Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wdzięczny kamień

Dziś już niemal legendarny Titanic jest inspiracją dla wielu twórców. Do tej grupy dołączył artysta wykonujący rzeźby z bursztynu.

Replika Titanica wykonana z bursztynu przez Tomasza Ołdziejewskiego jest największą tego typu rzeźbą na świecie. Trafiła do „Księgi rekordów Guinnessa”.

Tę i inne niezwykłe rzeźby wykonane przez artystę ze Sztutowa do 28 sierpnia można oglądać w Gminnym Ośrodku Kultury w Stegnie. Przygoda artysty z tym statkiem zaczęła się po obejrzeniu filmu „Titanic”. – Uznałem, że jeżeli mi się „oczko zaszkliło”, to niektórzy na tym filmie wyli. Pomyślałem, że oni – może z sentymentu do filmu i tej historii – kupią statek z bursztynu – opowiada.

Wykonał siedem małych Titaniców, które faktycznie sprzedał. Później pomyślał, żeby zrobić największy taki statek na świecie. Było to trudne, ale nie niewykonalne. Właśnie z telewizją History pracował nad dokumentem „Złoto Bałtyku”. Statek powstał częściowo na potrzeby tego filmu, a częściowo jako promocja artysty. Jest on próbą stworzenia własnej marki przez twórcę. Tomasz Ołdziejewski, by pokazać wartość największego na świecie statku wykonanego z bursztynu, mówi, że jego cena jest równa cenie czasu reklamowego w telewizji o godz. 20.

– Reklama działa 20 sekund, a ten statek z rekordem Guinnessa będzie działał przez cały czas jako promocja jakiegoś miejsca. Powiem szczerze: ten statek powinien stać w najstarszym hotelu przy plaży w Sopocie albo w najwyższym hotelu w Warszawie – twierdzi. Artysta pracować z bursztynem zaczął jako dziecko pod okiem ojca. – Ten kamień jest ciepły i wdzięczny do obróbki. Jako dziecko często pomagałem ojcu, znajomi prosili mnie o pewne robótki: dziurkowanie kawałków bursztynu, polerowanie wisiorków, serduszek, krzyżyków – wymienia. Pewnego razu ojciec pana Tomasza zrobił pierwszą większą rzeźbę z bursztynu – latarnię morską. Zainteresowała go, bo było to coś innego niż to, czym się zajmował dotychczas. Sam zaczął robić statki.

– Zrobiłem pierwszy i go sprzedałem. Dostałem kolejne zamówienia – wspomina. Będąc w szkole podstawowej, zarobione u ojca pieniądze składał na książeczkę SKO. Kiedy postanowił je wypłacić, okazało się, że uzbierał równowartość kilku pensji, jakie otrzymywały nauczycielki. Gdy się o tym dowiedziały, trzy z nich postanowiły go odprowadzić do domu, bo bały się wypuścić dziecko samo ze szkoły z taką sumą pieniędzy.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama