GN 48/2020 Archiwum

To ratunek na czas pandemii

Na pątniczym szlaku nie jest łatwo, ale wędrujący doskonale wiedzą, że właśnie tam mogą wyprosić wiele łask dla siebie i innych.

Pielgrzymi z diecezji elbląskiej pieszo i na rowerach 11 sierpnia dotarli na Jasną Górę. W związku z pandemią koronawirusa zobowiązani byli do przestrzegania wielu wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego. Ta skrupulatność pozwoliła pielgrzymom bezpiecznie dotrzeć do Matki Bożej.

– Drodzy pielgrzymi, dotarliście do sanktuarium, gdzie od ponad sześciu stuleci Najświętsza Maryja Panna odbiera cześć przede wszystkim od nas, Polaków. Czcimy Ją jako Matkę Syna Bożego – Bożą Rodzicielkę – jako Królową, a także Opiekunkę oraz duchową Matkę tych, którzy z ufnością spoglądają ku Chrystusowi i szukają oparcia swojego życia w Jego krzyżu – powiedział bp Jacek Jezierski do pielgrzymów.

W ramach pielgrzymki pieszej pątnicy do Matki Bożej wędrowali przez piętnaście dni. W pięciu grupach pielgrzymowały 163 osoby, a wśród nich było czternastu księży, ośmiu kleryków i trzy siostry zakonne. Natomiast rowerzyści w kierunku Jasnej Góry z Elbląga wyruszyli 5 sierpnia. Łącznie pielgrzymowało ok. 50 osób, a prowadził ich ks. Krzysztof Sękuła. „Z Bożą pomocą dotarliśmy, by pokłonić się Mateńce. Czas niesamowity i emocje mu towarzyszące nie do opisania. Zostawiliśmy u Matczynego tronu wszystkie intencje nam powierzone przez przyjaciół pielgrzymki, dobroczyńców i spotykanych w czasie pielgrzymiego trudu ludzi” – napisali tuż po dotarciu do celu rowerzyści na swoim profilu facebookowym.

– Ta pielgrzymka była wyjątkowa, bo towarzyszyło nam wiele obaw, lęków. Początkowo nie wiedzieliśmy, czy w ogóle wyruszymy, a później – czy dojdziemy. Czy pielgrzymka nie zostanie rozwiązana z uwagi na koronawirusa – mówi Paweł, który pielgrzymował w grupie Pomezania Kwidzyn po raz trzeci. W rzeczywistości, pokonując kolejne kilometry, pielgrzymi doświadczali, że ta pielgrzymka nie różni się wiele od poprzednich. Choć nie mogli spotykać się z miejscowymi w ich domach, wciąż odczuwali wielką życzliwość osób spotykanych w trasie, które ich pozdrawiały i przygotowywały poczęstunki.

– Każdego roku coraz bardziej duchowo przeżywam pielgrzymkę. Kiedyś poranne medytacje były dla mnie po prostu jednym z punktów dnia, a teraz wiem, że jest to czas, kiedy mogę usłyszeć to, co Pan Bóg chce mi i innym pielgrzymom powiedzieć – opowiada Paweł i przypomina, że dla niego pierwsza pielgrzymka była czasem poznania, czym ona tak naprawdę jest, teraz zaś uczy go, jak dziękować Panu Bogu za to, co otrzymuje. W tym roku w związku z drastycznie ograniczoną liczbą osób, które mogły wędrować do Matki Bożej, grupy były połączone. Pomezania Kwidzyn została połączona z grupą Żuławy Nowy Dwór Gdański, w której do Matki Bożej szła jedna przedstawicielka – Dorota. Była to jej druga pielgrzymka. Po raz pierwszy Dorota zdecydowała się wyruszyć na pielgrzymkowy szlak w ubiegłym roku; kilka lat wcześniej przeżyła bardzo poważny wypadek samochodowy i za cud uznaje to, że całkowicie wróciła do zdrowia.

– Myślałam wtedy, że przejdę krótki odcinek – może jeden dzień – i wrócę do domu. Udało mi się dojść na Jasną Górę. To był dla mnie szok – mówi. W tym roku przez całą pielgrzymkę niosła proporzec swojej grupy. Szła w bardzo ważnych intencjach, dlatego uważała, że takie poświęcenie ma sens. – Jest ciężko, jednak ważne jest to, że idąc na Jasną Górę, można wiele u Matki Bożej wyprosić. W tej pielgrzymce widzę ratunek dla nas na czas pandemii, wiem, że większość z nas też tak uważa – mówi pątniczka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama