Nowy numer 33/2019 Archiwum

To nie pobożnościowy survival

– Gdybym patrzył tylko na siebie, w życiu bym nie wziął w tym udziału. Zrobiłbym wszystko, żeby nie iść – śmieje się Tomasz Sztychmiler.

Święty Maksymilian Maria Kolbe otrzymał od Matki Bożej propozycję wyboru jednej z dwóch koron: białej, oznaczającej czystość, i czerwonej, oznaczającej męczeństwo. Młody, dopiero dorastający wówczas chłopak wybrał obie. Odtąd jego życie było zupełnie inne. Skąd taka decyzja?

Bo prawdziwy mężczyzna nie bawi się w półśrodki, nie chodzi na skróty, nie wybiera ścieżki z górki, tylko idzie na całość – z takiego założenia wychodzi wspólnota Droga Odważnych, która 20 lipca tego roku organizuje już trzeci raz Drogę na Maxa. Jest to spotkanie formacyjne dla mężczyzn połączone z nocną pielgrzymką do sanktuarium i klasztoru w Niepokalanowie, miejscu życia i działalności św. Maksymiliana. – Nazwa tej inicjatywy bierze się oczywiście nie tylko od imienia świętego, ale także od tego, że wymaga od uczestników pełnego, maksymalnego zaangażowania się – mówi Mariusz Marcinkowski, lider główny wspólnoty.

– Gdybym patrzył tylko na siebie, w życiu bym nie wziął w tym udziału. Zrobiłbym wszystko, żeby nie iść – śmieje się Tomasz Sztychmiler, członek wspólnoty. – Ale gdy patrzę na św. Maksymiliana, który wszystko robił na maksimum, to wiem, że muszę się zapierać siebie, zmieniać swoje myślenie. Nie dawać się też ponieść temu, co podpowiada ciało, ale robić to, co dobre dla ducha – deklaruje. Na wydarzenia składa się nie tylko cały dzień rekolekcji i spotkań formacyjnych, po którym następuje wyczerpująca, 35-kilometrowa pielgrzymka. Poprzedzają je kilkudniowe przygotowania. – One odbywają się przez internet, więc teoretycznie łatwo je sobie odpuścić – mówi Mariusz. – Ale przecież nie o to chodzi. To nie jest kurs, który chcemy zrobić „po łebkach”. Musimy angażować się na całego. Tylko wtedy nasze życie ma szansę się odmienić, tak jak to stało się w przypadku św. Maksymiliana – podkreśla.

Poczuć wsparcie, być wsparciem

Właśnie na takie rozwiązanie liczy Marcin Kwiatkowski. – To, co przekonuje mnie do wzięcia udziału w Drodze na Maxa, to poczucie bliskości z braćmi i czas spędzony z nimi – mówi. Jak dodaje, we wspólnocie Odważnych jest od około roku, ale w pełni poczuł, czym ta wspólnota jest, dopiero na forum, które odbywało się we wrześniu ubiegłego roku. – Wówczas poczułem prawdziwą więź między nami. I wiem, że Droga na Maxa to poczucie więzi znów we mnie odnowi – podkreśla.

Marcin uważa, że jest to bardzo dobre dzieło. – Od samego początku pojawiają się bowiem na mojej drodze różne przeszkody i wymówki, abym nie brał w nim udziału. A to fakt, że wypada w połowie urlopu, a to wcześniejsze plany i inne rozmowy. Natomiast ja bardzo chcę wziąć w tym udział i wierzę, że będę mógł – opowiada. Najważniejszym punktem spotkania, na który zwracają uwagę mężczyźni, jest sama nocna wędrówka do Niepokalanowa. – Ja generalnie bardzo lubię chodzić, a mam trochę zaległości w tym temacie – śmieje się M. Kwiatkowski. Wynikają one z tego, że nie wypaliły jego tegoroczne plany pójścia na Ekstremalną Drogę Krzyżową.

– Pomyślałem sobie, że to będzie swego rodzaju spłacenie długu wobec Pana Boga – dodaje. Niektórzy biorą udział w wydarzeniu już po raz kolejny. Artur Jasiński był na pierwszej Drodze na Maxa, w tym roku również zamierza podjąć ten trud. – Znów chcę poczuć wsparcie swoich braci i być wsparciem dla nich w wielu sytuacjach – opowiada. Na szlak można też trafić przypadkiem. Tak też przynajmniej wspomina to Tomasz Sztychmiler. – Bracia coś tam opowiadali, że się wybierają na takie wydarzenie. Mówili: „Jedzie Marek, jedzie Mariusz...”, więc pomyślałem: czemu nie! – opowiada. Pojechał bez żadnych oczekiwań, ale – jak mówi – tematyka dwóch koron św. Maksymiliana już wtedy bardzo go interesowała. – Konferencje wygłaszane jeszcze przed pielgrzymką pozwoliły mi uporządkować pewne obszary, a późniejsze spotkania w grupach z braćmi przekonały mnie, że warto było przyjechać – wspomina.

Jedni drugich brzemiona noście

Jak mówią mężczyźni, to wydarzenie pozwala także zmierzyć się z wieloma problemami. Artur wspomina sytuację z nocnej pielgrzymki, kiedy to po raz pierwszy usłyszał, jak mężczyźni mówią otwarcie o tym, co jest w ich sercach. – To były prawdziwe rozmowy, a nie unoszenie się na powierzchni i gadanie tylko o sporcie, polityce, pogodzie i wszystkich innych nieważnych rzeczach. Otwierali przed sobą swoje wnętrza – opowiada.

– A im dłużej szliśmy, im bardziej byliśmy zmęczeni, tym jeszcze bardziej chcieliśmy dzielić się doświadczeniami – podkreśla. – Kiedy mówiłem o swoich słabościach, byłem przekonany, że tylko ja tak mam, że tylko mnie jednemu się to przydarza – wspomina Tomasz. – Tam zobaczyłem, że nie jestem w tym sam. Zobaczyłem, że wielu braci przeżywa podobne sprawy i trudności, a niektórzy mają jeszcze gorzej. Ale to było takie nasze wspólne niesienie jednego krzyża. Od razu przypomniały mi się słowa św. Pawła: „Jedni drugich brzemiona noście” – zwraca uwagę. Czasem po prostu jednak zwyczajnie brakuje już sił. – Do dziś pamiętam brata Piotrka, który towarzyszył mi w momencie, kiedy moje nogi już się nie chciały zginać – wspomina A. Jasiński.

– On zagadywał mnie cały czas, tylko po to, abym dalej szedł, abym dawał radę. Przeszliśmy w taki sposób parę ładnych kilometrów. Tego doświadczenia też znów potrzebuję – mówi. Dlatego w zgodnej opinii uczestników Droga na Maxa to nie tylko mówienie o braterstwie, ale miejsce, w którym tego często zapomnianego dziś zjawiska można doświadczyć naprawdę. – Tutaj brat bratu jest bliski. Można doświadczyć wielu momentów wdzięczności. Wielokrotnie nasze rozmowy podnosiły mnie na duchu. Wiem też, że moje słowa potrafiły poruszyć serce innych współbraci. Czułem, że jest to czas, że kiedy nawet okażę się bezsilny, to mam obok siebie braci. To jest coś, co sprawia, że chce się Panu Bogu dziękować – mówi Tomasz.

Istota tego czasu

W dobrym przeżywaniu drogi pomagają także panujące na szlaku cisza i skupienie. – Wtedy można też oddać się dziękczynieniu dla Pana za wszystko, co dla nas robi, i na uwielbieniu Go – zwraca uwagę Artur. Wówczas jest także okazja, by przemyśleć słowa, które uczestnicy słyszą w czasie spotkania. One również mają moc odmieniania rzeczywistości. – Piętno na moim sercu odcisnęły słowa naszego kapelana, ks. Marcina, który polecał, aby zaczynać każdy dzień od zawierzenia swojego życia Matce Bożej – opowiada T. Sztychmiler.

Od tego momentu zaczął właśnie tak robić. – Przyglądam się życiu Maksymiliana Kolbego, szaleńca Niepokalanej, który swoje życie ofiarował innym. Nie tracił czasu na momenty dla siebie, ale cały czas szukał woli Matki Bożej, która jest wolą Boga, i starał się ją wypełnić. Od tej pielgrzymki, choć minął już rok, codziennie po obudzeniu się pierwsze moje słowa są słowami zawierzenia się Maryi – dodaje. Tematem tegorocznego spotkania są słowa: „Mąż i ojciec na maxa”.

– To właśnie temat sprawił, że zdecydowałem się wziąć udział w tym spotkaniu – mówi Adam Batko. – Bycie mężem i ojcem to są dwie przestrzenie, którymi się pasjonuję. Na Drodze Odważnych cały czas odkrywam i kształtuję swoje powołanie do tych ról. Dlatego też tym chętniej wybrałem to spotkanie – dodaje. Wielu uczestników jedzie do Ożarowa, aby posługiwać. – Jedziemy więc z przekonaniem, że chcemy coś dać od siebie innym, ale jednocześnie wiemy, że równie dużo otrzymamy. Jestem pewien, że to wszystko pozwoli mi być lepszym mężem i ojcem – twierdzi Adam. W zamierzeniu organizatorów Droga na Maxa ma dotykać całego życia uczestników.

– Zarówno na poziomie intelektualnym – stąd konferencje czy nauki – jak i na poziomie ciała. Jesteśmy w końcu mężczyznami i poznajemy samych siebie w działaniu. W czasie tych ponad 30 kilometrów wędrówki muszę się odsłonić, pokazać siebie i doświadczyć się w trudzie, pobyć na pustyni – wyjaśnia Mariusz. – To nie jest jednak survival pobożnościowy, ale prawdziwa okazja do spotkania się z braćmi, którzy mają podobne doświadczenia i historie jak my. Możemy się czymś wymienić. Coś dać od siebie i coś dla siebie zabrać. To jest istota tego czasu – podsumowuje. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Polecamy

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL