Nowy numer 42/2019 Archiwum

Miło usłyszeć: „Dziękuję”

– W pomaganiu innym odnajduję sens mojego pielgrzymowania. Gdy ktoś podchodzi do mnie i mówi, że dzieje się coś niepokojącego, staram się pomóc – mówi Mateusz Gajda z grupy „Zantyr” Sztum.

W tym roku na Jasną Górę idę po raz trzeci. To już tryb życia. Moja pierwsza pielgrzymka była dziękczynna. Kilka miesięcy wcześniej, w grudniu, trzy dni przed świętami Bożego Narodzenia, miałem wypadek. Wracałem ze szkoły, z próby konkursu kolęd, w czasie którego miałem być członkiem jury. Kiedy byłem niedaleko domu, auto, którym jechałem, wypadło z jezdni i uderzyło w drzewo. Pamiętam, że w ostatniej chwili się przeżegnałem, a tuż po uderzeniu miałem siłę, żeby wysiąść z samochodu i ustawić za nim trójkąt oraz pozbierać fragmenty, które odpadły od pojazdu. Później, gdy było już wiadomo, jak poważne miałem obrażenia, wielu mówiło, że to było nierealne. Dziś widzę, że plan tego zdarzenia był ułożony gdzieś tam „na górze”.

Obudziłem się po 9 dniach

W szpitalu lekarze podali mi leki przeciwbólowe i ocenili, że ze mną wszystko jest w porządku. A ja przez całą noc zwijałem się z bólu. Rano okazało się, że niezbędna jest operacja, a mój stan określono jako „gorzej niż krytyczny”. Usłyszałem, że moje szanse na przeżycie operacji wynoszą mniej niż 2 procent. Zamurowało mnie – nie będę ukrywał. Gdy mnie wieziono na blok operacyjny, byli przy mnie rodzice, a ja nie byłem w stanie nic im powiedzieć. Operacja trwała 48 godzin. Udała się, ale stan nadal był krytyczny. Obudziłem się po 9 dniach. Przy moim łóżku stali rodzice: „Mamo, szkoda, że ta godzina tak szybko minęła. Niby jestem wyspany, ale jeszcze chwilę bym się przespał” – powiedziałem.

Dziwnie się na mnie spojrzeli, choć ucieszyli się, że wraca mi poczucie humoru. „Mati, spałeś 9 dni” – powiedziała mama. Że rozpoczął się już kolejny rok, uwierzyłem dopiero, gdy zobaczyłem kalendarz. Wiem, że w mojej intencji modliło się wiele osób. Księża odprawiali Msze św., także Pasterkę. Pierwszym pokarmem, jaki przyjąłem do ust po wypadku – bo wcześniej byłem podłączony do sondy – była Komunia św. Rzeczywiście, to był moment, gdy poczułem umocnienie, siły zaczęły powracać. Ktoś może powiedzieć, że to normalne, bo coś zjadłem, ale przecież my, wierzący, nie patrzymy w ten sposób. Choć kilka tygodni po wypadku mój stan wciąż był poważny – ważyłem tylko 39 kilo – udało mi się być na studniówce. Gdy wszedłem na salę, 300 osób wstało i zaczęło klaskać – z pewnością nie zapomnę tego do końca życia. To było niesamowite. Rozpłakałem się ze szczęścia. Wszyscy podchodzili się przywitać.

Podziękować Matce Bożej

Kilka miesięcy później postanowiłem pójść na pielgrzymkę pieszą na Jasną Górę. Lekarze mówili, że jak to naprawdę zrobię, to znaczy, że zwariowałem, a do domu wrócę po pierwszym dniu marszu. Jednym z nielicznych lekarzy, którzy wiedzieli, na co się piszę i że dam radę, była moja mama. Już wtedy, idąc po raz pierwszy na Jasną Górę, postanowiłem, że będę medycznym w mojej grupie „Zantyr” Sztum.

Wcześniej planowałem studia medyczne, jednak po wypadku zmieniłem plany i zacząłem studiować... leśnictwo. Pomagać ludziom wciąż lubię i mam do tego kwalifikacje. Wszyscy, którzy mnie znają, uważali, że w czasie pielgrzymki to ja będę potrzebował pomocy. Postawionemu sobie zadaniu sprostałem, choć było ciężko. W pomaganiu innym odnajduję sens mojego pielgrzymowania. Gdy ktoś podchodzi do mnie i mówi, że dzieje się coś niepokojącego, staram się pomóc. Nie odmawiam, choć też bywam zmęczony, bo przecież każdy pokonuje tyle samo kilometrów. Jeśli moja pomoc okaże się skuteczna, miło usłyszeć: „Dziękuję”.

Dziś wiem, że…

Moja rodzina jest wierząca. Regularnie uczestniczymy w Mszach św., należałem do Liturgicznej Służby Ołtarza, później awansowałem na ceremoniarza. Jednak przed wypadkiem zaczynałem czuć, że zaczyna się wkradać w to pewna rutyna. Po wypadku to się zmieniło. Wiem, że dostałem drugie życie. Staram się je wykorzystać jak najlepiej. Czasami tak to opisuję: przez całe życie zbierałem „plusiki”, po wypadku konto się wyzerowało. Teraz zbieram je na nowo. Dzięki temu wypadkowi zbliżyliśmy się z bratem, poczuliśmy jeszcze większą więź. Naszą rodzinę to umocniło. Wypadek uświadomił mi to, że nie znamy dnia ani godziny.

Czasami niektórzy mówią: „Gdybym był w takiej a takiej sytuacji, to wolałbym umrzeć”. Ja w takiej ciężkiej sytuacji byłem i wiem, że to tak nie działa. Odpowiadam wtedy: „Skoro ci nie zależy, to może oddasz mi 10 lat swojego życia. Z chęcią przygarnę”. Wtedy, gdy słyszałem, że moje szanse na przeżycie wynoszą mniej niż 2 proc., wiedziałem, że jeszcze nie jestem gotowy, żeby odejść. Są osoby, z którymi muszę się pogodzić, jest wiele spraw, które muszę załatwić. Dziś wiem, że trzeba żyć tak, by w każdej chwili być na to gotowym. wysłuchała

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL