Nowy numer 41/2019 Archiwum

Chorzy przychodzili tu zawsze

– Gdy powiedziałem proboszczowi, że zostały mi trzy miesiące życia, poprosił, byśmy pomodlili się przy ikonie św. Mikołaja – mówi Roman Hnatiuk.

Choć od wydarzenia minęły niemalże dwa lata, jego świadkowie dzielą się przeżyciami dopiero dziś. Dlaczego? – Daliśmy sobie czas, myśląc kategoriami ludzkimi, czekając na większą pewność – mówi o. Paweł Potoczny, proboszcz greckokatolickiej parafii pw. św. Mikołaja w Cyganku.

– Ten czas był również czasem modlitwy i rozeznawania: co dalej robić? Doszliśmy do wniosku – i jesteśmy głęboko o tym przekonani – że nadeszła pora, by powiedzieć światu, co miało miejsce w naszej parafii po modlitwie przed ikoną św. Mikołaja i jego relikwiami – dodaje kapłan. Po modlitwach przy relikwiach św. Mikołaja uzdrowiony został tamtejszy parafianin, Roman Hnatiuk, u którego zdiagnozowano nowotwór skóry – czerniaka złośliwego. O tym, że choroba została wykryta, zadecydował „przypadek”. – W 2017 r. nasilił się u mnie kaszel, z którym nie mogłem sobie sam poradzić. Udałem się więc do lekarza rodzinnego – opowiada pan Roman. Wychodząc z gabinetu, pokazał lekarzowi, prawie od niechcenia, narośl na prawym ramieniu. Lekarz obejrzał ją i skierował jeszcze tego samego dnia do specjalisty.

Pierwsze pytanie lekarza po obejrzeniu narośli brzmiało: – Panie Hnatiuk, gdzie pan był do tej pory? Dlaczego pan nie przyszedł wcześniej? Obawiam się, że może być za późno. To jest rak czerniak, postać złośliwa. – Wówczas mój świat zawalił się. Zadałem sobie pytanie: „Dlaczego ja, Boże?” – wspomina R. Hnatiuk. – Zapytałem pani doktor, co dalej, ile zostało mi jeszcze czasu – dodaje. Lekarka powiedziała, żeby jak najszybciej udał się do szpitala w Elblągu do chirurga onkologa, ale jego szanse oceniła na niewielkie: – Bardzo trudno ocenić, ile czasu panu zostało. Ale raczej niedużo. Tak od 3 do 6 miesięcy. Wszystko w rękach Boga. Następnego dnia – po wizycie u chirurga onkologa i skierowaniu na wycięcie narośli – pan Roman nadal nie mógł się pozbierać.

– Po powrocie do domu nie mogłem sobie znaleźć miejsca, nie miałem z kim porozmawiać. Było już popołudnie, więc pojechałem do cerkwi, aby prosić Boga o łaskę i oddać się Jego woli – mówi. Ksiądz proboszcz, gdy tylko usłyszał o ciężkiej chorobie parafianina, natychmiast zadecydował o odprawieniu Mszy św. w jego intencji. Po zakończeniu Eucharystii udzielił mu także sakramentu namaszczenia chorych i poprosił, aby wspólnie pomodlili się przed ikoną św. Mikołaja z Myry, która znajduje się w cerkwi. – Niespodziewanie zrobiło mi się dużo lepiej. Modlitwa przed ikoną wlała w moją duszę spokój, przywróciła wiarę, że wszystko będzie dobrze – mówi. – W myślach powtarzałem: „Bądź wola Twoja!”. I to dodawało mi energii i chęci do życia. Poczułem się bardzo lekko. Dostałem od św. Mikołaja odwagę i wiarę w opiekę nad moją osobą. Dzień później pan Roman miał zabieg. Po następnych dziesięciu otrzymał wynik badania histopatologicznego. Rozpoznanie: czerniak złośliwy kończyny górnej z barkiem.

– Wobec czego na 12 października 2017 r. zostałem zaproszony na konsylium lekarskie, które miało opracować plan kompleksowego leczenia onkologicznego – wyjaśnia. Panu Romanowi usunięto także dwa zakażone węzły chłonne. Na następnym konsylium, które odbyło się po kolejnych ośmiu dniach, pacjent nie mógł rozszyfrować spojrzeń lekarzy. Przeglądali oni wyniki i nie mogli wyjść ze zdziwienia. – Jest pan „czysty”. Nie ma pan raka – mówili lekarze. Pytali podejrzliwie, czy nie brał jakichś leków. – Nie brałem, ponieważ na pierwszym konsylium powiedziano mi, że na to nie ma lekarstwa. Nie była też brana pod uwagę radioterapia czy chemioterapia – odpowiadał. Lekarze nadal nie dowierzali. – Opowiedziałem im więc o modlitwie przy ikonie św. Mikołaja i jego wstawiennictwie. O tym, jaki spokój poczułem i jaką opiekę otrzymałem. Skwitowali to jednak wyłącznie milczeniem – wspomina.

Konsylium zaleciło szereg dalszych badań, które potwierdziły, że Roman Hnatiuk nie ma już raka. – Choć jestem w tej parafii dopiero pięć lat, zaskakuje mnie ona cudami na każdym kroku – zapewnia o. Paweł. Tak było też pewnego razu, kiedy porządkował świątynię. – Wtedy zrozumiałem, że uzdrowienie pana Romana to nie przypadek – opowiada. W czasie sprzątania jego uwagę przykuło malowidło na ołtarzu, który znajduje się w świątyni od ok. XVIII wieku. – Widzimy na tym wizerunku wnętrze kościoła, w którym znajduje się obraz świętego Mikołaja, do którego tłumnie schodzą się chorzy i chromi. Kiedy to zobaczyłem, usiadłem z wrażenia. To jest coś niesamowitego – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL