Nowy numer 28/2020 Archiwum

Duchowy opiekun pasłęczan

Pierwszy miesiąc roku to w kalendarzu wiernych z Pasłęka czas szczególny. 27 stycznia przypada bowiem wspomnienie błogosławionego patrona tamtejszej parafii. Warto poznać jego historię.

Wspominamy w tych dniach historię nietuzinkowego duchownego, którego życie najlepiej określiłoby słowo „walka”. Walka z socjalistami o wpływ na życie robotników, walka o przetrwanie zakonu marianów, walka o pojednanie Polaków i Litwinów.

Toczona, dodajmy, w wyjątkowo niesprzyjających warunkach. Jerzy Matulewicz przyszedł na świat jako Jurgis Matulaitis 13 kwietnia 1871 r. w wiosce Lugine koło Mariampola (ówczesna diecezja sejneńska). Wychowywał się w pracowitej i pobożnej rodzinie litewskich rolników, która dzieliła codzienne życie z sąsiadami Polakami. Mimo działań caratu, starającego się skłócić oba narody, stosunki między nimi wciąż pozostawały poprawne. Tydzień po narodzinach Jurgis został ochrzczony przez o. Jerzego Czesnasa, proboszcza parafii mariampolskiej, a zarazem przełożonego generalnego marianów. Opatrzność tak pokierowała losami księdza Matulaitisa – Matulewicza, że po latach został następcą o. Czesnasa. Dzieciństwo nie upłynęło przyszłemu błogosławionemu pod znakiem beztroski – gdy miał 3 lata, umarł jego ojciec, a gdy miał 10 lat – został osierocony przez matkę. Wychowanie Jurgisa na swoje barki wziął brat Jonas, człowiek surowy i wymagający, który oczekiwał od niego poważnego zaangażowania się w zajęcia gospodarskie.

W związku z tym życie chłopca wypełniały praca i nauka w szkole podstawowej w Mariampolu. Dzięki wsparciu innych braci został uczniem tamtejszego gimnazjum, ale po ukończeniu czterech klas musiał przerwać kształcenie (z powodu choroby – gruźlicy kości i braku pieniędzy). Mimo to Jurgis nie załamał się. „Widywano go podczas prac polowych z różańcem w ręku, a po ciężkiej pracy fizycznej (...) czytał książki wypożyczane w bibliotece w Mariampolu” – pisał ks. Jan Józef Janicki w biogramie arcybiskupa, zamieszczonym w „Kieleckich Studiach Teologicznych”. Momentem zwrotnym w życiu błogosławionego stało się spotkanie z bratem stryjecznym Janem, profesorem gimnazjum w Kielcach. To za jego namową Jurgis wstąpił na drogę kapłańską – do kieleckiego seminarium. Niestety, w tym okresie placówka znalazła się na cenzurowanym – bp Tadeusz Kuliński naraził się Rosjanom odmową wpuszczenia do seminarium wizytatora.

W odwecie zaborcy nękali kleryków i profesorów rewizjami, doszło nawet do aresztowania wszystkich wykładowców. Seminarium zamknięto, a Jerzy Matulewicz kontynuował studia w Warszawie, a potem w Petersburgu, gdzie 20 listopada 1898 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W rosyjskiej stolicy zdobył też tytuł magistra teologii, natomiast stopniem doktora (uzyskanym w szwajcarskim Fryburgu) mógł się pochwalić już cztery lata później. Miesiące spędzone w Szwajcarii upłynęły ks. Jerzemu na zgłębianiu nauki społecznej Kościoła, zwłaszcza w odniesieniu do robotników. Tych z każdą dekadą przybywało i przed duchownymi stanęła konieczność dotarcia do nich z chrześcijańskim przekazem. Przekazem, który uwzględniałby nie tylko prawdy wiary, ale i odpowiedzi na problemy codzienności: wyzysk, biedę czy pracę nieletnich – na ziemiach polskich silnie akcentowane przez socjalistów. Niemniej ks. Matulewicz szybko przystąpił do dzieła i to z sukcesami: opracował statut Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich i zajął się redagowaniem jego czasopisma – „Towarzysza Pracy”.

Dzięki pracy błogosławionego siedziba stowarzyszenia przerodziła się w miejsce konferencji i kursów (w jednym z nich wzięło udział ponad 700 osób). Nie tylko robotnicy, ale i zakon marianów stał się szczególnym obiektem troski duchownego. Generałowi, ojcu Wincentemu Sękowskiemu, ksiądz Jerzy zaproponował reformy umożliwiające najpierw przetrwanie, a w przyszłości – rozwój zakonu. Represje carskie (zakaz przyjmowania nowych kandydatów) sprawiły bowiem, że życie zakonne marianów zamarło – ostał się tylko wspomniany ojciec Sękowski. Na szczęście, zmiany wdrożone przez ks. Matulewicza (m.in. rezygnacja z białych habitów na rzecz sutann lub zwykłego ubioru – dla łatwiejszego pozyskiwania robotników i inteligencji) okazały się skuteczne. Dowodem fakt, że za życia błogosławionego liczba marianów – żyjących przecież w konspiracji – wzrosła do 240.

Pisząc o ks. Jerzym, nie sposób nie wspomnieć o założonym przez niego na warszawskich Bielanach sierocińcu dla 200 bezdomnych dzieci. Doskonale rozumiał ich sytuację i regularnie odwiedzał urzędy nowych zaborców – Niemców – zabiegając o żywność, odzież i opał. Wśród zaborczej administracji doczekał się nawet miana „natręta”, co skwitował krótko: „To jest określenie dla mnie, a co dla moich dzieci?”. Tymczasem 1918 rok przyniósł Polsce i Litwie odzyskanie niepodległości, a ks. Jerzemu stanowisko biskupa wileńskiego, które sprawował przez 7 lat. Chcąc pogodzić Polaków i Litwinów, za wzór podawał św. Kazimierza, który jako „Królewicz Polski i Litwy jednakowo kochającym sercem ogarniał Kraków i Wilno”. Niestety, tym razem nie zdążył dokończyć misji – zmarł w 1927 r., mając 56 lat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama