Nowy numer 39/2020 Archiwum

Od lektora do retora

Jeden z najlepszych młodych mówców w Polsce pochodzi z Pasłęka.

W tym konkursie organizowanym przez Akademię Retoryki spotykają się młodzi ludzie, którzy do perfekcji opanowali sztukę władania polszczyzną. W Ogólnopolskim Konkursie Retorycznym Szkół Średnich, odbywającym się pod patronatem Ministra Edukacji Narodowej, słowo mówione otrzymuje należną mu oprawę. W tym roku wśród laureatów znalazł się pasłęczanin. Jakub Kozakiewicz, najmłodszy z uczestników i jedyny reprezentant województwa warmińsko-mazurskiego, zajął trzecie miejsce.

– Już kiedy usłyszałem, że jestem zaproszony do finałowej dziesiątki, nie mogłem uwierzyć – wspomina. – Pomyślałem: gdzie ja, taki zwykły chłopak z małego Pasłęka, miałbym zostać tak wyróżniony? Ale okazało się, że to prawdziwa informacja, którą zresztą otrzymałem w swoje urodziny, więc był to bardzo miły prezent – wspomina z uśmiechem. W pierwszym etapie tego prestiżowego konkursu Jakub opowiadał o książkach i ich współczesnej wartości. Zadaniem w kolejnym etapie było przygotowanie filmu. Jakub nagrał wideo poświęcone swojemu rodzinnemu miastu. Nagranie zostało bardzo wysoko ocenione przez jurorów i zapewniło pasłęczaninowi udział w warszawskim finale. Tam swoje przemówienie poświęcił człowiekowi. Pytał o to, co nas może jeszcze zaskoczyć, co może stać się dla nas globalnym wyzwaniem... Brawurowe przedstawienie problematyki dało mu trzecią lokatę wśród najlepszych w kraju młodych mówców.

Spór retoryczny o kolację? Nie...

Osobą, która przygotowywała go do tego wyjątkowego wydarzenia, jest jego nauczycielka z liceum, a prywatnie... mama – Monika Kozakiewicz. Jakub podkreśla, że wszystkie jego humanistyczne zainteresowania to właśnie zasługa rodziców. – To oni je we mnie zaszczepili. Mama jest polonistką, więc wszelkie tematy związane z naszym ojczystym językiem są w naszym domu czymś naturalnym – opowiada. Dlatego też poprawne mówienie, poruszanie kwestii dotyczących literatury czy dyskusje o poezji są w ich rodzinnym domu na porządku dziennym.

– Dbałość o zachowanie pięknej polszczyzny jest więc w nas cały czas – opowiada pani Monika. – Oczywiście to nie jest tak, że prowadzimy dyskusje retoryczne o tym, co będzie na obiad albo kto ma wynieść śmieci, nie zwracamy się do siebie poezją, ale nasze wieczorne dysputy i spory o język to jest coś, na co zawsze czekamy – śmieją się. Laureat konkursu ubolewa, że dziś coraz bardziej zaniedbujemy to, w jaki sposób mówimy. – Retoryka kojarzy nam się z jakimiś starożytnymi mówcami w dziwnych szatach. A nie powinno tak być, bo przecież jest to sztuka władania językiem, czyli czymś, co nas nieustannie otacza. A przecież zawsze chcemy, by nasze otoczenie, miejsce, w którym przebywamy prawie cały czas, nie było zaniedbane, zaśmiecone i brudne. Dlaczego nie staramy się, aby tak samo było z językiem? – zastanawia się.

Nie ma taryfy ulgowej

Mama bardzo angażowała się w przygotowania Jakuba do konkursu. – Doskonale zdawaliśmy sobie oboje sprawę, że jeśli mam tam wypaść dobrze, nie mogę mieć żadnej taryfy ulgowej. Nie mogło być żadnych ustępstw i poklepywania po plecach, dlatego że jesteśmy rodziną. Gdy coś było źle, to po prostu było źle i mama to głośno dawała do zrozumienia – opowiada młody mówca. Pani Monika zwraca uwagę, że najprawdopodobniej jest tak, że od swojego dziecka wymaga się nawet więcej niż od każdego innego ucznia.

– Kiedy jesteśmy w szkole, nasza relacja jest wyłącznie na poziomie nauczyciel–uczeń. W domu oczywiście jest inaczej, ale w czasie samych przygotowań do konkursu nie było sentymentów czy pobłażania. Więc zawsze, kiedy coś nie zagrało, mówiliśmy sobie jasno: „to jest byle jakie, trzeba to poprawić” – wyjaśnia. W czasie przygotowań do konkursu Jakub miał okazję ćwiczyć swoje umiejętności podczas rozmów z młodymi fanami retoryki z całej Polski. – W mojej ocenie wymiana myśli, poglądów i opinii z ludźmi, którzy myślą inaczej niż my, to właśnie najciekawsza ze stron retoryki. Umiejętność spokojnego i rzeczowego wyrażania siebie oraz przekonywania innych do swojego stanowiska – to jest coś, co w retoryce zawsze najbardziej mnie pociąga, a czego też dziś coraz bardziej nam brakuje – uważa młody mówca.

Było widać same rączki

A cała przygoda z pięknym mówieniem zaczęła się dzięki... ministranturze. Jakub do Liturgicznej Służby Ołtarza przystąpił w wieku zaledwie sześciu lat. – Musieliśmy mocno przekonywać naszego księdza, aby przyjął Jakuba wcześniej, ale się udało – wspomina mama. Jak mówi, z tamtego czasu ma przed oczami cały czas jeden charakterystyczny obrazek.

– To było przygotowanie do Eucharystii, kiedy ministrant zanosi kielichy do ołtarza. Gdy robił to nasz syn, było widać tylko te kielichy i małe rączki ledwo wystające ponad ołtarz – śmieje się. Kiedy już został lektorem, umiejętności publicznych wystąpień stale wzrastały. – Dużo dawały mi regularne kursy lektorskie. A że teksty biblijne nie należą do najłatwiejszych do czytania i interpretowania, starałem się ćwiczyć jak najwięcej – wspomina. Także samo przełamanie strachu przed wyjściem na ambonę było dużym krokiem. – Przyzwyczajanie się do mówienia, kiedy wszystkie oczy na sali są skierowane na ciebie, i walka z tremą – to też doskonałe ćwiczenie – opowiada. Jak wspomina, największym stresem nie było jednak wejście na ambonę np. podczas wizyty biskupa w ich parafii, ale... na ślubie siostry.

– Spojrzałem na ławki i zobaczyłem same znajome twarze. Strach przed popełnieniem błędu był więc jeszcze większy. Ale jednocześnie spowodował, że byłem bardziej wyczulony na jakiekolwiek możliwe potknięcia, więc było to bardzo pozytywne doświadczenie – mówi Jakub. Swój niezwykły talent do mówienia Jakub potwierdzał w szkolnych konkursach recytatorskich i krasomówczych. Sięgał po nagrody w mieście i województwie. – I wydaje mi się, że to wszystko szło w dobrą stronę, co ten ostatni sukces potwierdza – mówi M. Kozakiewicz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama