ubiegłym roku byłam wspólnie ze znajomymi na placówce w Albanii, w Bilaj. W pierwszą niedzielę, tuż po dotarciu tam, w kościele nie zobaczyliśmy żadnego dziecka, a kiedy uczestniczyliśmy w niedzielnej Mszy św. tuż przed powrotem do Polski, w świątyni było wiele dzieci. Śpiewały pieśni po polsku i po angielsku. To był niezwykle piękny widok, zachęciliśmy ludzi do tego, by uczestniczyli w Eucharystii.

W Bilaj poznaliśmy 19-letniego, chorego psychicznie mężczyznę. Zazwyczaj wolontariusze prosili go, by odszedł na bok, bo przeszkadzał. My zaangażowaliśmy go w przygotowywanie przedstawienia. Był bardzo zafascynowany tym, co się działo. Zaczął nam pomagać i całkowicie się zmienił. Z osoby, która przeszkadzała, śmiała się i denerwowała innych, zmienił się w niezwykle pomocnego człowieka.

Dlaczego postanowiłaś wyjechać na misje?

M.F.: Wszystko zaczęło się w czasie samotnej pielgrzymki do Santiago de Compostela. Był to czas, w którym otrzymałam bardzo dużo pomocy od innych. Stwierdziłam, że chciałabym to oddać. Ludzi, których poznałam, pielgrzymując, z pewnością już nigdy nie spotkam, dlatego pomyślałam o misjach.

O Wolontariacie Misyjnym „Salvator” dowiedziałam się w czasie spowiedzi. Zaczęłam rozmawiać ze spowiednikiem o wyjeździe na misje, a on powiedział, że prowadzi taką wspólnotę w Elblągu. I tak zaczęła się moja przygoda z misjami, poznałam wolontariuszy z regionu, późnej pojechałam na spotkanie ogólnopolskie. Było fantastycznie, spotkałam niesamowitych ludzi. W tym roku pojadę do Atyrau w Kazachstanie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL