Nowy numer 39/2020 Archiwum

Kiedyś wyruszymy całą rodziną

Pielgrzymować do tronu Pani Jasnogórskiej można codziennie; wystarczy dzień rozpoczynać śpiewem Godzinek ku czci Najświętszej Maryi Panny, a kończyć – Apelem Jasnogórskim.

Miałam 15 lat, kiedy pierwszy raz pielgrzymowałam na Jasną Górę – mówi Ewa. – A ja – 22 lata – dodaje Wiesław. – Wtedy ty szedłeś drugi raz, a ja pierwszy – uzupełnia Ewa. – Poznaliśmy się na pielgrzymce. Jesteśmy małżeństwem pielgrzymkowym – mówią.

Obnażone słabości

Ślub Ewa i Wiesław Kwiatkowscy wzięli 19 września 1998 roku. Wcześniej pięć razy wspólnie wędrowali na Jasną Górę, na szlaku też się poznawali. – Na pielgrzymce rozeznawaliśmy swoje powołanie – mówią. – W takich trudnych sytuacjach ludzie mogą się sprawdzić – uważa Ewa. – Dopytywałem: „Siostro, może plecak ponieść?” – śmieje się Wiesław.

– Dziś młodym ludziom mówię, że nie jest sztuką zaprosić dziewczynę do kawiarni. Można jej wtedy pięknie słodzić, a ona będzie bardzo szczęśliwa. Na pielgrzymce słabości człowieka są obnażone i widać nasze prawdziwe oblicze. Jestem zmęczony, a muszę zwracać uwagę na innych, pomagać im. Dlatego pielgrzymka to najlepszy czas na to, żeby poznać drugą osobę. W tym trudzie drogi, bo takie też jest życie. Nie jest to sielanka, składa się z pięknych chwil, ale również z trudu i cierpienia, obowiązków i mozolnej pracy – opowiada. Swoje pielgrzymowanie państwo Kwiatkowscy rozpoczęli na szlaku pielgrzymki warmińskiej, a gdy została utworzona Elbląska Pielgrzymka Piesza, związali się z grupą Pomezania Iława. Dziś są rodzicami siedmiorga dzieci: Moniki, Szymona, Pawła, Faustyny, Kasi, Jasia i Gosi.

Z pociechami w trasie

Wiele razy udowadniali, że dzieci świetnie sobie radzą na pielgrzymkowym szlaku, i przekonywali, że zawsze są osoby, które w marszu pomogą pchać wózki albo będą miały oko na maluchy w czasie postoju, kiedy rodzice chcą odpocząć. Czasami od znajomych słyszą: „Jeszcze nie możemy iść na pielgrzymkę, bo mamy małe dzieci”. Dopytują, w jakim wieku, a gdy słyszą, że 3- lub 4-letnie, mówią: „To nasze już szły”. Chwila ciszy i pytanie: „To z tak małymi dziećmi można iść?”. Wiesławowi już po ślubie udało się pielgrzymować dziesięć razy z rzędu, Ewie nieco mniej, bo zostawała w domu z maluchami. Potem zawsze wędrowali z dziećmi. I tak całą trasę do Matki Bożej pokonali wielokrotnie – oczywiście, dziś już dorośli – Monika i Szymon, ale także Paweł i Faustyna, która miano pątniczki zyskała, mając zaledwie dwa i pół roku.

– Właściwie i Kasia była na pielgrzymce – dodaje Ewa i opowiada, jak w czasie pielgrzymki zrobiła test ciążowy. – Wtedy dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się dziecka – śmieje się. Po dojściu na Jasną Górę ks. Waldemar Maliszewski, dyrektor EPP, przedstawiał grupę Pomezania Iława i jak zawsze podał informację o wieku najmłodszego i najstarszego pielgrzyma. Ogłosił, że najmłodszy pątnik miał około roczku, a oni uśmiechali się i szeptali do siebie, że „to się nie zgadza”. Kasia bardzo chciałaby wyruszyć na Jasną Górę. Wciąż dopytuje: „Tato, kiedy weźmiesz mnie na pielgrzymkę?”. W minionych latach dwukrotnie z ojcem odwiedzała pielgrzymów wędrujących do Matki Bożej. W trasie spędzali po dwa dni. – Śmiejemy się, że Kasia ma w sobie coś szczególnego, że tak drąży temat pielgrzymki, bardzo chciałaby iść – mówi Ewa. W tym roku pielgrzymka była w wakacyjnych planach rodziny.

Z powodu pandemii koronawirusa dzieci nie mogą w niej uczestniczyć, musieli więc zrezygnować. Postanowili jednak na kilka dni pojechać do Częstochowy, by przeżyć tam rekolekcje. Pobyć u Matki Bożej, zawierzyć Jej rodzinę. Do udziału w wyprawie zaprosili znajomych. Oni jeszcze nie szli na Jasną Górę, ale może ten wyjazd pomoże im się w przyszłości na to zdecydować? – Mówię dzieciom, że jedziemy tam, gdzie mieszka Maryja. Przeżywają to bardzo, bo przecież one mają inną wyobraźnię niż my, dorośli. Zastanawiają się, gdzie mieszka Maryja – cieszy się Wiesław. Jasna Góra zawsze była ważnym dla nich miejscem, pojechali tam dzień po swoim ślubie, by pobyć u Matki Bożej. A Wiesław przypomina, że kiedy miał 22 lat, spontanicznie wybrał się z kolegą do Częstochowy. W sanktuarium ofiarował Maryi swoje życie i wiele rzeczy zaczęło się zmieniać. Zaczął poznawać innych ludzi, chodzić na pielgrzymki i spotkał swoją przyszłą żonę...

Nie bujamy w obłokach

Na pielgrzymkowym szlaku najważniejszym momentem dnia jest Msza św. Nigdy nie zdarzyło im się opuścić Eucharystii. Dzieci najczęściej spały w wózkach. Bywało, że gospodarze, u których gościli na noclegu, proponowali, że dowiozą im dzieci po Mszy albo, gdy dom był blisko kościoła, by po nie później wrócili. Nigdy się na to nie zgodzili. – Pielgrzymka to nie tylko duchowość, ale i czas radości, nauki i dyscypliny, bo przecież trzeba rano wstać, później iść i słuchać innych. W życiu tak samo, zawsze musimy kogoś słuchać, np. przełożonego. To nie jest tak, jak niektórzy przekonują, że można robić, co się komu podoba, bo to jest największa krzywda wyrządzona młodym ludziom. Jesteśmy wychowani w duchu nauczania św. Jana Pawła II, który uczył nas miłości odpowiedzialnej i powierzenia swego życia Maryi – „Totus Tuus”.

Wszystko musi mieć swój rytm, a my musimy być temu podporządkowani. Musi być posłuszeństwo, bo jeśli każdy będzie robił tylko to, co chce, zatracimy swoją tożsamość – nie tylko narodową, ale również religijną. Młodzież często mówi: „Wszystko mi wolno”, a przecież wiemy, że tak nie jest – mówi Wiesław. Pielgrzymka pozwala przekonać się, że trud i cierpienie mają sens. W tym czasie Pan Bóg przez zmęczenie i innych ludzi działa szczególnie. To jest czas łaski. – Zawsze się śmieję, że pielgrzym nie liczy roku od 1 stycznia do 31 grudnia, ale od jednej do drugiej pielgrzymki. Ona nie jest jakąś odskocznią od codzienności, to są 352 dni plus 13. To jest konkretna rzeczywistość, faktycznie nie robimy zakupów czy nie gotujemy obiadów, ale przecież nie bujamy w obłokach, doświadczamy tego samego, co przez cały rok – zwraca uwagę Wiesław.

Ewangelizowali rówieśników

Dni na pielgrzymkowym szlaku mają swój rytm. Zaczynają się Mszą św., później pielgrzymi śpiewają Godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia NMP, odmawiają Koronkę do Bożego Miłosierdzia, Różaniec. Państwo Kwiatkowscy dokładają wszelkich starań, żeby podobnie wyglądał każdy dzień w roku. Rano w ich domu można usłyszeć godzinki... Oczywiście, nie da się odciąć od codzienności, ale można przecież włączyć nagranie i wspólnie z nim śpiewać, np. w czasie zmywania naczyń. Razem modlą się na Różańcu. W czasie kwarantanny związanej z pandemią koronawirusa każdego dnia udało im się odmówić wspólnie jedną część Różańca. Tak często, jak jest to możliwe, starają się uczestniczyć we Mszy św., a dzień kończą śpiewem Apelu Jasnogórskiego.

O pielgrzymce rozmawiają bardzo często między sobą bądź w czasie spotkań ze znajomymi. Kiedy Wiesław porusza temat pielgrzymki w pracy, wiele osób nawet oddalonych od Kościoła prosi go o modlitwę. Gdy Monika i Szymon byli mali, po powrocie z Jasnej Góry jeszcze przez wiele tygodni, bawiąc się z dziećmi na podwórku, śpiewali pieśni pielgrzymkowe bądź odmawiali Różaniec. W ten sposób, pewnie nieświadomie, ewangelizowali rówieśników. Choć w tym roku nie wyjdą na pielgrzymkowy szlak, wierzą, że w przyszłości uda im się wyruszyć całą rodziną. Gdyby tak się stało za dwa lata, byłoby to spełnieniem ich marzeń, bo to będzie XXX Elbląska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę. – Dziś, wchodząc do kościoła, spojrzałem na pielgrzymkowy plakat i pomyślałem: „Boże, żeby tak za dwa lata z dziećmi udało się nam pójść” – wyznaje Wiesław.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama