Nowy numer 40/2020 Archiwum

Mimi w koszulce Lewandowskiego

Mieszkał w dzielnicy uważanej za miejsce dla narkomanów i przestępców. Ale jego budynek był zawsze otwarty. 24 godziny na dobę.

Domy Serca zostały założone 4 stycznia 1990 r. we Francji. Jest to międzynarodowa, katolicka organizacja pozarządowa, której charyzmatem jest współczucie i pocieszenie niesione ubogim, cierpiącym, samotnym ludziom na całym świecie.

Obecnie Domy Serca znajdują się w 26 krajach na 4 kontynentach, a młodzi, którzy decydują się w nich zamieszkać, swoją służbę opierają na trzech filarach: życiu wspólnotowym, modlitwie oraz pomocy ubogim. Wolontariat trwa od 14 do 24 miesięcy. Na zamieszkanie w Domach Serca decydują się także młodzi z Polski. Jednym z nich jest Rafał Bilicki, który spędził 15 miesięcy w Chile. Mieszkał w portowym mieście Valparaiso.

Był jedynym Europejczykiem w dzielnicy powszechnie uważanej za miejsce narkomanów i przestępców, do której wielu boi się zapuszczać. W środę 4 marca Rafał spotkał się z mieszkańcami Elbląga w klubie Mjazzga i opowiedział o swoim misyjnym doświadczeniu. W Ameryce Południowej mieszkał z wolontariuszami pochodzącymi z różnych państw, a ich dom wyglądał tak samo jak inne w tej dzielnicy. – Różni się on jedynie tym, że jest otwarty 24 godziny na dobę dla wszystkich, którzy chcą do nich przyjść i tego potrzebują – mówił.

Młodzi przybywający do Ameryki Południowej nie są bogatymi Europejczykami, którzy przyjeżdżają do biednej dzielnicy z walizką pieniędzy i chcą zmienić miejscowym świat: wybudować szkołę albo szpital. Oni starają się im nieść przyjaźń i swoją obecność. Dlatego po prostu nawiązują z nimi relacje. Często spotykają bardzo samotnych, zranionych ludzi, którym się zdaje, że wszyscy o nich zapomnieli. – Dla nich bardzo ważna jest nasza obecność. To, że jest ktoś, kto ich odwiedzi, pomoże. Będzie dla nich przyjacielem – przyznał Rafał.

Wiele czasu wolontariusze poświęcają dzieciom ulicy. W Domu Serca mogą poczuć się naprawdę dziećmi, co w takich miejscach nie jest oczywistością. Bardzo często najmłodsi są wychowywani przez babcię. Ojciec jest nieznany, a matka często jest uzależniona od narkotyków. Do Domu Serca przychodzą po lekcjach, spędzają wspólnie czas, bawią się. Przed wyjazdem do Chile Rafał dowiedział się, że w dzielnicy mieszka 19-letni Mimi. Chłopak choruje na epilepsję i jest opóźniony w rozwoju. Jest wielkim fanem piłki nożnej. Każdego dnia nosi koszulkę z symbolami innego klubu piłkarskiego.

Jadąc na wolontariat, Rafał do walizki spakował dla niego prezent. Była to koszulka z imieniem i nazwiskiem Roberta Lewandowskiego, obecnie najbardziej znanego Polaka w tym kraju. Mimi uwielbia grać w piłkę nożną, jednak przez swoje problemy ze zdrowiem nie idzie mu to najlepiej. To zaś oznacza, że inni nie chcą z nim grać. Wolontariusz z Polski, widząc chłopaka, pytał: „Zagramy w piłkę?”. W tych momentach Mimi był niesamowicie szczęśliwy, co więcej – często grali z młodszymi, a więc mógł cieszyć się zwycięstwem.

– To był moment tej prostej obecności. Te chwile dawały mu niesamowitą radość – i mam nadzieję – odmieniały jego życie – opowiadał Rafał. Chłopak z boiska zawsze wracał szczęśliwy, a w domu spędzał jeszcze kilka godzin z wolontariuszem. W Valparaiso Dom Serca istnieje od 10 lat. Mieszkańcy dzielnicy biedy wiedzą, że biali to wolontariusze. Dzięki temu, co robią, są poniekąd „nietykalni”. Rafał często słyszał pozdrowienia od nieznajomych, którzy prawdopodobnie uważali, że musiał on kiedyś pomóc któremuś z ich bliskich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama